ZRODNIA W MOKRANACH, MARYNARSKI KATYŃ. OSTATNIA WACHTA OFICERÓW Zbrodnia w Mokranach przez lata była jednym z zapomnianych epizodów tragicznej historii Polski w czasie II wojny. Nazywana jest "Marynarskim Katyniem". Marynarze Flotylli Rzecznej Marynarki Wojennej byli jednymi z pierwszych ofiar Sowietów. W kampanii wrześniowej poległo 22 oficerów polskiej floty. W Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, 23 oficerów. Jednak największą stratę Polska Marynarka Wojenna odniosła na początku 1940 r kiedy to wraz z kontradmirałem Xawerym Czernickim zginęło 58 oficerów......
28 września 1939 r w Mokranach na Polesiu ukraińscy nacjonaliści, za zgodą i przy zachęcie żołnierzy Armii Czerwonej, zamordowali polskich oficerów i podoficerów Flotylli. Przez ponad pół wieku zbrodnia w Mokranach była jednym z zapomnianych epizodów polskiego Września.
Po siedemdziesięciu latach, głównie dzięki zaangażowaniu Mariusza Borowiaka oraz Instytut Pamięci Narodowej Mokrany pojawiły się w świadomości historycznej Polaków, pozwalając na uczczenie bohaterów pomordowanych przez Sowietów w ostatnich dniach kampanii wrześniowej.
.
FLOTYLLA PIŃSKA I ZBRODNIA W MOKRANACH.
Mokrany są dzisiaj niewielką wsią wchodzącą w skład białoruskiego obwodu brzeskiego. Przed II wojną światową znajdowały się na terytorium II Rzeczpospolitej i były administracyjnie przyporządkowane do woj poleskiego.
W latach trzydziestych tereny te były brane pod uwagę w ramach planowania systemu obrony przed ewentualną agresją Związku Radzieckiego.
Podmokłe, bogate w dopływy rzeczne rejony stanowiły świetne pole do organizacji jednostek rzecznych mogących poruszać się w dorzeczu Prypeci z rzekami Pina i Strumień.
W czasie wojny polsko-bolszewickiej (1919–1920) na poleskich błotach i bezdrożach utworzono Flotyllę Pińską, która na stałe wpisała się w krajobraz Polesia i przez całe dwudziestolecie międzywojenne była symbolem trwania polskiej państwowości....
Po odzyskaniu niepodległości utworzona została najpierw Flotylla Wiślana na Prypeci, a po kolejnych reorganizacjach ostatecznie Flotylla Pińska podporządkowana formalnie Polskiej Marynarce Wojennej. Liczebność flotylli zmieniała się w czasie.
.
KAMPANIA WRZEŚNIOWA.
W przededniu kampanii wrześniowej jednostka borykała się z problemami kadrowymi. Dowódca komandor Witold Zajączkowski został wiosną oddelegowany na wybrzeże, a jego obowiązki przejął zastępca komandor por. Henryk Eibel.
Po powrocie Zajączkowski zdawał sobie sprawę, że flotylla nie jest przygotowana do wydatnej obrony przed Sowietami. Problemy dotyczyły wyposażenia oraz myśli taktycznej.
Ostatecznie w sierpniu 1939 roku flotylla składała się z trzech dywizjonów bojowych, w skład których wchodziło 40 jednostek bojowych i 50 statków pomocniczych.
Wśród nich 6 monitorów i 3 kanonierki. Siła niewielka, ale wystarczająca do prowadzenia aktywnych działań w dorzeczu Prypeci.
W gruncie rzeczy jednoczesnego zagrożenia ze strony III Rzeszy i Związku Radzieckiego nie brano poważnie pod uwagę.
Pierwsze dni kampanii wrześniowej upłynęły marynarzom z Flotylli Pińskiej we względnym spokoju.
Dopiero w drugim tygodniu działań realne wydało się zagrożenie z kierunku północnego, gdzie niemieckie armie pancerne osiągnęły znaczące sukcesy. Do marynarzy docierały informacje o przegranych Wojska Polskiego i strategicznym odwrocie.
W tym czasie Niemcy zbliżali się już do Warszawy. Trudno się zatem dziwić, że komandor Zajączkowski miał problem z utrzymaniem morale załogi na odpowiednio wysokim poziomie.
17 września był momentem przełomu. Wschodnią granicę Rzeczpospolitej przekroczyły bowiem wojska sowieckie. Pretekst stanowiła próba ochrony mniejszości ukraińskiej i białoruskiej. Mętne tłumaczenia nie odzwierciedlały rzeczywistości
Związek Radziecki wykonywał bowiem zobowiązania względem sojuszniczej III Rzeszy. Sytuacja flotylli była tragiczna.
Co gorsza, jej zdolność manewrowa uległa znacznemu zmniejszeniu ze względu na niski stan wód spowodowanych długotrwałą suszą.
Uniemożliwiło to odwrót w kierunku zachodnim. Ciężkie jednostki nie były bowiem w stanie przepłynąć odcinków płycizny.
W konsekwencji już 17 września dowództwo zaczęło rozważań możliwość zniszczenia jednostek, aby te nie dostały się w ręce wroga.
Od 18 września polscy marynarze zaczęli ewakuować się z Pińska, gdzie lada dzień spodziewano się oddziałów Armii Czerwonej. Nad okrętami flotylli pojawiały się już radzieckie samoloty.
W tym czasie rozpoczęto zatapianie poszczególnych jednostek pływających, począwszy od największych okrętów.
Rozkaz wydał gen. Franciszek Kleeberg, w praktyce dowódca sił operujących w rejonie Polesia. Jako jedne z pierwszych na dno poszły monitory ORP "Pińsk" i ORP "Toruń".
.
POCZĄTEK DRAMATU...
Dla obsługujących je marynarzy był to czas prawdziwego dramatu. Oto piękne polskie jednostki szły na zniszczenie bez choćby jednego wystrzału. Na pododcinku "Sytnica" zatopiono ORP "Admirał Sierpinek".
Tymczasem marynarze z flotylli dołączali do formowanego pospiesznie batalionu, nad którym dowództwo objął komandor Eibel. Mariusz Borowiak starał się odtworzyć szlak polskich żołnierzy w książce "Zapomniana flota. Mokrany",
Załogi zostały zebrane we wsi Płotnica leżącej na południe od Prypeci, gdzie utworzono z nich spieszony batalion morski. Na jego czele stanął kpt. mar. Bronisław Bończak.
Batalion ruszył 23 września na południowy zachód w kierunku Kamienia Koszyrskiego i Ratna. W marszu oddział podzielił się na dwie grupy. – Kolumna dowodzona przez kpt. Bończaka ruszyła w kierunku Brześcia, druga na Kowel – podaje Borowiak.
25 września we wsi Krymno do grupy Eibela dołączyły oddziały ppłk Mikosia i kpt Lepeckiego. Część marynarzy flotylli dotarła do zgrupowania gen. Kleeberga, wchodząc później w skład Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie".
Warto podkreślić, że wiele relacji z marszruty członków rozwiązanej flotylli jest niepewnych i nawet pomimo starań historyków nie udało się odtworzyć wszystkich szczegółów przebiegu kampanii wrześniowej w tym rejonie.
.
ZASADZKA W ZABŁOCIU.
Jeden z samodzielnych oddziałów kpt. Bończaka został otoczony przez wojska sowieckie, oddziały 32 brygady pancernej, w pobliżu wsi Zabłocie nad jeziorem Tur.
Polacy otrzymali ultimatum, albo się poddadzą, albo przyjmą walkę. Dowodzący grupą kpt. mar. Bończak wydał rozkaz złożenia broni.
„Ruszyliśmy dalej, omijając jezioro Tur w odległości 1 km, posuwając się po wschodniej stronie jeziora i kierując się w stronę pobliskiego chutoru. Nagle z pobliskiego lasu zaterkotały serie z broni maszynowej.
Byli to żołnierze sowieccy. Otoczyli nas wzywając do rzucenia broni” – wspominał bosmanmat Jan Sobiegraj, cytowany w książce „Zapomniana flota. Mokrany”.
Zasadzkę urządzili czerwonoarmiści z 2 Batalionu 32 Brygady Pancernej wspólnie z żołnierzami 487 Pułku Strzelców 143 Dywizji Strzeleckiej oraz grupą ukraińskich nacjonalistów. –
Marynarze początkowo stawiali zbrojny opór, jednak wobec przewagi wroga, który dysponował czołgami T-26 i samochodami pancernymi, zmuszeni byli złożyć broń.
Pewne jest natomiast, że 26 września znaczna grupa Polaków została zatrzymana i rozbrojona przez wojska sowieckie.
Wzięty do niewoli oddział mógł liczyć od 130 do 200 żołnierzy. Żołnierze Armii Czerwonej nakazali Polakom marsz w rejon wsi Mokrany.
Wśród jeńców, którzy znaleźli się w radzieckich obozach, była znaczna grupa żołnierzy batalionu marynarskiego Flotylli Rzecznej Marynarki Wojennej w Pińsku i Kierownictwa Marynarki Wojennej.
Jako pierwsi do radzieckiej niewoli dostali się marynarze z Pińska, którzy po samozatopieniu jednostek pływających ruszyli, by dołączyć do Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie".
Niezależne śledztwa prowadzone przez polskich historyków oraz Instytut Pamięci Narodowej pozwoliły ustalić przybliżony przebieg zdarzeń.
Z grupy Polaków wydzielono oficerów i podoficerów. Dariusz Nawrot opisuje to tymi słowami: "Niewątpliwie podział ten przeprowadzony został w oparciu o przygotowane wcześniej przez sowieckie władze wojskowe listy proskrypcyjne dotyczące kadry zawodowej Flotylli Rzecznej.
Na ich podstawie utworzono liczącą około 30 oficerów i podoficerów starszych grupę, którą po rozebraniu z płaszczy i pozbawieniu wszelkiego rodzaju ekwipunku wojskowego natychmiast popędzono w dalszą drogę do pobliskich Mokran.
W pobliskiej miejscowości Małoryta Sowieci dokonali pierwszej selekcji. Z grupy Polaków wydzielono oficerów i podoficerów, zabrano im płaszcze i ekwipunek wojskowy, a następnie nakazano marsz do wsi Mokrany.
Marynarze dotarli tam wczesnym popołudniem 27 września. Ludzie dosłownie słaniali się na nogach, wielu miało poobcierane i krwawiące stopy – opisuje Borowiak. Zamknięto ich na noc w Domu Ludowym.
.
ZBRODNIA NA MARYNARZACH.
W czwartkowy poranek 28 września 1939 r w Mokranach, ukraińscy nacjonaliści zamordowali polskich marynarzy Flotylli Pińskiej. Droga wiodła z Domu Ludowego, gdzie przetrzymywano Polaków, do oddalonych o kilkaset metrów zabudowań dworskich. Tam jeńców czekała śmierć.....
Po dotarciu na miejsce zmęczonych forsownym marszem jeńców skierowano na teren szkoły, gdzie zmuszeni zostali do zdjęcia mundurów" (za: "Zbrodnia katyńska w dziejach Polskiej Marynarki Wojennej"). Z grupy wydzielono mniejszy oddział, który następnie został przez Sowietów rozstrzelany.
Nikt nie spodziewał się, że na miejscu czeka na nich śmierć.
Jedna z mieszkanek Mokran, Antonina Rayska, wspominała: " Oczywiście nikt z nas nie był na miejscu zbrodni. Wiemy tylko od naszych fornali, że było 18 oficerów, 17 pochowano w jednym grobie, a jeden oficer został zakopany o jakieś 100 metrów dalej. Nie wiem jednak dlaczego. Może próbował uciekać?".
Tym jednym oficerem pochowanym osobno był por. mar. Jan May, dowódca monitora ORP "Warszawa".
Prócz niego zginęło jeszcze dwóch innych dowódców monitorów: kpt. mar. Edmund Jodkowski; dowódca ORP "Wilno"; kpt. mar. Jan Kierkus, dowódca ORP "Pińsk". Wśród zamordowanych znalazł się także oficer artylerii 3 dywizjonu bojowego, kpt. art. Bogusław Rutyński-Roth.
W Mokranach zginęło jeszcze 14 innych oficerów i podoficerów, w tym dwóch żołnierzy 135 pp: kpt. sap. Tadeusz Jacyna i por. sap. Zygmunt Dąbrowski. Oprawcy pozbawili ich elementów identyfikujących, aby utrudnić ewentualne zidentyfikowanie ofiar.
Jak wspominał bosmat Jan Kurek, pozostałych ponad 100 marynarzy zaprowadzono na stację kolejową skąd przewieziono ich do obozu jenieckiego w rejonie Żytomierza.
Okazało się że odwieziono ich do Związku Radzieckiego, skąd następnie trafili do obozów jenieckich. Wielu z nich zginęło później w Katyniu.
Wydaje się, że zbrodnię w Mokranach najlepiej udokumentował wspominany Borowiak, który bezpośrednią odpowiedzialnością za śmierć Polaków obciążył Organizację Ukraińskich Nacjonalistów dowodzoną w tym rejonie przez Artiemija Sadza.
Mogiła ofiar zbrodni w Mokranach została odkryta dopiero pod koniec sierpnia 1941 roku, gdy wojska niemieckie wyparły komunistów z tego rejonu.
Do Mokran wróciła właścicielka majątku Antonina Rayska. Fornale pokazali jej groby polskich żołnierzy. Na jej polecenie ustawiono tam dwa dębowe krzyże. Zniszczyli je Sowieci po ponownym wkroczeniu na te tereny w 1944 r
Komuniści byli przekonani, że niszcząc oznaczenie miejsca pochówku rozstrzelanych Polaków, raz na zawsze wykorzenią z ludzkiej świadomości wspomnienia o ofiarach. Prawda o tych dramatycznych wydarzeniach miała już nigdy nie ujrzeć światła dziennego
Przez ponad pół wieku prawda o Mokranach nie mogła wyjść na jaw. Komunistyczne władze nie sprzyjały jakimkolwiek badaniom sowieckich zbrodni. Dopiero po 1989 roku rozpoczęto starania o upamiętnienie zabitych Polaków.
Wtedy też wznowiono badania historyków.
.
LISTA ZAMORDOWANYCH OFICERÓW I UPAMIĘTNIENIE .
W efekcie udało się ustalić, że w Mokranach zginęli (lista za M. Borowiak): Bronisław Bończak, Władysław Jasik, Edmund Jodkowski, Jan Stanisław Kierkus, Władysław Józef Kwińciński, Narcyz Małuszyński, Janusz Julian Marciniewski, Jan Mieczysław May, Roman Mendyka, Marian Jan Radziejewski, Bogusław Rutyński-Roth, Mieczysław Sierkuczewski-Lubicz, Wacław Leon Schwartz, Arkadiusz Zahorański-Kisiel.
Należy wziąć poprawkę, że lista ta może zawierać drobne błędy za względu na niemożność ustalenia ponad wszelką wątpliwość tożsamości zamordowanych.
Oprawcy pozbawili ich elementów identyfikujących, aby utrudnić ewentualne zidentyfikowanie ofiar w razie ewentualnego odkrycia grobu.
Po ponad pięćdziesięciu latach w miejscu kaźni polskich oficerów stanął pomnik upamiętniający pomordowanych. W inskrypcji na odsłoniętym w 1991 roku monumencie oddany hołd Polakom.
Pamięć o nich przetrwała mimo usilnych prób jej wymazania najpierw przez Sowietów, a później przez komunistyczne władze. Dzięki wysiłkom polskich historyków i instytucji bezimienni niegdyś bohaterowie zostali przywróceni narodowi.
CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM


Komentarze
Pokaż komentarze