Mialem o tym juz nie pisac, bo wszystko juz prawie zostalo napisane, ale widac nie tak mialo byc, bo niedawno musialem odczuc na wlasnej skorze (doslownie) dzialalnosc idiotow z ministerstwa zdrowia.
Sprawa wyglada nastepujaco:
Czas jakis temu po raz kolejny zaatakowala mnie pewna przypadlosc. Jako, ze uprawiam sport od czasu do czasu, to dopadaja mnie rozne skorne historie, tak bylo i tym razem. Kupilem zatem lek (poza Warszawa, bo akurat poza Warszawa bylem) na te przypadlosc i zaczalem ten lek stosowac. Z doswiadczenia wiem (nie pierwszy raz mi sie to zdarza), ze lek trzeba stosowac regularnie, az do zaleczenia, inaczej z leczenia nici, a nawet, przy polowicznym leczeniu, drobnoustroj moze sie na lek uodpornic i stac sie bardziej zjadliwy.
Lek byl na wyczerpaniu, wiec udalem sie do apteki, aby kupic nastepna porcje. Farmaceutka zazadala recepty. Upewnilem sie jeszcze, czy wszystko jest w porzadku (poprzednim razem kupowalem lek bez problemu). Farmaceutka potwierdzila,mialem ochote sie klocic, ale dalem spokoj i poprzysiaglem, ze nigdy juz w tej bolszewickiej aptece moja noga nie postanie.
Poszedlem do drugiej apteki. Tam powiedziano mi, ze leku nie ma, ale z usmiechem na ustach zamowiono go, by byl nazajutrz.
Poszedlem nastepnego dnia i jakiez bylo moje zdziwienie, gdy tuz przed transakcja zakupu sprzedajaca poprosila mnie o recepte.
Tego juz nie zdzierzylem.
Zapytalem sie, jakiez to niebezpieczne substancje zawiera ta masc, skoro potrzebna jest na nia recepta. Farmaceutka zdolala tylko wydukac, ze lek wydaje sie z przepisu lekarza, bo taki jest przepis.
Czyli nie mozna dlatego, ze nie wolno.
Powiedzialem dosadnie co mysle o tej sytuacji i gdzie teraz sobie moga wsadzic zamowiony lek.
W trzeciej aptece sytuacja podobna.
Tymczasem nie lecze swojej choroby juz dobe i iwem, ze za chwile bede mial do czynienia ze zlosliwa jej odmiana, ktora, byc moze, nie zdolam juz zaleczyc niczym.
Nie mowie o nowotworze, ale o grzybicy skory, nie chcialem sie tak uzewnetrzniac, ale dla jasnosci sprawy widac musze to zrobic.
Chce kupic dany specyfik za dana cene (recepta nie powoduje obnizenia tego leku, jest platny 100%), wiem co mi jest, wiem jaki jest lek, odpowiada mi jego cena, jest tez sprzedajacy. Ma dojsc do transakcji, na co wpieprza sie jakis s.....syn z ministerstwa zdrowia i twierdzi, ze nie moge dostac tego specyfiku, bo nie.
Gdybym dorwal takiego.... niektorzy moga sie domyslac, co bym takiemu zrobil, a ulomkiem nie jestem.
Od czego jest to ministerstwo do cholery?!?!?!
Ministerstwo ZDROWIA, ktore OGRANICZA OBYWATELOWI DOSTEP DO LEKARSTW?!?!?!?!
Bo chyba nikt nie mysli powaznie o wizycie u specjalisty. Panstwo rabuje moje pieniadze, ktore moglbym przeznaczyc na normalna, prywatna wizyte u lekarza, zamiast tego moge sie zapisac i odwiedzic dermatologa, ktory obecnie wlasnie strajkuje i ktory moze przepisze mi recepte ZA POL ROKU!!!!
Jesli ktos nie widzi, ze jest to system, ktory trzeba rozwalic w drobny mak, to albo jest slepy, albo glupi.
I jeszcze jedna watpliwosc, ktora moze nadejsc czytajacego tagi, ktorymi ozdobilem niniejsza notke.
Ze urzednicy ministerstwa zdrowia to pasozyty, to udowodnilem.
Ktos moze sie zapytac- ale dlaczego nazywasz ich debilami??
Ano dlatego, ze skoro pasozytuja na obywatelach, to widac byli za glupi na uczciwe, normalne zajecie.
I tym zakoncze swoj dzisiejszy wywod, biore bazooke i ide likwidowac urzedasow.
I jeszcze jeden cytacik, ktory bede z uporem maniaka powtarzal: dla pana Kaczynskiego prywatyzacja sluzby zdrowia to "zadne rozwiazanie".
Ten cytacik o sluzbie zdrowia spowodowal moje dokumentne uleczenie sie z PiS.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)