26 obserwujących
47 notek
163k odsłony
990 odsłon

Zaufajmy Polakom!

Wykop Skomentuj51


 

W trakcie ubiegłotygodniowej Konwencji Republikanów jeden z mówców zapytał zgromadzonych tam w większości młodych ludzi: Kto z Państwa wierzy, że na starość otrzyma z obecnego systemu emeryturę, która pozwoli mu godnie żyć? Spośród zgromadzonych tam ok. 600 osób nikt nie podniósł ręki. Podobne odpowiedzi słyszę, gdy jeżdżę po Polsce i spotykam się z różnymi ludźmi: od studentów poprzez urzędników, przedsiębiorców do pracowników pozostałych jeszcze gdzieniegdzie zakładów przemysłowych. Zaryzykuję twierdzenie, że zdecydowana większość (80–90%) osób choć trochę zainteresowanych sprawami publicznymi w wieku poniżej 40 lat nie liczy na to, że po przepracowaniu odpowiedniej liczby lat oraz osiągnięciu wieku emerytalnego otrzyma emeryturę, która zaspokoi ich chociażby podstawowe potrzeby.

Nie powinno zatem dziwić, że kwestia ewentualnego zabrania przez ministra Rostowskiego pieniędzy z OFE i przeniesienia ich do ZUS nie budzi takich emocji wśród ludzi młodych jak chociażby kwestia ACTA. Jeśli nie wierzymy, że otrzymamy emeryturę, to jest nam wszystko jedno czy nie dostaniemy jej z ZUS czy z OFE.

Ci młodzi ludzie mają rację. System emerytalny – taki, jaki mamy obecnie – nie przetrwa następnych kilkudziesięciu lat. Główną przyczyną tego faktu jest demografia. W chwili obecnej na jedną osobę w wieku emerytalnym przypada 5 osób w wieku produkcyjnym (20–65 lat). W roku 2050, a więc wtedy, gdy obecnie 30-latkowie będą przechodzić na emeryturę, na jednego emeryta przypadać będą mniej niż 2 osoby w wieku produkcyjnym. Biorąc pod uwagę, że nie wszystkie osoby w wieku produkcyjnym są czynne zawodowo, można powiedzieć, że na jedną osobę pracującą będzie przypadał jeden emeryt.

Już dziś około 30% środków na wypłatę emerytur pochodzi nie ze składek, ale wprost z budżetu państwa. Udział ten rośnie z każdym rokiem wraz z przechodzeniem na emeryturę kolejnych roczników powojennego wyżu demograficznego, które są zastępowane o połowę mniej licznymi rocznikami niżu lat 90-tych. Sytuacja zatem będzie się coraz bardziej pogarszać.

Problemu nie rozwiążą również tzw. emerytury kapitałowe, czyli OFE. Pieniądze, które wpłacamy do obowiązkowych funduszy emerytalnych są w większości inwestowane w obligacje skarbu Państwa oraz w akcje polskich firm. Dzisiaj mamy do czynienia głównie z dopływem nowych pieniędzy, a wypłaty stanowią ich znikomą część. Jednak w perspektywie 20–30 lat (o ile system nie zostanie do tego czasu radykalnie przebudowany albo środki zgromadzone na indywidualnych kontach nie zostaną przejęte przez kolejnego kreatywnego ministra finansów) zaczną się na masową skalę wypłaty środków z OFE, a ze względu na malejącą liczbę osób w wieku produkcyjnym dopływ nowych środków będzie coraz mniejszy. Wtedy OFE będą w dużych ilościach sprzedawać zarówno obligacje, jak i akcje. Czy Skarb Państwa będzie w stanie te obligacje wykupić? Na wykładach z ekonomii uczy się studentów, że jest to najbezpieczniejsza inwestycja. Jednak ostatnie przypadki Grecji czy Cypru będą z pewnością impulsem do rozważenia zmiany treści podręczników w tym zakresie. Zatem istnieje obawa, że te obligacje okażą się warte niewiele więcej niż papier, na którym są wydrukowane.

Podobnie ma się sprawa z tą częścią środków, które są inwestowane w akcje. Obecnie ciągły strumień pieniądza wypływający z OFE na GPW powoduje, że mamy do czynienia z długofalowym wzrostem cen akcji. Jednak gdy zaczną się masowe wypłaty emerytur akcje te będą sprzedawane. Duża podaż przy malejącym popycie doprowadzi do silnej presji na spadki cen akcji. Oznacza to ni mniej ni więcej, że stopy zwrotu z inwestycji dokonywanych przez OFE, które już dziś nie są imponujące, drastycznie się pogorszą. Już dziś codziennością są ujemne wyniki inwestycyjne (i to bez uwzględniania 3,5% prowizji dla OFE). Przy masowym spadku cen akcji spadki mogą wynosić nawet kilkanaście procent rocznie. Środki zgromadzone na naszych kontach w OFE mogą wtedy bardzo szybko stopnieć i –  zamiast obiecanych w reklamach wakacji pod palmami – obecni 20 i 30-latkowie (o ile nie zabezpieczą sobie środków na starość w inny sposób) będą spędzać swe ostatnie lata w skrajnej nędzy.

Oznacza to, że wybór pomiędzy ZUS i OFE jest wyborem pozornym. Żaden z nich nie tylko nie zapewnia, ale w zasadzie nie daje nawet cienia nadziei na spokojną i dostatnią starość.

Jeśli rząd chce pozwolić Polakom zdecydować komu chcą przekazać część swoich składek emerytalnych, niech pójdzie o krok dalej i niech zezwoli na prawdziwy wybór, czyli niech zostawi te pieniądze w kieszeniach obywateli. Będziemy wtedy mieli realną możliwość wyboru jak je zainwestować. Kto chce będzie mógł je przekazać do ZUS lub do OFE, ale równie dobrze można będzie za nie kupić złoto, nieruchomości, instrumenty rynków finansowych lub wręcz przeznaczyć je na wychowanie i kształcenie dzieci, licząc, że na starość się nim zaopiekują.

Wykop Skomentuj51
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale