2 obserwujących
224 notki
17k odsłon
36 odsłon

B.121 Zapiski wartownika - 14 maja cd

Wykop Skomentuj

Panowie ochroniarze odwiedzili byłego współpracownika, który pracował teraz w salonie samochodowym, kilkaset metrów dalej. Teraz to obok Makro cash. Oczywiście Zygmunt, był kierownikiem, musiał uciekinierów zwolnić z pracy. Mnie przewiózł na Szpital do Oszczepowic. Były tam świeżo otwarte i uruchomione kuchnia i pralnia szpitalna, które dzień wcześniej Rękojmia przejęła pod ochronę. 

To było lato. We Francji akurat rozgrywano kolejne mistrzostwa świata w piłce nożnej. Mało co oglądałem, bo cały czas chodziłem do pracy na dziewiętnastą. I bez telewizora siedziałem do szóstej rano. Wtedy przychodził portier i mogłem iść do domu. Po drodze kilka razy musiałem odwieść służbowego psa. Na budowaną właśnie stację Staroil na ulicy Wodzisławskiej. Po południu psa na szpital przyprowadzał Bruno - zwykle na piętnastą, kiedy portier kończył pracę. I tak w koło. W soboty i niedzielę Bruno zmieniał mnie . Co prawda nie zawsze. Kiedyś zapił i musiałem siedzieć całą dobę z przerwą na obiad. Na godzinę przyszła jego żona. Ja pojechałem do domu.Bruno to był typ młodego partyjniaka, któremu historia przeszkodziła w zrobieniu kariery.

Zaraz na początku miałem śmieszną w sumie sytuację z pracownicami kuchni. Otóż pierwszy raz zdawały klucze. Udzielając im instrukcji jak się mają wpisywać do zeszytu, powiedziałem, żeby do rubryki godzin wpisywały godzinę wyjścia czyli tego dnia dziewiętnastą. Wpisały i poszły. Następnego dnia konserwator, którego poznałem wcześniej - wesoły facet , trochę starszy ode mnie - przekazał prośbę pań, żeby mogły wpisywać dwudziestą drugą - do tej oficjalnie pracowały. Zgodziłem się , bo to mi nie przeszkadzało. A wczoraj nie wiedziałem, że nie powinny kończyć wcześniej.

Jak wspomniałem miałem psa na stanie. A właściwie sukę, dwuletnią dobermankę imieniem Dasy. Fajny zwierzak, zaprzyjażniliśmy się szybko. Była czujna. W nocy wypuszczałem ją i biegała wokół bloku. Czasem goniła za zającem, który zawsze uciekał przez płot między sztachetami z prętów. Kilka razy śmigała za jakimiś małymi zwierzakami, które uciekały jej na ściany. Potrafiły wdrapać się na okna do drugiego piętra. Nie wiem co to było. Jakieś futerkowe bez ogonów.

Dasy była bardzo mądrym stworzeniem. I chyba miała poczucie humoru. Kiedyś około północy wziąłem się za posiłek. Herbata, kanapki na niskim stoliku. Ja w fotelu. Pies siedział pod ściana i patrzył. Nie skojarzyłem, że mógł mieć ochotę na kanapkę... Nagle zerwał się i poleciał w stronę drzwi. Szczekał jak wariat. Odsunąłem Desy od drzwi i wyjrzałem na plac. Nikogo nie było. Zamknąłem i wróciłem do pokoju. Dasy oblizywała się... Z kanapek zostały tylko kawałki papieru... I niech ktoś powie, że psy nie myślą.

Pod koniec zmiany pies często dostawał drgawek. Myślałem, że z zimna. Poklepany i pogłaskany na chwilę się uspokajał. Bruno, jak sam przyznał, podejrzewał, że biję psa. Ale zapewniłem go,że nie i pies nie ma podstaw, żeby się bać. On był po prostu chory. Póżniej dowiedziałem się, że zdechł na zapalenie wątroby.

Chyba od września ,dosłownie z dnia na dzień, przestaliśmy chodzić na szpital. Pani vice dyrektor szpitala stwierdziła, że za dużo to kosztuje. Zresztą szpital był nadal w budowie,kończyli uruchamiać główny budynek. Reszta mimo, że nie skończona już była ruiną.Szpital w Rybniku budowano chyba ze dwadzieścia lat. I w momencie uruchamiania był już przestarzały. Do tej pory jest i chyba długo będzie. (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura