Z artykułu dowiesz się:
- Błędy komunikacyjne opóźniły pomoc dla Christy Pike o około pół godziny
- Dlaczego podanie 10 gramów pentobarbitalu nie doprowadziło do jej śmierci
- W jakim stanie zdrowia kobieta wróciła ze szpitala do więziennej celi
- Kto zrezygnował ze stanowiska po ujawnieniu zaniedbań
Chaos po wezwaniu pomocy do Pike. Pół godziny przed zamkniętą bramą
Pierwszy telefon alarmowy wykonano o 20:40 czasu lokalnego, nieco ponad godzinę po rozpoczęciu procedury egzekucyjnej. Ratownicy nie mogli od razu dostać się na teren więzienia. Problemy komunikacyjne opóźniły udzielenie pomocy Chriście Pike o około pół godziny. Z nagrań, do których dotarła agencja AP, wynika, że weryfikację zgłoszenia utrudnił brak kodu potwierdzającego jego autentyczność. Osoba dzwoniąca nie potrafiła go podać. Przedstawiciele centralnej kontroli więzienia przekazali ratownikom, że to oni powinni wezwać pomoc, ale sami żadnego telefonu nie wykonywali.
O godzinie 21:03 ratownicy usłyszeli, że zgłoszenie uznano za fałszywy alarm i pomoc medyczna nie jest potrzebna. Karetka czekała w tym czasie przed bramą. Zgodnie z procedurami ratownicy nie mogli wejść na teren więzienia bez asysty funkcjonariusza policji stanowej.
Prawniczka Christy Pike, Kelly Gleason, zadzwoniła na 911 o 21:08. Alarmowała, że jej klientka potrzebuje natychmiastowej pomocy. – Moja klientka jest obecnie poddawana egzekucji stanowej. Przeszła już wszystkie etapy protokołu. Z ostatnich informacji, jakie otrzymaliśmy od obecnego na miejscu adwokata, wynika, że wciąż żyje, oddycha i potrzebuje natychmiastowej pomocy ratującej życie – mówiła.
Służby więzienne potwierdziły autentyczność zgłoszenia i wpuściły ratowników do Riverbend około 21:11. O 21:34 medycy transportowali Pike do szpitala. W trakcie przewozu prosili dyspozytornię o potwierdzenie, czy władze więzienia wiedzą, dokąd trafi pacjentka.
Medyczny koszmar. Trucizna wyciekła do tkanek
Podczas próby wykonania wyroku śmierci Pike podano dwie dawki pentobarbitalu o łącznej masie 10 gramów – wynika z protokołu medycznego. Substancja, która w założeniu miała doprowadzić do śmierci skazanej, nie zadziałała zgodnie z procedurą.
Podczas wkłucia doszło do problemów. Część środka dostała się do ramion zamiast do żyły i uszkodziła tkanki kończyn. Zdaniem obrońców skazanej dłonie kobiety były tak opuchnięte, że przypominały "nadmuchane rękawice chirurgiczne”. Ramiona były poparzone i pokryte pęcherzami.
Adwokat Christy Pike, Stephen Ferrell, opisał jej obrażenia w rozmowie ze stacją ABC News: "Są to dość poważne oparzenia. Doszło do tego, że kiedy próbowała podpisać dokumenty, miała trudności z utrzymaniem długopisu i złożeniem podpisu". Po przewiezieniu do szpitala w Nashville Pike była nieprzytomna, zaintubowana i podłączona do respiratora. Lekarze podejmowali próby usunięcia z jej organizmu podanej substancji. Skazana odzyskała przytomność i zaczęła mówić 6 października.
Powrót do więzienia i bezprecedensowy przypadek
Death Penalty Information Center uznało Pike za pierwszą znaną osobę w Stanach Zjednoczonych, która przeżyła procedurę wykonania kary śmierci przez śmiertelny zastrzyk. Sąd skazał ją na najwyższy wymiar kary za zabójstwo 19-letniej Colleen Slemmer. Pike miała wtedy 18 lat.
Jeszcze 6 października, gdy przebywała na oddziale intensywnej terapii, jej obrońcy przekazali w oświadczeniu dla CNN: – Wbrew wszelkim przeciwnościom Christa Pike jest przytomna, mówi i nadal otrzymuje intensywną opiekę medyczną. Pomimo poważnych obrażeń rąk, których doznała, wciąż jest przykuta kajdankami do łóżka. Jej powrót do zdrowia jest z medycznego punktu widzenia bezprecedensowy. Rokowania pozostają niejasne, ale spodziewamy się co najmniej długiego powrotu do zdrowia. Kilka dni później stan skazanej na tyle się poprawił, że mogła opuścić szpital - czytamy.
Po wybudzeniu kobieta zmagała się również z zapaleniem płuc, zakrzepem w ramieniu i trudnościami z połykaniem. Jej obrońcy informowali także o głębokiej traumie oraz problemach z pamięcią i koncentracją. Pike została wypisana ze szpitala w Nashville i przewieziona z powrotem do ośrodka Deborah K. Johnson Rehabilitation Center w Tennessee. Jak informują jej obrońcy, oprócz traumy zmaga się z zapaleniem płuc, a jej stan wymaga monitorowania za kratami. W oświadczeniu cytowanym przez agencję AP adwokaci przekazali podziękowania skazanej dla ratowników i lekarzy.
Dymisja w więziennictwie i brak procedur
Ujawnione nagrania wywołały pytania o przygotowanie służb do sytuacji, w której egzekucja nie kończy się śmiercią skazanej. Procedury więzienne w Tennessee nie przewidują postępowania na wypadek, gdy osoba przeżyje podanie nawet podwójnej dawki śmiertelnego środka.
Szef Departamentu Więziennictwa Tennessee Frank Strada podał się do dymisji kilka dni po nieudanej próbie egzekucji. Jego odejście nastąpiło po ujawnieniu problemów w komunikacji i opóźnień w dopuszczeniu ratowników do więzienia. Gubernator Tennessee Bill Lee wstrzymał wszystkie egzekucje w Tennessee do końca roku. Zarządził również niezależne dochodzenie, które ma wyjaśnić okoliczności zaniedbań i przebieg procedury w Riverbend.
Fot. Christa Pike i zdjęcia jej ofiary, Colleen Slemmer z 1995 r./East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (39)