8 obserwujących
47 notek
28k odsłon
  348   0

Wojna na Jedwabnym Szlaku

Pewnego razu, trzech premierów państw UE, odbyło podróż, przez ogarniętą wojną Ukrainę, do oblężonego Kijowa. Tam i z powrotem. Koleją.

Brzmi jak początek opowiadania science fiction, że dawno dawno temu w odległej galaktyce.
Nieprawdaż?

Jest bowiem czymś zupełnie nierealnym, niewyobrażalnym, by dzisiaj, szefowie rządów państw, czyli osoby podlegające ścisłym procedurom bezpieczeństwa najwyższych urzędników państwowych, zorganizowały sobie, z własnej nieprzymuszonej woli, wyjazd służbowy na teren walk zbrojnych, bez jakiejkolwiek wojskowej osłony/ochrony, po to, by obrońcom oblężonej stolicy OSOBIŚCIE dodać otuchy i zapewnić o swej przyjaźni i gotowości niesienia pomocy.

To jest tak niesamowite, że aż nie do uwierzenia, że po prostu coś takiego nie mogło się odbyć...
No nie i nie.

...ale się odbyło.

Czyli że samo stwierdzenie, że jeno „wyprawa tam i z powrotem”, w żaden sposób nie opisuje rzeczywistości, czyli że to było, że to MUSIAŁO być, coś znacznie więcej, niż że „trzech premierów państw UE pojechało sobie pociągiem, przez ogarniętą wojną Ukrainę, do oblężonego Kijowa”.


No, ale co „coś więcej”?

Najpierw popatrzmy, kto to są ci panowie odważni.

Co by nie mówić i co by nie pisać, wszyscy trzej to konserwatywni eurosceptycy. Którzy nie wyrośli z dziewiętnastowiecznych nacjonalistycznych koncepcji „suwerennego państwa”. Wszystkim trzem jest o wiele bliżej do różnych wersji rządów oligarchicznych, niż do filozofii zachodniej liberalnej demokracji. Wszyscy trzej często dają do zrozumienia, że są w tej UE, bo muszą. Co wyraźnie dowodzi, że chodzi im po głowach jakaś alternatywa wobec UE, wobec liberalnej demokracji. Więc aż dziw bierze, że nie było w tym gronie Wiktora Orbana, który jest dzisiaj postacią numer jeden w unijnym eurosceptycyzmie. No ale on obrał sobie rolę „niezaangażowanego” w ukraiński konflikt, więc błyszczeć nie może, a wiele wskazuje, że ów kijowski eksperyment, to był jego, Orbana, pomysł.


Teraz zauważmy, że...

Rosja i Ukraina to nie są liberalne demokracje. To są oligarchie, w których „wybory parlamentarne” i inne akty „demokratyczne” są picem na wodę, sterowanym przez oligarchów. Zresztą dokładnie tak jak i w ogóle całość życia obywatelsko-państwowego. Więc wniosek jest jeno jeden – wojna na Ukrainie, to jest wojna pomiędzy oligarchami rosyjskimi, a oligarchami ukraińskimi ponad głowami Rosji i Ukrainy obywateli. Co wyraźnie dowodzi, że ukraińscy oligarchowie nie chcieli się podporządkować Moskwie po dobroci, więc Moskwa usiłuje zmusić ukraińskich oligarchów do uległości Rosji, siłą.

Co z kolei wymusza pytanie – a po kiego czorta oligarchowie ukraińscy mają się podporządkować Moskwie. Dlaczego oligarchom rosyjskim tak zależy na podporządkowaniu sobie oligarchów ukraińskich, że aż posunęli się do wojny, która kosztuje ich wiele a wiele miliardów w twardej walucie, międzynarodową izolację i sankcje polityczno-gospodarcze? Co ta Ukraina ma takiego, że warto aż tyle „zainwestować”, bo się – zwróci?

No więc, Ukraina nic takiego nie ma.
Ale jeno nie ma – dzisiaj.
A mieć będzie, że łomatkoicórko.


I tutaj, musimy popatrzeć sobie na mapę Europy i Azji.
I poczytać o Nowym Jedwabnym Szlaku.

I widać jak na dłoni, nie, że jeno Szlak przez Ukrainę prowadzi, ale i że wszystko to, co ma trafić do Moskwy, musi przejechać – przez Ukrainę.

A w tle jest jeszcze tunel pod Cieśniną Beringa.
Którego skutkiem będzie komunikacyjne połączenie lądowe pięciu kontynentów – Afryki, Europy, Azji z obiema Amerykami. Gdzie główna nitka łącząca cieśninę z Europą Zachodnią, prowadzić będzie mniej więcej wzdłuż trasy kolei transsyberyjskiej, a mniej więcej na wysokości Samary obierze kierunek na Ukrainę i dalej do UE.

Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że kontrola każdego kilometra takich tras, to są niekończące się wielkie zyski finansowe. A do tego, to właśnie na Ukrainie planowana jest większość głównych stacji, hubów przeładunkowych i przesiadkowych, w ruchu międzynarodowym, a Rosja, jest jeno państwem docelowym.


No, to o bitwie na Ukrainie już co nieco wiemy, ale co z tym ma wspólnego wizyta przyjaźni premierów Polski, Czech i Słowenii w bombardowanym Kijowie?

No to popatrzmy jeszcze raz na mapę.

Tak się złożyło, że najwięcej „skrzyżowań” obu wyżej wymienionych szlaków, z systemem komunikacyjnym Europy Zachodniej, znajdować się będzie, na Ukrainie, w Rumunii i w Polsce, jak i również, nieco mniej, ale zawsze coś, w pozostałych byłych demoludach. Czyli europejska większość owego szlakowego tortu znajduje się w Europie Środkowo-Wschodniej.

I teraz przypomnijmy sobie PiSowskie bajania o Międzymorzach.
No i co?
Wychodzi na to, że to wcale aż takie bajania nie były i - nie są.


A nawet bardziej.

Jeżeli to oderwane od UE, mityczne Międzymorze miałoby kiedykolwiek powstać, to właśnie dokładnie TERAZ ZARAZ, albo już - NIGDY.

Oczywiście „Międzymorze” to nie jest takie łatwe hop-siup, ale jeżeli zgrać interesy oligarchów Ukraińskich z interesami eurosceptyków Polski, Węgier, Rumunii i kogoś tam jeszcze, którym uda się powołać wspólną organizację międzynarodową, ułożyć się z Rosją, przy chińskim pośrednictwie, to kto wie...

I właśnie ta nieoczekiwana wizyta w Kijowie, odległa o lata świetlne od podstawowych zasad bezpieczeństwa przywódców państw, wyraźnie sugeruje, jest sygnałem, że być może coś się w takim kierunku faktycznie dzieje. Jest sygnałem, ponieważ uczestnicy owej wyprawy, doskonale wiedzieli, że wrócą do siebie cali i zdrowi. Jest sygnałem, ponieważ antyzachodnia PiS-propaganda staje się coraz bardziej agresywna, a teoria „dwóch wrogów”, w której Niemcy są największym wrogiem Polski w całej Galaktyce, zaczyna być oficjalnym stanowiskiem PiS-rządu.

A jeżeli się tak dzieje, to wystarczy jedna noc i budzimy się w nowej rzeczywistości. Dwadzieścia lat temu, parę byłych demoludów, po latach żmudnych przygotowań, hurtem do UE weszło. Dzisiaj wystarczy jedna noc, by parę byłych demoludów z UE - wyszło.


Jeno że w tej „międzymorskiej” układance brakuje jednego ważnego elementu. Jakiejś formy US-amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa dla owegoż Międzymorza. Czegoś, co byłoby całkowicie realne za prezydentury Trumpa, a jest absolutnie niemożliwe za prezydentury Bidena i już każdego następnego.

A do tego, calusieńki Zachód ogłosił zdecydowanie i jednomyślnie, że rządzone przez nacjonalistycznych eurosceptyków państwa wschodniej UE, są wschodnią flanką NATO. Normalnie po prostu, że są granicą zachodniej liberalnej demokracji.

Co kończy wszelkie dyskusje o Międzymorzach i innych tam fanaberiach nacjonalistycznych eurosceptyków. Jakiekolwiek genialne plany dotyczące zmian na mapie politycznej Europy, czy to rosyjskie, czy to ukraińskie, czy to PiSowskie, czy inne tam orbanowskie – poszli se ćwirkać.


I dlatego więc...
to jest prawda, że Rosja wkroczyła na Ukrainę...

...o jednego prezydenta USA -
za późno.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale