29 obserwujących
40 notek
192k odsłony
2071 odsłon

Czterech jeźdźców Apokalipsy

Wykop Skomentuj10

Rankiem, gdy się niechętnie budzisz, pomyśl sobie: budzę się do trudu człowieka. Czyż więc czuć się mam niezadowolonym, że idę do pracy, dla której się zrodziłem i zesłany zostałem na świat? … Czyż zrodziłeś się dla przyjemności? Czyż nie do trudu, nie do pracy? Czyż nie widzisz, jak roślinki, wróbelki, mrówki, pająki, pszczoły czynią, co do nich należy, a stosownie do sił swoich przyczyniają się do harmonii świata? A ty nie chcesz czynić tego, co jest człowieczym (losem)?” (Rozmyślania, V, 1)


Zaraza i wojna

Mówią, że nieszczęścia chodzą parami. Nieprawda, nieszczęścia chodzą stadami, a przynajmniej czwórkami. Czterej są jeźdźcy Apokalipsy: Głód, Zaraza, Wojna i Śmierć. Klęski żywiołowe sprowadzają nieurodzaj i głód. Głód równa pole dla zarazy. Zaraza potęguje głód, co wzmacnia zarazę. Głód i zaraza to objawy śmiertelnej dla państw choroby, która nazywa się słabość. Słabość prowokuje do ataku wrogów zewnętrznych i do buntu wrogów wewnętrznych. Przynosi wojnę. Wojna wzmacnia głód i zarazę. Koło się zamyka. Wszystko to razem równa się śmierci, równie powszechnej jak chleb. I tak to idzie. Jak pożar lasu. Las płonie, póki nie wypali się wszystko, co może się spalić.  

    Pierwsze nieszczęście to był katastrofalny wylew Tybru, który miał miejsce albo na jesieni 161 roku, albo na wiosnę 162 roku, czyli na samym początku panowania Marka Aureliusza. Tyber wylał z brzegów i zalał większość Rzymu, powodując głód, jak piszą historycy. Mylenie skutków i przyczyn. Rzeka wylała na skutek wyjątkowo obfitych opadów deszczu. Właśnie te ulewne opady deszczu spowodowały nieurodzaj, plony zgniły na polach, niewiele udało się zebrać, oraz dały katastrofalny wylew Tybru. Co wywołało późniejszy głód, który musiał sięgać do zbiorów roku kolejnego, a może i na następne lata. Fatalna zapowiedź na samym początku, w pierwszych latach rządów Marka Aureliusza, tak świetnych z pozoru. Głód panował jeszcze długo potem, gdy ulice Rymu już obeschły z powodzi a miasto wróciło do normalnego życia. W tym samym roku 161 zaatakowali Partowie. Marek Aureliusz rozkazał przerzucić legiony znad Dunaju na wschód do Syrii, by wzmocnić posiłkami tamtejsze wojska rzymskie. Nie miał innego wyjścia, cała wschodnia ściana imperium waliła się. Po pięcioletniej wojnie zawarto zwycięski dla Rzymu pokój w 166 roku. Marek Aureliusz rozkazał powrócić legionom nad Dunaj, bowiem w barbarzyńskich plemionach na północ od Dunaju, a zwłaszcza w państwie Markomanów, burzyło się, wrzało i zbierało się na wielką burzę. Przy okazji wydzielone, najlepsze jednostki uświetniły tryumf cesarzy Marka Aureliusza i Lucjusza Werrusa w Rzymie w 166 roku. Było to normalne postepowanie cesarzy. Granic wówczas strzegło 30 legionów plus drugie tyle wojsk sprzymierzonych w sumie około 300 tys. żołnierzy. W czasie małych zagrożeń tyle wystarczało. Gdy wybuchała wielka wojna, cesarze przerzucali legiony a to Syrii, a to nad Ren czy na limes naddunajski, tam, gdzie akurat groziła nawała. Przemarsz legionu znad Dunaju do Syrii, lub z powrotem, mógł trwać i pól roku, lub dłużej. Nie było przecież ani kolei, ani samochodów.

   Tym razem poszło jednak inaczej niż zwykle. Wracające ze wschodu wojsko wiodło ze sobą zarazę, pochodząca prawdopodobnie z Chin. Po raz pierwszy wybuchła ona wojskach rzymskich oblegających miasto Seleucję nad Eufratem w 165 roku. Epidemia stała się owym przysłowiowym kamykiem, który pociągnął lawinę wydarzeń ku wielkiemu kryzysowi państwa w kilkadziesiąt lat później. Rok później zaraza dotarła do Rzymu, by następnie ogarnąć całe imperium. Często uważa się, że zaraza zwana epidemia Antonimów to była dżuma, ale raczej to nie była dżuma, lecz inna choroba zakaźna. Znamy dokładny opis choroby pochodzący od największego lekarza okresy rzymskiego Galena. Galen obserwował wybuch zarazy w Rzymie w 166 roku i trzeba mu wierzyć. Galen fachowo zanotował objawy: gorączka, biegunka, zapalenia gardła, wraz z krostkowatymi lub suchymi wykwitami po dziewięciu dniach. Suche krosty na ciele świadczą, iż to nie była dżuma. Obecnie uważa się, że była to ospa, albo odra, raczej typując ospę. Jeśli to była ospa, to było to pierwsze zetknięcie Europejczyków z tą chorobą. Ludzie zazwyczaj utożsamiają ospę z jej najłagodniejszą postacią – ospą wietrzną. Zapominają, że ospa to straszliwa choroba. Istnieje kilka rodzajów ospy. Śmiertelność na ospę prawdziwą sięga nawet 95%! Oczywiście u osób nieszczepionych, ale w czasach Maraka Aureliusza nikt nie słyszał o szczepieniach. Poza tym ospa bardzo łatwo się przenosi, jest bardzo zaraźliwa. Rezultaty były straszliwe. Galen zaobserwował, że śmiertelność wynosiła 25%, umierał jeden na czterech chorych. Leków nie było żadnych, nic nie działo. Albo chory zwalczył chorobę siłami organizmu, albo nie. Ówcześni lekarze i ich „kuracje” tylko pogorszali stan chorego. Właśnie na początku opanowania cesarza Marka Aureliusza, około roku 165 n.e. tuż przed wybuchem epidemii, imperium rzymskie osiągnęło maksymalne zaludnienie. Jak się szacuje, zamieszkiwało go około 61 milionów ludzi,. Zaraza zabiła co najmniej 5 milionów ludzi, w przybliżeniu 10 % mieszkańców. W niektórych regionach wymarła 1/3 populacji. Opustoszały miasta i wsie, nie tylko na skutek śmierci od zarazy, ale też panicznej ucieczki, która sprzyjała rozprzestrzenianiu się choroby. Takie zarazy nazywa się współcześnie pandemią. Pandemią Antoninów najmocniej dotknięte zostały najgęściej zaludnione i najbogatsze regiony w tym największe miasta imperium: Rzym, Aleksandria i Antiochia. W Rzymie, w szczycie zarazy umierało dziennie dwa tysiące ludzi! Rzym liczył wówczas 400, góra 500 tysięcy ludzi, czyli mieścił się miedzy Szczecinem a Gdańskiem, jeśli chodzi o liczbą mieszkańców. Wedle naszych pojęć nie był wielkim miastem. Co by się działo, gdyby współcześnie w takim Gdańsku umierało dziennie 2000 ludzi? I to przez dwa, czy trzy miesiące, dzień w dzień? Epidemię historycy nazwali zarazą, czy pandemią Antoninów, umyślnie błędna nazwa. W VI wieku za ponawiania cesarza Justyniana w cesarstwie wschodnim wybuchła pandemia dżumy. Nazwana ja epidemią Justyniana od imienia panującego cesarza. Justynian był zresztą jedną z ofiar dżumy. Zatem i ta pandemia powinna nosić nazwę pandemii Marka Antoniusza, ale historycy niezmiernie lubiący cesarza – filozofa nazwali tę epidemię epidemią Antoninów.

Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura