3 obserwujących
186 notek
14k odsłon
36 odsłon

B.81 Zapiski wartownika - 13 kwietnia raz jeszcze

Wykop Skomentuj

On się wił jak piskorz. Potem coś tam dostawał.Na koniec oddychał z ulgą. Coś jednak załatwił. Raz byłem świadkiem takiej rozmowy. Mój kierownik pocił się, płaszczył, a jego rozmówczyni bawiła się świetnie i co chwilę puszczała oko w moja stronę. Mnie tylko zostawało stać z boku i udawać, że nic nie rozumiem . Dzięki temu poznałem troszkę prawdziwe oblicze mojego szefa. 

25 kwietnia piątek

Około trzeciej. Miałem przerwę w pisaniu, bo sporo się działo.

Malowanie skończyłem dosłownie na styk na powrót Teściowej. I jeszcze w sobotę zapinkalałem całe popołudnie sprzątając chałupę.

Tereska ma problemy ze zdrowiem. Coś ją boli w okolicach bioder. Sama nie bardzo wie co. Raz twierdzi, ze to nerki. Potem przechodzi przez rwę kulszową, wewnętrznego tętniaka, mięśniaka. Dziś ma podobno atak korzonków. W każdym razie cierpi na ból, nie może się ruszać. Podejrzewam, że to skutki kilku marszów z domu do szpitala i z powrotem. To dobre pół godziny w jedną stronę. A pogoda przed świętami nie była dobra do spacerów.

I mamy w domu szpital.Teściowa wiadomo, sprawy sercowe i chyba wiek. Tereska chyba korzonki. A mnie boli kręgosłup i obręcz mięśni biodrowych. Ale tylko ja jakoś funkcjonuję. Jakoś... Dzisiaj pomogłem Teresce umyć nogi.

W drugie święto zmarła ciotka Tereski, pani Marta. Pogrzeb był wczoraj. Oczywiscie nikt od nas nie był. Ale to moze nawet dobrze...

W hurtowni części do polskich samochodów pracowałem do początku roku osiemdziesiątego ósmego. Dużo jeżdziłem po kraju. Najczęściej do Warszawy i Lublina. Zwykle jeżdziliśmy samochodami z firmy, czyli żukami i nysami. Wozili nas Janusz, Kazik, Marek i Tadek. Czasami korzystaliśmy z transportu PKS-u. Bywało też, że jeżdziliśmy ciężarówkami z towarem lub po. Wyjątkowa była zima osiemdziesiąt sześć na siedem. Od połowy grudnia do końca stycznia mrozy po trzydzieści stopni i pół metra śniegu. Potem na początku lutego wiosna. Ciepło, śniegi zeszły, słońce. Przez dwa tygodnie. Od połowy lutego przez miesiąc znowu zima. I znowu mróz i śniegi.

Długo będę pamiętał jeden z powrotów z Warszawy. Żukiem blaszakiem. Gdy wyjeżdzaliśmy ze stolicy siadło nam ogrzewanie. Działał tylko lekki nadmuch w rejonie kierowcy. W Kielcach byłem zmarznięty i sztywny.

Innym razem jechałem bodaj z Kazikiem ponownie do Warszawy. Rano w radio podali zapowiedż mrozu do trzydziestu stopni. Kierowca stwierdził, że jego czerwona nyska nie boi się mrozu. Niestety, pomylił się. Jeszcze przed Warcholewem auto się popsuło. Pękł szklany odstojnik przed pompką paliwa. Do powiatu dotarliśmy "stopem". Na szczęście w firmowej stacji obsługi mieli potrzebne nam części. "Stopem" wróciliśmy do naszego pojazdu. Kazik naprawę wykonał w pół godziny. Niestety, do stolicy już nie mieliśmy po co jechać. Z pustymi rękoma wróciliśmy do domu.

Inną zimową przygodę przeżył inny kierowca- Tadek.

Po samochody i karoserie jeżdził do FSO w Warszawie pojazd zwany lorą. Dwupoziomowa platforma mieściła sześć samochodów. Lorą jeżdził pan Stanisław. Starszy doświadczony kierowca. Alkoholik. Podobno gdy przychodził do pracy ręce mu się trzęsły tak, że nie umiał otworzyć swojej szafki. W szafce miał wódkę albo przynajmniej piwo. Na dzień dobry wypijał- często z pomocą kolegów- dobrą setkę lub butelkę piwa. Wypalał papierosa lub nawet dwa. I po kwadransie był gotowy do jazdy. Jeżdził bez wypadku kilkadziesiąt lat.

Kiedyś w zimie wziął urlop. Na zastępstwo załapał się właśnie Tadeusz.Wzorowy pracownik. Nigdy nie pił alkoholu w pracy.

I pojechał do Warszawy. (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale