3 obserwujących
151 notek
12k odsłon
48 odsłon

B.49 Zapiski wartownika - 11 marca ponownie

Wykop Skomentuj

W czwartej i piątej klasie polskiego uczyła nas Bronisława. Miała ksywę Krwawa Mary. Była wychowawcą w internacie na Jagiellonów. Języka uczyła głównie recytując kropka w kropkę podręcznik. Ale pod koniec piątej klasy rozłożyła mnie na łopatki. 

To była powtórka jakiegoś całego działu. Chyba "oświecenie". Byłem dobrze przygotowany. Chodziłem na korepetycje, więc wiedziałem dużo. Przed wejściem do klasy umiałem odpowiedzieć na każde pytanie. W klasie coś się stało.

Bronka sprawdziła listę. Zamknęła i otworzyła dziennik. W klasie cisza. Pięć minut czułem jej wzrok. Potem wyczytała moje nazwisko. Wstałem i zadała mi pytanie. W głowie pustka... Czarna dziura nie była tak głęboka jak otchłań mojego mózgu. Drugie pytanie... trzecie. Nic, ani słowa odpowiedzi. Nie jestem pewien, ale przetrzymała mnie całą lekcję. Przepytała chyba jeszcze kogoś... Cały czas czułem jej wzrok. Czyżby hipnoza? Po wyjściu na korytarz ( oczywiście zaliczyłem najbardziej niedostateczny) pamięć wróciła. Nagle przypomniałem sobie wszystko. Nie wiem jak to wyjaśnić. Kilka miesięcy póżniej sytuacja się powtórzyła drugi raz... Przy innej okazji...

Moja Mama opiekowała się mną i pomagała mi jak umiała. To znaczy załatwiała mi korepetycje. Nie bardzo wiedziałem po co, ale chodziłem. Bo tak trzeba było. Zwykle zaraz na początku roku dostawała od nauczycieli prikaz, że mam chodzić tu i tam. Słowo honoru, oprócz chemii. korki nie były mi potrzebne. Korepetytorzy twierdzili, że jestem dobry. Potwierdzało się to potem na lekcjach. Może z wyjątkami...

Parę słów o korepetytorach. Chemiczki nie pamiętam. Chyba Krystyna, uczyła w Norwidzie. Te zajęcia akurat coś mi dały, bo ten przedmiot nie bardzo mi leżał. Na fizykę chodziłem do pana Andrzeja. Miał ksywę Aniołek. Mały, łysy. Też sporo mnie nauczył. Przedmioty ścisłe zawsze lubiłem.

Na polski chodziłem do pani Jolanty. Mieszkała w bloku, na piątym piętrze. Tuż obok jednego z kościołów. O równych godzinach robiliśmy przerwy. Dzwony były chyba ze trzydzieści metrów od okna. Nie dało sie rozmawiać.

Pani Jola przygotowała mnie do matury z Kochanowskiego. Wcześniej do oświecenia... Najdłużej chodziłem na matmę. Do państwa Henryki i Ryszarda. Ona uczyła w naszej szkole, on w jednej z uczelni w mieście. W planach mojej Mamy miał mi ewentualnie pomóc przy egzaminach. Na maturze Stefan stwierdził, że byłem dobrze przygotowany.

I to chyba wszyscy najważniejsi nauczycieli z mojej szkoły. Było ich w szkole jeszcze kilku ale nie odgrywali większej roli w mojej edukacji.

W szkole technicznej, a moje technikum taką szkołą było, obok zajęć w klasach są też praktyki i nauka zawodu. Przez pierwsze trzy lata raz w tygodniu chodziliśmy na warsztaty. Miejsca był różne.   (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura