2 obserwujących
86 notek
6943 odsłony
42 odsłony

Ostatnie wakacje

Wykop Skomentuj

Spędził początek wakacji na działce. Mieli kawałek pola na dalekich przedmieściach i właśnie grodzili teren. Trzeba było pilnować zwiezionych materiałów. Zbyszek spędził chyba z tydzień w namiocie. Na szczęście pogoda była niezła.

Zdążył też być kilka dni nad morzem. Andrzej z rodziną był w Ustce. Koledzy Andrzeja ze studiów byli tam ratownikami. Fajne towarzystwo. Chodzili codziennie na wątróbkę do jakiejś smażalni. Albo do innej na dorsza. Zwykle było ich chyba z dziesięć osób. Brali wtedy zawsze jedną porcję wątróbki lub dorsza i dziesięć piw. Piwo było "do konsumpcji". Danie zwykle zjadał Zbyszek. Andrzej najczęściej dawał mu kilka łyczków piwa do popicia.

W gościnie w Krakowie też był. Teść Jarka załatwił przydział na poloneza. Wtedy samochody dostawało się na przydziały. Taka forma dystrybucji. A ten typ samochodu dopiero wchodził do produkcji. Więc trzeba to było oblać. No i zrobili imprezkę w domku na przedmieściach. W trójkę.

Co to była za impreza. Zaczęło się niepozornie. Mieli tylko dwie flaszki czystej. Ale nic nie jest wieczne i gorzałka się skończyła około północy. Oczywiście nie można skończyć tak wcześnie tym bardziej, że deszcz na dworze też oblewał. Oblewał wszystko: drzewa, domy, trawę no i oczywiście nowy samochód stojący na trawniku.

Toteż Milena postanowiła działać. Przypomniała sobie, że w piwnicy jest kilka butelek wina z zeszłego roku. Postanowiła zrobić grzańca. Grzane wino z przyprawami. No bo przyprawy też znalazła. A zwłaszcza gożdziki. No i zrobiła. Przyniosła garnek z grzańcem. Zaraz potem z kuchenki przyniosła też gliniane kufle. W tym czasie modne były kufle okolicznościowe. Z różnymi napisami. Każdy o pojemności około litra. I z tych kufli / niemal pełnych/ popijali grzane wino. Bardzo dobre...

Po pierwszej porcji postanowili zrobić drugą. Potem trzecią. Na zrobienie tej ostatniej poszła końcówka zapasów. I Milena wlała i wrzuciła do gara wszystko co miała jeszcze na półce. W tym chyba podwójną porcję gożdzików. Bo po co miałyby zostać... wypili oczywiście bez problemów. Tylko ten charakterystyczny smak czuli jeszcze następnego dnia. Zbyszkowi nawet przez kilka lat na samą mylł o gożdzikach robiło się niedobrze...

Ale na imprezie było fajnie. Jarek w czasie niby tańców zawadził ręką o krawędż stołu i rozbił zegarek. Najbardziej ucierpiało szkiełko, które pękło na pół. Odpadł też czerwony sekundnik. Ale Jarek znalazł go- mimo bardzo słabego oświetlenia- na czerwonym dywanie. Miał sokole oko. No ale on zawsze miał wszelkie wyjątkowe zdolności. A w każdym razie tak twierdził...

Zbyszek rzadko śpiewa publicznie. A już solowo nie występuje nigdy. Z wyjątkiem tej imprezy. Do recitalu skłoniło go znalezienie na szafie w małym pokoju jakiegoś instrumentu strunowego. Był to gruziński/ azerski ?/, czterostrunowy instrument przypominający gitarę. Struny z baranich żył.Pudło z jakiej tykwy lub dyni. Gryf jak w gitarze basowej. Zbyszek zafascynował się tym urządzeniem. Chyba w trakcie spożywania trzeciej porcji grzańca postanowił potrenować granie na znalezisku. Siadł w otwartym oknie. Żeby nie wypaść, przywiązał się paskiem do kaloryfera. Brzdąkał chyba przez godzinę. Na dodatek jeszcze śpiewał. Wykonał swoje wersje wszystkich piosenek Czerwonych Gitar jakie znał. A był to jego ulubiony zespół... (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura