2 obserwujących
228 notek
17k odsłon
42 odsłony

B.84 Zapiski wartownika - 26 kwietnia

Wykop Skomentuj

Muszę tu wspomnieć o reakcji kierownika Zdzisława na moje odejście. 

- Cieszę się - powiedział akceptując moje podanie - że został pan w firmie. Za jakieś pół roku ściągnę pana z powrotem do działu.

Odparłem, żeby był konsekwentny jak zawsze i nie wchodził dwa razy do tej samej rzeki. Bo ja nie mam zamiaru wdepnąć drugi raz w to samo g...

Tomasz nie wrócił już do firmy. Jakiś czas potem otworzył własną hurtownie AGD. Zdzisław też odszedł po jakimś czasie do prywatnej firmy. Ale mnie to już nie interesowało.

Rewident magazynowy miał dosyć proste zadanie. Magazyn Wydań przygotowywał towar do wysyłki dla odbiorców- sieci sklepów i stacji obsługi. Towar ładowany był do pojemników. I właśnie rewidenci sprawdzali zgodność przygotowanego towaru ze specyfikacją. Polegało to na przełożeniu zawartości pojemnika do drugiego i odhaczeniu kolejnych pozycji na zestawieniu. Gotowy pojemnik plombowano i odstawiano w regał, gdzie czekał na wysyłkę.

Moim starszym współpracownikiem był Artur. Obleśny blondyn o nieokreślonym wieku i preferencjach seksualnych. Totalny leber, chętny do wszelkich rozrywek towarzyskich. Często powtarzał: " zamiast pracować chodż pobajerować" i zaczynał gadkę o dupie Maryni. Do pracy specjalnie się nie rwał. Często wyglądał na wczorajszego. Poznaliśmy sie oczywiście na początku maja gdy zaczynałem prace na magazynie.

Biuro mieliśmy w kontenerze przed magazynem. Razem z nami było biuro magazynu opakowań. Tam kierowniczką była Zosia. Mała korpulentna kobieta o bardzo dużym poczuciu humoru. Była bardzo towarzyska. Jej pracownicą była Basia. Ta miała skłonności do alkoholu. Prywatnie była właścicielką dwóch psów: Flinta i Fanny. Obie panie lubiły strzelić sobie lufę w pracy i nie lubiły Artura. Chyba to z inicjatywy Zosi zostaliśmy przeniesieni do gabinetu kierownika magazynu. A ściśle mówiąc do ich sekretariatu. W jakiś czas potem Artur zniknął z pracy. Chyba wyjechał do Niemiec. Ale nie jestem do końca pewien.

Kierownikiem Zespołu Magazynów był pan Piotr. Starszy pan, który bodaj w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym roku odszedł na emeryturę. Stanowisko po nim przejął jego zastępca Ryszard. Mały, ryży i oczywiście chwilami wredny jak większość rudych. Ci dwaj panowie urzędowali w biurze magazynu. W pokoju przed ich biurem był sekretariat. Tam rządziła pani Danuta- dobrze utrzymana w wieku około pięćdziesiątki i manierach upadłej hrabiny. Pomagała jej Renata. Jeśli byli synowie pułku to Renatka była córką zakładu. Mała, ruchliwa i ledwo pełnoletnia. Chwilę przed moim przyjściem zastąpiła panią Grażynę, która poszła na wychowawczy i oczywiście już nie wróciła. W każdym razie Renatkę lubili wszyscy. Zwłaszcza ja i Heniek- elektryk magazynowy i złota rączka.

Ale niestety Renia wyszła za mąż za Krzyśka. Byłem na weselu. Ale i tak była maskotka magazynu. W tym dobrym znaczeniu tego słowa.

Nie pamiętam kiedy ani dlaczego Artur odszedł z pracy. Było to chyba w osiemdziesiąty ósmym roku lub następnym. Na jego miejsce przyszedł Krzysztof. Starszy, roztrzepany facet. Z zamiłowania gołębiarz. Pracowaliśmy w "klatce" do początku osiemdziesiątego dziewiątego roku. Potem w kraju zaczęły się problemy z inflacją. I właśnie w pewnym momencie magazynierzy dostali znaczna podwyżkę a rewidenci wcale! Wynikało to z regulaminów zakładowych. Zapomniano o rewidentach! I wtedy z Krzysiem przeszliśmy na wydania, bo zwolniły się akurat dwa miejsca. I tak klatka rewidentów została pusta. Nie przyjęto już nikogo.   (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura