3 obserwujących
162 notki
12k odsłon
90 odsłon

B.15 Zapiski wartownika - 26 stycznia

Wykop Skomentuj2

Trudno mi powiedzieć czy to sytuacja mojej akuszerki spowodowała, że urodziłem się na bezdechu. Siny z powodu braku tlenu. Może to błedy tej pani, może ja stawiałem opór? Nie wiem. W każdym razie zacząłem życie od... fruwania. Pani akuszerka trzymała mnie za pięty i machała na wszystkie strony. Ciekawa metoda, ale skuteczna. Do tej pory mam zwichrowane nogi w kostkach i lekkiego iksa.

No ale jakoś się udało i do tej pory jakoś leci. Po tym efektownym, lekko niebezpiecznym i dramatycznym przywitaniu ze światem, pozostało mi przywitać się z rodziną. Pewnie bardzo się cieszyli. Nie mam co prawda informacji na ten temat, ale to byłoby chyba normalne. Wiem tylko, że Jarek przyjrzał mi się dokładnie i stwierdził krótko : " Może być". I wszystko na ten temat. I tego się trzymał przez lata. Łaskawie, z braku innych możliwości, zaakceptował i tolerował. Przez kilkadziesiąt następnych lat, tylko tolerował...

Z wczesnego dzieciństwa ponoć pamięta się niewiele albo wcale. Ja pamiętam jedno zdarzenie. Miałem może ze dwa latka. Stałem w łóżeczku trzymając się kratek. Obok Mama z Tatą i ciotka Bronka. Na stole siedział sobie mój ukochany pluszowy miś. Tylko dlaczego miał na nóżkach moje białe buciki? I dlaczego oni się tak śmieją? Przecież to skandal!!! Miś w moich bucikach! Kto na to pozwolił?

Bardzo mnie to zdenerwowało. Do dziś widzę twarz ciotki wykrzywioną ze śmiechu. Ze mnie? Musiałem się wtedy pewnie nieżle wydzierać skoro pamiętam. Pewnie był to stres. Może pierwszy? Na pewno nie ostatni.

Ciężko będzie zachować chronologię. Obawiam się, że będzie to rodzaj układanki z elementów dobieranych w przypadkowej kolejności. Pisanie co pamięć na rękę poda. Co chwila mi się coś nowego przypomina. Nie skończę jednego, a już mi się trzy inne zdarzenia ustawiają w kolejce.

Musiałem mieć jakieś problemy i stresy. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, ze specjalizowałem się przez jakiś czas w wielodniowych niechodzeniach do toalety. Bywało, o ile dobrze pamiętam, nawet po siedem osiem dni. Robiłem się ponoć zielony, ale nikt nie umiał mnie zmusić, żebym usiadł i zrobił. Trudno mi to umiejscowić w czasie, ale miałem gdzieś cztery może pięć lat. Być może nie umiałem posługiwać się papierem i bałem się przyznać? Może. Przez dłuższy czas, po przerwaniu tego procederu, pomagała mi Mama. Póżniej na szczęście z tego wyrosłem.

Inny stres we wczesnym dzieciństwie to pierwsza wizyta u okulisty. A raczej to co ją spowodowało. Pamiętam to mimo, ze miałem coś koło trzech lat. Było lato, raczej gorąco. Mama wyszła do ogrodu przez drzwi na taras. Przy tych drzwiach stała serwantka z kryształami. Na niej leżał chyba kryształowy spodeczek. Chyba na przekór Mamie zacząłem się nim bawić. A potem uderzać krawędzią o mebel. I kruszyć! I wrzeszczeć. Z bólu, bo mały okruszek wpadł mi do oka. Przybiegła przerażona Mama. Zbyt przerażona okruszkiem w oku by mi wlać. Skończyło się na badaniach u znajomego okulisty, pana Janusza. Przebadał mi oczy w ciemni na różnych urządzeniach. Na szczęście nic nie stwierdził w moim oku. Burę pewnie też dostałem, ale nie pamiętam jaką.

Pan Janusz był kolegą Taty. I jednym z lepszych okulistów w okolicy. Innym znajomym Taty był docent Stanisław. Docent nauk medycznych. Ponoć nawet zabiegał o utworzenie w naszym mieście filii Akademii Medycznej. Ale nie wiele zdziałał. W każdym razie będąc ordynatorem oddziału zakażnego, załatwił mi badania u neurologa. Chodziło w skrócie mówiąc o to, że od urodzenia byłem duży. I pan docent postanowił mnie przebadać. Zabrał mnie na oddział,zaprowadził do rentgena. Potem , po długim czekaniu przyprowadził pana neurologa. Nie pamiętam nazwiska tego pana. Wiem tylko, że był bardzo podobny do znanego sztangisty Waldemara Baszanowskiego.   (cdn)


Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura