41 obserwujących
1064 notki
706k odsłon
1044 odsłony

Szczerze o wierze, religii i w odpowiedzi p. Nowickiej

Wykop Skomentuj46

1. "Problem z Bogiem jest taki, że chociaż wierzą Weń miliardy, to nikt nie zna Jego woli."

Jest to zdanie mocno względne i brane literalnie przesadzone. Jeśli bowiem ktoś wierzy, że Jezus z Nazaretu jest synem Boga, który pozostawał w komunikacji z Ojcem, to zapisane słowa Jezusa, jak najbardziej wyrażają wolę Boga. Oczywiście, że mogły zostać zapisane z błędami, oczywiście, że owa wola w jakimś przypadku, związana była z kontekstem społecznym współczesnej tamtym ludziom rzeczywistości. Niemniej jednak była ona wyrażona.

Stąd wolę Boga, osoba wierząca w Jezusa Chrystusa - zna. Pani Nowicka, może stwierdzić, że to wcale nie jest wola Boga, ale jej stwierdzenie jest warte jeszcze mniej, niż stwierdzenie chrześcijanina, że to jednak JEST wola Boga. Dlaczego mniej? Bo chrześcijanin ma silniejsze przesłanki dla swojego poglądu - poświęcenie się Jezusa, cuda, które działał, świadectwa o jego zmartwychwstaniu. Pani Nowicka za jedyną przesłankę stwierdzenia, że to NIE JEST wola Boga, ma swoją niewiarę, czyli subiektywną postawę.

A jednak w powyższym stwierdzeniu jest nuta prawdy. Otóż, my - przy najlepszych chęciach - nie mamy pewnych narzędzi, by sprawdzić, czy to, co się nam wydaje, jest wolą Boga czy nią  nie jest. Nie mamy PEWNOŚCI. I tu - jeśli taki byłby postulat - pani Nowicka ma rację. Wiara w Boga odbywa się przestrzeni braku pewności. W przestrzeni - niepewności. W takiej przestrzeni, w której nie istnieją zmysłowe, powtarzalne metody weryfikacji. Zgodzić się więc wypada z panią Nowicką, gdy pisze: "Tak więc – nie wiemy" Owszem, nie wiemy w sensie wiedzy pewnej. Tak jak wiele osób nie "wie" czy wychowuje własne dziecko, bo nie zrobiło badań dna. A jednak... czy zrobienie tych badań jest niezbędne?

2. "Ileż to rozłamów i schizm przeszła każda z większych religii przez to, że ludzie mędrkowali nad właściwą drogą".

Mędrkowali nad właściwym SPOSOBEM dojścia do Boga i wyznawania Boga, nie nad tym, czy istnieje i nie nad podstawowymi zupełnie zasadami.

3. "Jedno, co łączy wierzących w każde istniejące wyznanie to przekonanie, że to właśnie oni posiedli prawdę i że mają święte prawo nawracać „niewiernych”"

To zdanie jest całkowicie błędne. Po pierwsze trzeba odrobinę rzeczywistej wiedzy, zamiast zapału młodego demaskatora. Jest szereg ważnych postaci i nauk w historii kościoła wskazujących jasno na to, Bóg jest niepoznawalny. Stąd nie można "posiąść" prawdy. Żeby nie być gołosłownym i nie poprzestawać jak inni na motywowanej politycznie pustosłownej propagandzie, przytoczmy psuedo Dionizego Areopagitę. No ale do tego, trzeba wiedzieć, kto to był św. Tomasz z Akwinu, jaka jest rola jego pism w KK, i kogo ów św. Tomasz cytował najczęściej w dziele, które jest fundamentem nauk KK. Można też przytoczyć inne dzieła jak choćby "Chmura niewiedzy".

Wypowiedź p. Nowickiej sugeruje, że wyznawcy religii uważają, że mają prawo nawracać innych WBREW ich woli czy chęci. Ten pogląd był wielokrotnie potwierdzany w historii, gdy nawracanie na chrześcijaństwo czy islam dokonywane było siłą, a jak ktoś nie chciał się nawrócić, to jakby mógł przestać istnieć. Jednak to zdanie w czasach dzisiejszych jest zupełną aberracją, nonsensem, głupotą. Wyznawcy Jehowy wystają na skrzyżowaniach ulic ze swoimi pismami, chodzą czasem po domach, bo uważają, ze mają nie tylko prawo, ale i obowiązek nawracać innych na swoją "prawdziwą" religię. Jednak... nikomu nie czynią szkody i nikogo do niczego nie zmuszają. O innych wyznaniach religijnych łatwo można powiedzieć to samo. Stąd komentowany pogląd odniesiony do rzeczywistości, z którą mamy do czynienia jest zwykłą głupotą.

4. Autorka opisuje rzeczywistość poglądów religijnych Polaków, posługując się cytatem z wypowiedzi innej osoby:
"Polacy są katolikami deklaratywnymi, de facto są półpoganami, poganami bądź ateistami. Zależnie od sposobu liczenia możemy szacować liczbę praktykujących katolików na 13- 30% wszystkich Polaków."

Otóż autor przytoczonej przez p. Nowicką opinii nie jest socjologiem. Jest pisarzem science fiction. I na tym można by zakończyć komentarz do tego fragmentu. Ale może nie koniecznie. Owszem, katolicyzm polski często NIE PRZEKŁADA się na chrześcijańskie życie i postawy, i de facto okazuje się być pogaństwem lub religią starotestamentalną przystrojoną chrześcijańskimi figurami, osobami i ozdobami. Manipulacyjne zaniżanie ilości chrześcijan ma na celu wyrzucenie ich z przestrzeni publicznej i zagnanie do jakichś zamkniętych miejsc, gdzie nikt ich nie będzie widział, a pani Nowicka odczuje ulgę z powodu braku widoku krzyża, gdzieś tam...

5. Dalszych uwag komentować szczegółowo już nie warto. Jest tam pomieszanie bezrozumnego ataku na chrześcijaństwo (zawłaszczanie przestrzeni publicznej krzyżami) z prymitywną agitacją polityczną. Ja uważam, że "małżeństwo" kościoła z władzą, wychodzi na złe zarówno władzy jak i kościołowi. Zgadzam się, że niektóre zachowania polityków, są natury czysto politycznej to znaczy chodzi w nich o zdobywanie głosów i potrafią się wówczas posunąć do zachowań groteskowych lub nieszczerych. Ale trudno mieć to im za wadę, bo WSZYSCY politycy robią dokładnie to samo, a jeśli któryś deklaruje, że on to tylko honor i te rzeczy, to tym bardziej jest niewiarygodny. Po prostu, polityka to gra o głosy, i politycy MUSZĄ się "przymilać" tym, lub tamtym. Jedni będą hołubić ojca dyrektora inni stowarzyszenia LGBT, bo każdy szuka czego...? POPARCIA.

Z pogranicza absurdu są też spostrzeżenia autorki, że nie wolno krytykować kościoła, że taka krytyka rodzi jakieś niebezpieczeństwo lub dyskomfort, że towarzyszą jej negatywne konsekwencje dla krytyka. Trzeba być mocno ograniczonym intelektualnie, żeby nie dostrzegać, że właśnie krytyka kościoła oraz chrześcijaństwa jest jedną z najbardziej bezpiecznych krytyk do uprawiania. Ale na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą.

I na koniec.

Wiara to nie religia. Ludziom się myli jedno z drugim. Wiara jest postawą w przestrzeni niepewności. Religia stroi ową niepewność w atrybuty pewności i wiedzy. Czyni tak ze względów pedagogicznych a czasem manipulacyjnych. Jednak owo NIEZNANE stoi nieustannie przed każdym z nas, w szczególności przed zajadłymi wrogami wiary w to, że istnieje Bóg. Stoi Ono całkiem blisko. Oddzielamy się od niego wściekłym przywarciem, do naszych poglądów, rzeczy, idei, ludzi, do samych siebie. A przecież to ledwie dni, tygodnie, lata, może dziesiątki lat. Chwila moment. No i... czy naprawdę warto wierzyć w to, że MIŁOŚĆ nas nie wydobyła na świat, że na nas nie czeka, że nas nie KOCHA? Myślę, że nie warto, ale każdy ma wybór. W końcu oprócz miłości jest jeszcze pogarda, gniew, obmowa, nienawiść i żądza, by innych sobie podporządkować.

Wykop Skomentuj46
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo