49 obserwujących
196 notek
650k odsłon
  2405   0

Awantura o akcję "Wisła"

„Ludność [polska] żyje w ciągłym strachu przed bandytami. Nie mając zapewnionej opieki przez władze bezpieczeństwa i wojsko [...] zachowuje się pozornie lojalnie do działających band.”

Dopiero w odpowiedzi na zabicie przez UPA gen. Świerczewskiego (28 marca 1947) już następnego dnia Biuro Polityczne PPR postanowiło przyspieszyć planowane na jesień przesiedlenia Ukraińców z południowo-wschodnich rubieży Polski. Celem operacji zwanej „Wschód” (a potem „Wisła”) miało być „rozwiązanie ostatecznie problemu ukraińskiego w Polsce” przy równoczesnym zwalczaniu UPA, które miało być zakończone po „ewakuacji” ludności. Przesiedleńców planowano rozproszyć po północnej Polsce nie bliżej niż 100 km od granic kraju.

Do przesiedleń i walki z UPA rzucono Grupę Operacyjną „Wisła” pod dowództwem gen. Stefana Mossora, składającą się z pięciu dywizji piechoty (3,6,7,8,9) oraz 1 Dywizji KBW. Dodatkowo działały dwa pułki odwodowe, WOP, MO, UB i SOK, razem 21 tysięcy żołnierzy i funkcjonariuszy. W tym czasie UPA miała pod bronią w Polsce (według G.Motyki) ok. 1500 partyzantów oraz 1000 bojówkarzy OUN (wyższe dane podaje M.Jasiak: łącznie ok. 6 tys. ludzi). Największe zagrożenie stwarzały 4 kurenie (bataliony): „Bajdy”, „Rena”, „Zalizniaka” i „Berkuta”.

Przewaga WP nad UPA podczas operacji Wisła była tak duża, że UPA nie była w stanie w jakikolwiek sposób przeciwstawić się wojsku i przesiedleniom. Czasem UPA stosowała taktykę „spalonej ziemi” - wysiedlone wsie ukraińskie paliła, by nie można ich było zasiedlić Polakami.

Wysiedlenia rozpoczęto 28.04.1947 roku. Ludność dostawała kilka godzin na spakowanie się, następnie żołnierze eskortowali ją do punktów filtracyjnych. Tam UB dokonywała selekcji, względnie aresztowań „niepewnych elementów” oraz werbowała informatorów. Wykrytych członków podziemia najczęściej rozstrzeliwano po sądzie wojskowym. Ludność wysyłano koleją na „ziemie poniemieckie”. Rodziny uznane za „niepewne” były osiedlane pojedynczo wśród Polaków, pozostali w skupiskach nie przekraczających 10% populacji danej miejscowości. Według Motyki z powodu uciążliwych warunków w transportach zmarło co najmniej 27 osób.

27 kwietnia 1947 dla Ukraińców podejrzanych o związki z OUN-UPA stworzono obóz w Jaworznie. Niejednokrotnie trafiały do niego osoby w ogóle nie związane z podziemiem. Przewinęło się przez niego ponad 3800 ludzi a tylko 547, po brutalnym zazwyczaj śledztwie, postawiono w stan oskarżenia. Z powodu chorób i fatalnych warunków sanitarnych zmarło co najmniej 160 osób. Ostatnie osoby zwolniono z obozu w 1949 roku.

Równocześnie GO „Wisła” zwalczała OUN-UPA. Początkowo taktyką wojska w walce z ukraińskim podziemiem było metodyczne przeczesywanie lasów i miejscowości, jednak okazała się ona nieskuteczną. Upowcy znający lepiej teren rozpraszali się, ukrywali, bądź odrywali bez trudu od obławy. Podczas operacji Wisła UPA unikała działań zaczepnych, walczyła jedynie w obronie lub dla zdobycia potrzebnych jej zapasów, ewentualnie organizowała zasadzki na małe grupki żołnierzy w terenie. UPA działała głównie w nocy, dzień wykorzystując do odpoczynku w legowiskach i w bunkrach.

Jak zeznawał później jeden z upowców, „w naszych szeregach zapanowała panika. Każdy pytał, co będzie dalej. Jak to się wszystko skończy. Na te i inne pytania nie było żadnej odpowiedzi.”

W związku małą skutecznością podjętej taktyki, 2 maja 1947 WP przeszło na sprawdzoną przez Sowietów taktykę tropienia oddziałów ukraińskiej partyzantki. W razie wykrycia oddziału UPA uruchamiano do akcji pościgowej kompanie operacyjne, utworzone przy każdym pułku. Akcja pościgowa była kontynuowana aż do całkowitego rozbicia grupy UPA. Stosowano różnego rodzaju fortele, np. zasadzki przy ciałach zabitych upowców. Działały także „bandy pozorowane” czyli oddziały udające UPA mające za zadanie zebranie informacji wywiadowczych i likwidację mniejszych grup UPA. Najsłynniejszą taką jednostką była „czota Czumaka”, która w dniach 2-3.06.1947 podjęła nieudaną próbę schwytania (względnie zabicia) krajowego prowidnyka Jarosława Starucha.

W czerwcu 1947 UPA zdała sobie sprawę, że walka jest przegrana. „Już kończą wysiedlać i my zostaliśmy jak Robinson Kruzoe” - pisał jeden upowiec. „Polacy tropią nas bezustannie i wydaje się, że nie ma już dla nas miejsca na ziemi” - wspominał inny. 29 czerwca sotnie „Chrina” „Stacha” i „Bira” przedostały się na sowiecką stronę, gdzie działały jeszcze przez rok. Za nimi także podążył ich dowódca, kurinny „Ren”. Natomiast sotnie z kurenia „Bajdy” przez Czechosłowację przebijały się na Zachód. Udało się to całej sotni „Hromenki, której rajd przez Czechosłowację trwał 3 miesiące. Z kolei sotnie „Burłaki”, „Łastiwki” i „Kryłacza” po ciężkich stratach zadanych przez WP 22 czerwca 1947 także uciekły na czechosłowacką stronę, lecz tam uległy rozproszeniu. Tylko niedobitki zdołały przedrzeć się na Zachód. Sam „Burłaka” został aresztowany i przekazany Polsce. Pozostałe kurenie („Zalizniaka” i „Berkuta”) rozwiązano, gdyż w obliczu straty oparcia w terenie w wyniku przesiedleń taka forma walki była bezcelowa. Pozostała głęboko zakonspirowana siatka OUN, którą władze zlikwidowały w ciągu kilkunastu miesięcy. We wrześniu 1947 wpadli szef SB OUN Fedoriw-”Dalnycz” oraz „Stiach” (ten drugi popełnił samobójstwo). W marcu 1948 aresztowano Mirosława Onyszkiewicza „Oresta”.

Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura