Brakuje kultury politycznej
Brakuje u nas konwencji zaciętych sporów rzeczowych, przy zachowaniu szacunku i kurtuazji (i to nieudawanej). Powiem więcej, ten brak, źle się odbija w naszej polskiej polityce, gdzie poważne debaty ledwie są pozorowane i szybko przechodzi się do obelg, szyderstw i pożal się Boże "głosowania". Nikt nikogo do niczego nie przekonuje. Mówcy atakują się nawzajem, aby przeciwnika stratować, oskalpować, pozbawić godności. Zamiast wytykać sobie nieumyślne błędy, brak pełniejszych przemyśleń i hartować własne stanowisko w ogniu prawdziwej dysputy, mamy „rażenie wroga”, usiłowanie kompromitacji, wzbudzanie u publiczności moralnego potępienia lub estetycznej odrazy – do wroga.
Ostatnio podjęto próby pewnego złagodzenia barbarzyńskich obyczajów w tym zakresie, lecz wynikiem tego jest sztuczna dykcja i nieszczera kurtuazja. Praktyczna konsekwencja: Znowu decydować ma siła, przewaga, która uzyskiwana jest w cichych, niepublicznych, interesownych targach. Tak "kwitną" chwasty demokracji, podlewane biznesem medialnym i tym najbardziej drapieżnym potworem czystego zysku.
Dyskusja, prawda, rzetelna argumentacja - te walory republikańskich instytucji - w polskiej demokracji gdzieś wyparowały. Albo może raczej nie wyhodowano tej wymagającej, szlachetnej uprawy. Co pozostaje: miażdżenie wrogów (przy pomocy wyborców), lincz w mediach, wzajemne ośmieszanie się i z gruba ciosane walenie po kostkach.
Koalicje zawiera się, żeby wykończyć pozostałych, znieść ze sceny lub przynajmniej zmarginalizować.
W ten sposób jednak dochodzi do autokompromitacji całej naszej klasy politycznej, a „przy okazji” i do ośmieszenia naszego państwa czy jak kto woli polskiej demokracji.
Wpis powyższy powstał jako rozwinięcie odpowiedzi na polemikę salonowicza o Nicku: Grudeg (któremu niniejszym dziękuję za inspirację).


Komentarze
Pokaż komentarze (6)