Tak, to prawda! Pieniądze z Unii nie są nam już konieczne

Posłuchajcie uważnie tych, co mówią, że Polska może sobie poradzić bez unijnych pieniędzy. Posłuchajcie, bo oni… mają rację.

Czy Polska może sobie poradzić bez pieniędzy z Unii Europejskiej? Oczywiście, ze może. Ale uwaga! Żeby to przyznać trzeba mieć dwie cechy. Po pierwsze: być na bieżąco z tym, co wydarzyło się w światowej debacie ekonomicznej po kryzysie roku 2008. A po drugie: mieć na tyle intelektualnej suwerenności i odwagi, by umieć wyciągnąć z tego praktyczne wnioski. I naprawdę - a nie tylko deklaratywnie - wyjść poza wyświechtane neoliberalne dogmaty.

Kilka dni temu na Kongresie 590 prezes NBP Adam Glapiński mówił tak: „Nasze korzyści z UE głównie dotyczą uczestnictwa we wspólnym rynku. Transfery mają mniejsze znaczenie. Zerwał się chór oburzenia na tych, co mówią, że bez nowych środków unijnych (z Funduszu Odbudowy - red.) wspaniale sobie damy radę. Oczywiście, że tak! Cały program rozwoju możemy zrealizować bez tych środków”.

Kto chce, może oczywiście uznać słowa Glapińskiego za fanfaronadę. Wszak to - było nie było -  prominentny polityk gospodarczy ugrupowania obecnie rządzącego. Nic więc dziwnego, że staje po stronie rządu w jego sporze z Brukselą. Ale przecież warto przypomnieć, że podobne argumenty podnoszą także inni. Na przykład ekonomista Leon Podkaminer, którego o żadne schlebianie władzy oskarżyć nie sposób, bo od 30 lat pracuje w prestiżowym Wiedeńskim Instytucie Międzynarodowych Porównań Gospodarczych (WIIW). Ale takich głosów jest przecież więcej. I jak się nad tym głębiej zastanowić, to rozumowanie prezentowane tu przez Glapińskiego czy Podkaminera jest w zasadzie niczym innym, jak właśnie wyciągnięciem praktycznych wniosków z całego tego gadania o potrzebie nowego otwarcia w ekonomii i gospodarce po kryzysie 2008 roku. I o potrzebie praktycznego przekroczenia neoliberalnego dogmatu. Już nie wydawania na ten temat kolejnych książek czy organizowania sympozjów. Ale właśnie robienia „nowej ekonomii”. W praktyce.

Polecamy: NBP kupi kolejne 100 ton złota!

Argument, który podnoszą Glapiński czy Podkaminer wygląda mniej więcej tak:

1. Polska dostawała przez lata z Unii pieniądze i przy ich pomocy inwestowała w różne rzeczy. Te pieniądze płynęły do nas jako euro. Ale żeby tych euro użyć (na przykład na budowę ronda albo aquaparku), trzeba je było u nas wymienić na polskie złote. Inwestycje realizowane z unijnych funduszy nie wymagały bowiem zazwyczaj żadnych technologii, które trzeba koniecznie sprowadzić z zagranicy. To było inwestowanie w dobra i usługi dostępne w Polsce za polskie złote. Z tym nie było oczywiście najmniejszego problemu. Te złote tworzył NBP - bo tym się właśnie każdy bank centralny zajmuje. Tworzy pieniądz, którego wcześniej nie było. Co prowadzi nas do logicznego wniosku, że przecież NBP mógłby stworzyć te złote także… bez funduszy płynących z Brukseli. I zbudować za nie to samo, co zbudowane zostało „za pieniądze unijne”. Tyle, że zamiast tablicy „współfinansowane ze środków UE” byłoby napisane „sfinansowane przez polskie państwo”. Dlaczego rząd tego nie robił? Choćby dlatego, że mocnym hamulcem dla inwestycji publicznych były unijne reguły zakazujące nadmiernego zadłużenia. Czyli mieliśmy sytuację, w której Unia de facto przejmowała rolę państwa członkowskiego w finansowaniu jego własnych inwestycji. Zyskując w zamian dwie ważne rzeczy. Raz, wdzięczność kraju przyjmującego. Dwa, wpływ na to, w jaki sposób pieniądze będą w kraju członkowskim wydawane. Genialny (z punktu widzenia Brukseli) układ.

2. A co miało z tego polskie państwo? Ktoś powie, że dzięki pieniądzom płynącym z Brukseli polski bank centralny mógł w ostatnich latach rozbudować swoje zasoby rezerw walutowych. Oczywiście tak! W dużej mierze to się właśnie wydarzyło. Jeszcze w roku 2001 rezerwy walutowe NBP w euro wynosiły 30 mld. Dziś sięgają 125 mld. Czyli są ponad cztery razy wyższe. Do tego mamy stały rozrost rezerw złota, czym chętnie chwali się ostatnio prezes Glapiński. Ale tu dochodzimy do pytania o to, po co są takie rezerwy? Uważa się, że stanowią one coś w rodzaju miernika wiarygodności. Kraj, który ma rezerwy w obcej walucie jest uważany za stabilny w oczach tzw. rynków międzynarodowych. Łatwiej będą mu pożyczać. Mniej będzie lęków o jego wypłacalność. Obcej waluty można też używać do stabilizacji kursu waluty własnej na poziomie, którzy rządzący uważają za dobry dla obywateli oraz rodzimego biznesu zajmującego się importem i eksportem. Taka stabilizacja jest ważna w sytuacji, gdy waluta pada ofiarą ataku spekulacyjnego. A takie rzeczy we współczesnej gospodarce zdarzają się nierzadko.

3. No dobrze, ale to też nie jest tak, że takie rezerwy trzeba gromadzić w nieskończoność. NBP nie jest smokiem Smaugiem z Tolkiena, który czerpie przyjemność z tego, że śpi na pieniądzach. Ale przecież bank centralny ma jeszcze wiele innych politycznych zadań względem własnych obywateli. Pomoc w finansowaniu niezbędnych krajowi inwestycji jest jednym z takich zadań. A rezerwy w walutach obcych to najwyżej droga to osiągnięcia tych celów. Nie zaś cel sam w sobie. Jest wszak różnica pomiędzy gromadzeniem zapasów na czarną godzinę, a kompulsywnym zagracaniem domu wszystkim, co „może się kiedyś przydać”. Tak samo bank centralny może powiedzieć w pewnym momencie: tych rezerw mamy już wystarczająco. Zwłaszcza w kontekście takim jak teraz, gdy Polska pożycza na rynkach międzynarodowych bardzo tanio. Jeśli spojrzymy na wykres rentowności 10-letnich polskich obligacji, to zobaczymy coś w rodzaju stromo spadającego stoku. 20 lat temu Polska musiała płacić 11 proc. za to, że ktoś pożyczy nam pieniądze zabezpieczone obligacją Skarbu Państwa. Dekadę temu było to 6 proc. Teraz jest ok. 2,5 proc. A  w czasie pandemii było nawet 1 proc.

4. Wszystko to prowadzi nas do wniosku końcowego. Owszem - kiedyś Polska faktycznie była na pieniądze z Unii skazana. Ale teraz już nie jest. Może nawet byłoby dla nas dobrze zobaczyć, że środki unijne to nie żadna życiodajna kroplówka. Bo już możemy się odżywiać sami. Zupełnie normalnie. Może nawet zdrowiej.

Lubię to! Skomentuj230 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka