Różnorodność, tolerancja, ekologia. To tylko narzędzia w rękach korporacji

Whole Foods jest na bieżąco z trendami politycznej poprawności.
Whole Foods jest na bieżąco z trendami politycznej poprawności.
Różnorodność etniczna, prawa kobiet czy tęczowa tolerancja to bez wątpienia piękne idee. Podobnie jak pokój na świecie albo walka z głodem. I właśnie dlatego tak łatwo zrobić sobie z nich narzędzie do realizacji własnych interesów i interesików. I właśnie dlatego to się teraz dzieje.

Nie możemy jednak zapominać, że to wszystko nie rozgrywa się w pustym miejscu. A jedynymi stronami sporu są domagający się tych praw. Oraz rządy, które te wysiłki wspierają (liberalne) albo się im opierają (konserwatywne). Aby obrazek był pełny potrzeba nam jeszcze jednego gracza. To znaczy – kapitalistycznych korporacji. I trudno nie zauważyć, że one się w tematyce różnorodności wręcz rozsmakowały. Patrząc na wspomniany przypadek Whole Foods trudno im się dziwić. Prawa mniejszość i troska o różnorodność zastąpiły w CSR-wych wysiłkach tematy z lat 80. i 90. czyli pokój na świecie albo walka z głodem.

Nawet ekologia już się trochę zużyła, bo w międzyczasie udało się spopularyzować termin „greenwashing” - polegający na tym, że np. globalna linia lotnicza przedstawia się jako bojownik o zieloną planetę. Ponieważ co roku jej pracownicy sadzą sto zielonych drzewek na dachu firmowej siedziby. Z tego już umiemy się śmiać i to krytykować. Tak, jak da się bez problemu dowieść, jak firmy tytoniowe podczepiły się pod pierwszą falę feminizmu w latach 60. wmawiając kobietom, że palenie to wyznacznik ich emancypacji.

Lecz gdy korporacja przerobi swoje logo na tęczowo. Albo ogłosi, że dba o różnorodność w swoich firmowych oddziałach, to wciąż ciężko jest odpowiedzieć. Ośmielisz się skrytykować albo powątpiewać? Zaraz wpadasz w kłopoty. Przekonała się o tym niedawno dziennikarka (!!) „New York Timesa” (tak, tego „New York Timesa”, którego trudno zaiste oskarżyć o bycie tubą propagandową ksenofobicznej prawicy). Pisząc tekst o nowej pladze picia wśród kobiet w USA ośmieliła się kłopotać stowarzyszenie amerykańskich producentów alkoholu wysokoprocentowego pytaniem o ich moralną odpowiedzialność. W odpowiedzi wcale nie dostała gęstego tłumaczenia się wykrętów. Odpowiedź była harda i brzmiała: „Już samo sugerowanie, że kobiety należałoby jakoś szczególnie chronić przed reklamą naszych w pełni legalnych produktów jest PROTEKCJONALNE i STAROŚWIECKIE”.

Uważne oko zauważy, że to ta sama strategia stosowana od lat. Tylko, że wcześniej stosowana była wobec tych wszystkich, którzy – na przykład – domagali się ściślejszego uregulowania migracji. Wskazując na negatywne społeczne skutki tego zjawiska. Odpowiadano im, że „już samo sugerowanie regulacji migracji to wyraz ksenofobii i nacjonalizmu”. Teraz mamy to samo – tyle, że na coraz to nowych polach.

PS. Dziękuje mojemu przyjacielowi Patrykowi za cenne wskazówki, które zainspirowały mnie do napisania tego tekstu.

Lubię to! Skomentuj50 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka