Barbarzyńcy nie stoją u bram nowoczesnego państwa, lecz rządzą nami już od pewnego czasu. O ile ich rządy nie są może całkiem stabilne, tow życiu publicznym toczy się wojna domowa prowadzona innymi środkami niż te czysto militarne." - to cytat, z książki z 1982 roku (kto zgadnie autora?), ale jakoś tak jakby pasuje do nas samych, czyż nie?
„W wymiarze politycznym społeczeństwa zaawansowanej nowoczesności na Zachodzie stanowią oligarchie, mylnie interpretowane jako liberalne demokracje. Zdecydowana większość tych, którzy je zamieszkują, pozostaje wykluczona z przynależności do elit, które decydują o zakresie alternatyw, pomiędzy jakimi głosujący mogą dokonywać wyboru”.
Ponieważ nie sposób uzgodnić, co stanowi nasze dobro wspólne, to pozostaje wymuszanie oraz manipulacja. Sama zaś „polityka sprowadza się do wojny, prowadzonej innymi środkami”;
Powyższe wypisy zdają się sugerować:
· że patriotyzm polski jest staroświecki,
· że oczekiwanie wobec nowoczesnych liberałów wiarygodnych programów, korzystnych i zrozumiałych dla obywatela - jest źle zaadresowane;
· że nasza wojna polsko-polska to fragment szerszego krajobrazu, gdzie materialistyczny porządek oligarchów, podszyty jest chaosem i lewym biznesem.
Z perspektywy tak pojętej "NOWOCZESNOŚCI", nasze państwo nie różni się niby aż tak bardzo od oligarchii na wchodzie czy zachodzie. Tylko, że na Zachodzie, zwykli wyborcy potrafią wyegzekwować dla siebie przynajmniej pewne elementy praktycznego programu. A my? Mamy głosować na "wizerunki"?
Jak na mój gust, to podły marketing, obliczony na szyderstwo z polskiej tradycji niepodległościowej, powinien zostać zdyskwalifikowany. Lecz w Realu, nic tego nie zapowiada.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)