2 obserwujących
232 notki
17k odsłon
97 odsłon

B.71 Zapiski wartownika - 30 marca raz jeszcze

Wykop Skomentuj1


Czas do przysięgi minął bardzo szybko. Rodzice odwiedzili mnie dwa może trzy razy. I przyszedł ten dosyć ważny dzień w życiu młodego żołnierza.

31 marca 2014 poniedziałek

Wieczorem w domu. Przed nocną zmianą.

To było dziesiątego czerwca osiemdziesiątego czwartego roku. Był to od rana ciepły dzień. Całe młode wojsko ubrane w wyjściowe mundury, z hełmami na głowach. Ja miałem troszkę za mały na moją główkę, ale jakoś wytrzymałem. Cały rocznik dostał broń. Oczywiście z pustymi magazynkami. Kompanię wyprowadzono na tyły. Na placu zbierali się goście. Dowództwo jednostki zajęło miejsca na trybunie. Kompanię młodego rocznika wprowadzono w ostatniej chwili na plac. Wcześniej do pierwszych szeregów plutonów przesunięto ślubujących przy sztandarze, czytających przysięgę i wręczających kwiaty. Dzięki temu przesunąłem się do drugiego szeregu. Byłem bardzo zadowolony.

Gdy młodzi byli już na placu, wciągnięto flagę na maszt, wprowadzono sztandar. Były jakieś przemówienia i wreszcie przysięga. Niestety, muszę się przyznać, jestem żołnierzem socjalistycznym. Mnie jeszcze obowiązuje przysięga na bratnie sojusze, z ZSRR na czele. Nikt przecież tego potem nie zmieniał. Czyli jakby co to nie strzelać do sowietów? Na szczęście bratniej armii też już nie ma. Jednak lekki niesmak zostaje.

Potem wymarsz z placu i rozformowanie. Wojsko do namiotu na obiad z szefostwem. Goście do sąsiedniego. Rodziny powitaliśmy dopiero póżniej. Witek - w końcu major LWP - załatwił mi przepustkę. I pojechałem do domu. Na czterdzieści osiem godzin.

Wróciłem do Tarnowa na kilka dni. Kompania malała w oczach. Chłopaki rozjeżdzali się po kraju. I wreszcie ja też. Dostałem bilet do Kielc. To też załatwił mi Witek.

Z plecakiem na ramionach, pekaesem dotarłem do dworców w moim mieście. I od razu wpakowałem się na patrol WSW. Na szczęście zmiękli gdy zobaczyli gdzie jadę . Stali się nawet mili. Nie wiedziałem wtedy na jak dobrej stopie współpracuje stacja obsługi z żandarmerią.

Nasza jednostka nie była zbyt duża i mieściła się na terenie 4 pułku piechoty.Dotarłem tam czerwcowego dnia wieczorem. Przecież musiałem wpaść do domu.

Na tej stacji służyło kilku trepów, kilku żołnierzy z zasadniczej i pracowało kilku pracowników cywilnych.

Już jestem w pracy. Zmiana trzecia, akwarium. Fotel dowódcy.

Naszą jednostką dowodził major Jerzy. Potężny blondyn o wąsach godnych Stalina. Lekko zachrypnięty głos nie pasował do sylwetki. Szefem odpowiedzialnym za pracę stacji był starszy chorąży sztabowy Stefan. Weteran, ponoć ponad czterdzieści lat w służbie. Nie umieli się go pozbyć, a on chciał dociągnąć do czterdziestu pięciu lat, żeby zgarnąć lepszą odprawę. Też potężny jak major i jeszcze większa "oliwa". Miał żonę i Marylkę- kochankę. Za drobniejsze sprawy na stacji odpowiadali: chorąży sztabowy Maciej, chorąży Jerzy- gdy przyszedłem był na misji w Syrii, starszy sierżant sztabowy Mieczysław- chudy jak wieszak alkoholik. Dalej byli starszy sierżant Roman i sierżant Leszek. Chyba pod koniec osiemdziesiątego piątego roku pojawił się młodszy chorąży Zenon, który pod koniec służby przeszedł do nas z pułku.

Kolej teraz na żołnierzy służby zasadniczej. Podam w kolejności poborów. Jesień osiemdziesiąt dwa - Mirosław. Wiocha widoczna z kilometra. Major podobno ściągnął go z BIB-u, żeby położył mu płytki w nowym mieszkaniu. Wychowanek Witka popisał się kładzeniem płytek od góry. Ale w stacji już został. Drugi to Adam. Dane takie same jak syna mojego chrzestnego. Przypadek. Wąsaty, zacinający się grubas, kombinator pierwszej wody.   (cdn)


Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura