3 obserwujących
185 notek
14k odsłon
84 odsłony

B.63 Zapiski wartownika - 24 marca

Wykop Skomentuj

Nie wiem czemu Jarki byli aż tak wspaniałomyślni, żeby mnie zaprosić na to oblewanie. No i któregoś dna pojechaliśmy w trójkę do podkrakowskiej wsi. 

Samochód stał na mokrym od deszczu trawniku tuż pod oknem. Impreza zapowiadała się nieżle. Nas troje, trzy flaszeczki, długa chociaż letnia noc. No i było fajnie. Kiedy skończył się zapas alkoholu- chyba po północy- Iwona znalazła w piwnicy wino domowej roboty. I zrobiła grzańca. Oczywiście przyprawy z gożdzikami na czele też użyła. Wyszło jej w sumie trzy kolejki po ponad pół litra na głowę. Duże, modne wtedy, porcelanowe kufle. Do ostatniej kolejki sypnęła wszystkie przyprawy jakie jej zostały. Wyszedł... gożdzik z grzańcem.

Impreza trwała do rana. Pamiętam, że znalazłem na szafie jakiś ormiański instrument strunowy. Coś jakby gitara na tykwie ze strunami jakiegoś zwierza, może barana. Spodobał mi się ten instrument. Siadłem w otwartym oknie. Nogę przywiązałem sobie paskiem do kaloryfera. I wykonałem z pamięci wszystkie piosenki Czerwonych Gitar jakie znałem. Śpiewałem- jeśli to był śpiew- i grałem na tych czterech strunach. Była rosa, świt. Dobrze niosło. Współczuję sąsiadom.

Spaliśmy w dwóch pokojach. Młode małżeństwo w dużym, głównym pokoju. Ja obok w trochę mniejszym. Około piątej po południu obudziły mnie głośne szumy, chyba z radia. Ktoś najwyrażniej szukał jakiejś stacji. To Iwona szukała... Lata z radiem...

Była to chyba jedna z ostatnich imprez z Jarkiem, która skończyła się spokojnie.

Po wakacjach, w połowie września brałem udział w dodatkowych egzaminach na WSP. Pisałem o nich jakiś czas temu. Potem od pażdziernika, teść Jarka załatwił mi policealne studium telekomunikacji. Do dziś nie wiem po co? Chyba tylko, żeby odroczyć wojsko na czas nauki. Innego sensownego powodu chodzenia do tej szkoły nie widziałem.

Faktem jednak jest, że od pażdziernika przeniosłem się do Nowej Huty. Zamieszkałem u wujka Bogusia i ciotki Lali. Przechowałem się u nich aż do lutego. Było nawet miło.

Ciotka trajkotała na okrągło, wujek najczęściej czytał gazetę i nie wdawał się w dyskusje. Ja udawałem, że się uczę. Chodziłem na zajęcia. Nawet na praktykę do fabryki telefonów. Cały problem był w tym, że przedmioty zawodowe to była dla mnie czarna magia. Elektryka, elektrotechnika, łączność... Do tej pory pełna egzotyka. Przepraszam, ale ta szkoła nie była dla mnie. Tu znowu moja kochana Mama próbowała mi koniecznie pomóc. Odbyła nawet raz spotkanie z dwoma czy trzema nauczycielami. Nie wiem czego się dowiedziała. W każdym razie po semestrze wróciłem do domu.

Dwudzieste pierwsze urodziny obchodziłem po cichu, jeszcze jako uczeń. Dostałem nawet od życia specyficzny prezent. W dniu moich urodzin towarzysz Ślepowron, minister, pierwszy sekretarz objął fotel premiera i wygłosił expose. Nie byłem zadowolony. Przeczuwałem podświadomie, że ten pan coś namiesza w niedługim czasie. Tego dnia przecież ten pan przejął całą władzę w kraju. A ja byłem sympatykiem Solidarności.

Do następnych wakacji udawałem, że zbieram się do egzaminów. Podejrzewam, że nikt mi w to nie wierzył. Ja chyba też nie. W lipcu osiemdziesiątego pierwszego roku przystąpiłem jednak do egzaminów. Efekt był dosyć łatwy do przewidzenia.

Tego roku w wakacje grodziliśmy działkę. Na placu stał namiot. Spędziłem w nim chyba ze dwa tygodnie. W kraju w tym czasie znowu coś się działo. Zjazd partii, zjazd Solidarności. Kilka mniej lub bardziej potrzebnych, ale nie przemyślanych strajków. Było coraz gorzej,coraz większa bieda. Winą obarczali się na wzajem partyjniacy i związkowcy.

A ja ciągle wolny ptak . Znowu zacząłem gadać o egzaminach. Znowu bajki o przyszłym roku.

Czy ja sam w to wierzyłem...?   (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura