2 obserwujących
87 notek
7016 odsłon
78 odsłon

Pan Żenek

Wykop Skomentuj

Osobny rozdział należy się jeszcze jednemu chorążemu. Zbyszek znał go najpierw jako nadzorcę akumulatorowni. Jeszcze wtedy był pod kompanią zabezpieczenia. Zajmował się akumulatorami czołgów i wozów opancerzonych. Często kręcił się po korytarzu stacji. Był raczej sympatyczny, może lekko zwariowany. I kompletnie głuchy na jedno ucho. Często zdarzało się, ze nie słyszał melodyjek granych przez modne wtedy zegarki elektroniczne. 

Na koniec służby, być może już w wieku emerytalnym, Pan chorąży Zenon zastał przeniesiony na stację napraw. Przy okazji dostał awans na młodszego chorążego. Paradoks - młodszy w wieku starszym... Zaraz potem pan Zenon przejął prace na warsztacie elektrycznym. Na piętrze obok szatni i świetlicy.

Zbyszek załapał się do pracy na tym warsztacie gdy pomieszczenie było niemal gotowe. Na podłodze gumowe chodniki, przy drzwiach barierka. Trzy stoły z metalowymi blatami i imadłami. Ma biurku jakieś wolto i amperomierze. Oraz duże radio w drewnianej obudowie. W dodatku z gramofonem w górnej części. Oficjalnie warsztat zajmował się regeneracją alternatorów, prądnic i rozruszników. Zbyszek przypomniał sobie więc swoją prace dyplomową. Trzeba przyznać, że naprawili trochę tego sprzętu.

Pasją chorążego było radiofalarstwo. Szczególnie nasłuch radiowy. Nic dziwnego więc, że szybko zabrał się za przeróbkę radia, które stało na biurku. Ku rozpaczy Zbyszka zaczął od wycięcia części z gramofonem. Potem długo, bo kilka dni grzebał wśród lamp i oporników. Wreszcie sukces: przerobił tak, że można było odbierać taki zakres fal, że słychać podobno było nawet Australię. Zbyszek się nie znał na tym, więc wierzył chorążemu na słowo.

Kiedyś wyszło, że Zenek był miłośnikiem melodii Quanta namera. Kiedyś złapał w polskim radio ten utwór. Dał głośność na całego i stanął tuż przy głośniku. Z lubością sztachnął się albańskim papierosem i powiedział: To jest muzyka Zbysiu... I słuchał aż do końca utworu.

W ogóle pan Zenek był bardzo muzykalny. Nieraz piłując coś piłką do metalu śpiewał w rytm pracy. Na przykład " Być kobitą, być kobitą". Po tej frazie łypał od dołu na Zbyszka i pytał " Prawda Zbysiu?" I wracał do pracy.

Pan chorąży miał lekką wadę wymowy. Wymawiał niektóre głoski twardo. Zamiast z - ż , zamiast s - sz itp. Nawet jak przeklinał wychodziło zabawnie : kur...szyny. A nazywał tak wszystkich, którzy byli przeciw niemu. W dowolnych sytuacjach. Kiedyś wzburzony wyszedł z narady w kancelarii. Postał chwilę na wysokości biurka dyżurnego i widać było, ze ciężko myśli. Po chwili spojrzał na Zbyszka i powiedział trzy razy" to jest jedno wielkie g...no". Wrócił znowu do myślenia. PO dłuższej chwili powiedział" Ale ja kur...szynom jeszcze pokażę" i pobiegł do swojego warsztatu. O co mu chodziło i co chciał komu pokazać, Zbyszek już się nie dowiedział.

Albo kiedyś przyszedł wieczorem na salę chłopaków. Miał tak zwanego kontrolnego. Odwiedził ich gdy wychodził do domu. Przekazał im informację, że rano maja uważać na zaprawie, bo dyżurnym oficerem miał być pułkownik X. " W porządku gościu ale kawał ku...szyna" Ocenił go krótko. I opowiedział jak kiedyś wychodzili razem i przetrzepał go na biurze przepustek. A wszystko przez nie dopięty guzik munduru." To ku...szyn! Mieszkamy na jednej klatce! Dzień wcześniej byliśmy na rybach! A na ulicy jakby nic gadał przez cała drogę". (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura