2 obserwujących
30 notek
2456 odsłon
241 odsłon

Pan kolega rak (3)

Wykop Skomentuj2

III

Do Profa pojechałem z moją żoną. Bardzo chciała byc na tej wizycie i ewentualnych badaniach. Mieliśmy dużo czasu, bo tego dnia załatwiłem w pracy, że miałem tylko nockę.

Do kliniki dotarliśmy dwoma środkami lokomocji. Najpierw busem, potem miejskim autobusem. Na miejscu byliśmy za kwadrans siódma.

Stary, penie nieraz modernizowany budynek. Dokoła sporo starych drzew, chyba platanów. Zgodnie z informacjami Dr B weszliśmy do piwnic. Żonę zatkało wejściu. Długi wąski korytarz... I pełno ludzi!!! Na końcu rejestracja. A wszyscy ludzie w kolejce! Otwierali dopiero za pół godziny... Siadamy na krzesełkach.

Nagle startujemy! Kilka minut ( są trzy okienka) i wracamy na krzesełka. Czekamy pod gabinetem na Profa.

Gabinet był raczej mały. Do środka wszedł profesor, czterech lekarzy, z pięć pielęgniarek i stado studentów. Na koniec trzech pacjentów. Ja nie byłem pierwszy wśród następnych.

Tak dokładnie nie wiem, ile czasu trwała ta wizyta. Prof obejrzał mnie wziernikiem, potem monitorkiem. Wypisał chyba sześć zleceń ( pytając pielęgniarki o jakieś symbole). Na koniec powiedział, żebym poszedł do sekretariatu na oddział. Mieli mnie spisać...

Potem pojawiła się pani Koordynator, która prowadziła sekcje onkologiczną. Też mnie spisała, dała jakieś skierowania na badania i mogliśmy iść na badanie RTG.

Myślałem, że rozmowa z tą panią była zamiast wizyty w sekretariacie na III piętrze. Za kilka dni dowiedziałem się, że nie była...

Dostałem kilka skierowań na badania. Oprócz RTG miałem badanie krwi ( tego samego dnia), tomograf ( następnego przed południem),i jeszcze USG, ale juz w maju. No i najważniejsze: skierowanie na pobranie wycinka.

Na badanie pojechaliśmy busem. Kierowca nie bardzo chciał nas zabrać, bo miał komplet. Do tego podobno bywały kontrole... Ale zabrał nas. Po drodze dobrał jeszcze chyba dwie osoby... Czyżby nie było kontroli tego dnia? 

Żona znalazła gdzieś jakiś kawałek siedzenia. Ja wisiałem na jakiejś poręczy. Jakoś wytrzymałem te trzy kwadranse.

Z dworca nie było innego wyjścia, pojechaliśmy taryfą. Osiedle Tysiąc lecia. Słynne bloki w kształcie kolb kukurydzy. I Stadion Śląski kilkaset metrów dale.

Przychodnia to budynek z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Przy recepcji tłum ludzi. My wchodzimy w korytarz. Im dalej tym mniej ludzi. Przy tomografii luzik. Może ze trzy osoby. Naburmuszona recepcjonistka starała się jednak być miła. Pani operatorka już raczej nie.

Najpierw jakieś dziwne pretensje. Na jakiej podstawie lekarz mnie w ogóle skierował na badanie? Gdyby nie chrypa powiedziałbym , że miał taki sen proroczy. Żona próbowała coś powiedzieć za mnie. Ale pani stwierdziła, że Ona rozmawia w tej chwili z pacjentem a nie z nią! Po badaniu wyskoczyły mi jakieś małe plamki na szji. Ale nic mi nie było oprócz tego. Za kilka minut mi to znikło. Może jakieś uczulenie?

Potem śniadanie przed pobliską Biedronką. Od kolacji nic nie jadłem, więc kołaczyki mi smakowały.... Z małymi problemami (trochę gubię drogę)dotarliśmy dworzec. Wejście przez galerię. Nie wiadomo gdzie jest granica. Sklep na dworcu czy dworzec w sklepie?

Tłok, niezbyt dobre oznakowanie. Na szczęście pociągi jeżdziły tylko po torach i stawały na peronach.

W domu już na luzie. Następnego dnia dopiero mam na druga. Potem nocki przeplatane wolnym. Kilak dni póżniej pojechałem po wyniki. Były. W sumie wycieczka tam i z powrotem. Oczywiście znowu pomyliłem drogę i autobusy. Sporo nadrobiłem pieszo. Ale ja lubię chodzić więc nie było problemu.

W pracy dziwny układ. Sobota i niedziela wolne. Poniedziałek pierwsza a we wtorek do kliniki. Szkoda, że nie na mecz na pobliskim stadionie. Ale to też swego rodzaju mecz. Raczej ważny, dla mnie bardzo ważny mecz...

Znowu piwniczny korytarz. Jeszcze większy tłum. Łapię miejsce w kolejce za jakimś młodzianem w okularkach.

Po rejestracji pod gabinet. Tu małe zamieszanie. Okazało się, że kilka dni temu miałem jednak iść na trzecie piętro. Ale Prof powiedział, żebym został jednak przyjęty.

Prof przyjmował najpierw tych, którzy szli na oddział. Oczywiście w gabinecie znowu tłok. Prof twierdził,że zabieg ( ten główny) zrobi laserem i nie będzie problemu. Uwierzyłem i przestałem się bać.

Potem kierunek izba przyjęć. Znowu jakiś krótki, boczny korytarz. Kilkanaście krzeseł, wszystkie zajęte. Czekamy... Co około dziesięć minut ( raczej więcej) wchodzi kolejny pacjent. Czyżby aż tak maglowali?   cdn


Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości