29 obserwujących
53 notki
197k odsłon
  128   0

Plusy dodatnie

Dziś dzień prezentów, czyli plus. Jak mawiał nasz były rezydent, w cywilu elektryk, plus dodatni. Dawniej mówiono święty Mikołaj. Dziś święty zniknął, nie ma już świętych, ale Mikołaj został. I zostały prezenty, to najważniejsze. Prezenty, otrzymywane prezenty zawsze są dobre, mniejsza o pretekst, z powodu którego je otrzymujemy. Święty to ktoś, dla którego najważniejszy jest Bóg, a cała reszta, jego życie, w tym życie seksualne, jest temu głównemu celowi podporządkowana, Dlatego świeci prowadzą(ili) bardzo wstrzemięźliwe życie seksualne, a najczęściej przyjemności seksu całkowicie się wyrzekali. Współcześnie święty to obciach, bowiem dziś im kto więcej ma partnerów seksualnych, i to najlepiej obojga płci, tym lepiej i nikt się tego nie wstydzi. Są tacy… swingersi… (się nazywają ?) którzy zbierają się grupowo i kopulują każdy z każdym, w parach, trójkątach czy innych wielokątach, i są dumni, ilu to partnerów, czy partnerek grupowo zaliczyli. Ale, jak sądzę, także swingersi lubią prezenty, tylko jakie…? Może sztuczny członek niezwykłych rozmiarów, czy kształtów? Odświeżacz o miłym zapachu i smaku do ust, odbytu, pochwy? Lubrykanty, czy inne erotyczne utensylia? Lub gumowa lalka najnowszej generacji z wbudowanymi silniczkami i sztuczną skórą, prawie jak naturalna, by sprawiać posiadaczowi jak najwięcej przyjemności?

    Każdy ma takie prezenty, na jakie zasługuje. Kiedyś święty Mikołaj przynosił prezenty pod choinkę, albo kładł je koło łózka, gdy dzieci spały. Dziś mamy skarpety, do których kładzie się prezenty, kopia od Anglosasów, i Mikołaja (bez św.) co spuszcza się przez komin. Nawet dowcipy importujemy z usa. Ale prezenty są znacznie cenniejsze, to duży plus. Szmaciana lalka żadnej dziewczynki już nie ucieszy, a żadnego chłopca plastikowy pistolet. Badziewie nie przejdzie, jak czekolada to prawdziwa, markowa, a nie wyrób czekoladopodobny. Coś za coś.

   Żyjemy w czasach pandemii, łagodnej co prawda, powadziłabym… delikatnej. Ośmielę się jednak twierdzić, że i pandemia ma swoje plusy, czyli plusy dodanie, bo pandemia ma plusy ujemne, to oczywiste. Marna pandemia, o niskiej śmiertelności to duży plus, tu każdy chyba się zgodzi, bo kto chciałby oglądać trupy na ulicach? Lecz nie brak i innych plusów. Naszła mnie taka myśl podczas wizyty w centrum handlowym bodaj dwa dni temu, był początek grudnia. A tam ustrojone choinki, światełka, oczywiście bez żadnych elementów religijnych, no i kolędy lecące z głośników. Nie są to kolędy, ale piosenki, czy kompozycje skrojone na melodię znanych kolęd. W tym roku nakręcanie klienteli, by na niby święta kupowali jak najwęziej prezentów za jak najprawdziwsze pieniądze, zaczęło się na początku grudnia. Przedstawiciele sieci handlowych otwarcie przyznają, że połowę całorocznych zysków przynosi im okres przedświąteczny. Grudzień przynosi im tyle samo zysków, co pozostałe jedenaście miesięcy razem wziętych. A przecież handlowcy sprzedają to, co wyprodukowali producenci. Grudzień to ważna część produktu narodowego. Jest o co walczyć. Dlatego dawniej, dawniej, czyli by daleko nie sięgać w zeszłym roku, „święta” w wielkich sklepach zaczynały się już na początku listopada. Gdy handlowcy tylko ściągnęli z ekspozycji znicze po dniu zmarłych, wyciągali z magazynów choinki, lamki, plastikowe girlandy i zaczynała się starannie reżyserowana gorączka, najpierw Mikołaj, potem święta. Od początku listopada do początku stycznia z głośników leją się pseudo kolędy, przez bite dwa miesiące. Klient wejdzie do galerii, kupi, co mu trzeba i wyjdzie. Nieszczęśni pracownicy, którzy w galeriach pracują po 10, 12 godzin, od otwarcia do zamknięcia –gorączka przedświąteczna, wszystkie ręce na pokład – i którzy przez 12 godzin musieli słuchać tych pseudo kolęd puszczanych w niekończącej się pętli, jak w chińskiej torturze, przeklinali każdą ciężko zarobioną złotówkę. To, że związki zawodowe pozwalają na torturowanie pracowników, specjalnie mnie nie dziwi. Związki zawodowe są przecież po to, by związkowym działaczom żyło się dobrze, a nie zrzeszonym pracownikom.   W tym roku i choinki i kolędy zaczęły się do początku grudnia. Czyż to nie jest plus?  

   Poza tym, mimo pandemii, prezenty trafiają do skarpet, jak co roku. To kolejny plus. Inny plus to powracająca dyskusja o aborcji wywołana przez tzw. Strajk Kobiet. Śmieszna nazwa, bo olbrzymia większość kobiet nie chce o tym strajku słyszeć, ani mieć z nimi cokolwiek wspólnego. Ale te, niezliczone feministki, tych kilka setek zbzikowanych bab i rozpustnych, wyuzdanych lesbijek z Warszawy, Krakowa, Gdańska, owszem, a w końcu to one się liczą, czyż nie? Przecież to sama śmietanka kobiecości, cokolwiek to znaczy. Ktoś powiedział, że żyjemy w czasach paranoi. Jakże słusznie. Na absurd najlepszą odpowiedzią jest zdrowy śmiech. Lepiej się śmiać niż płakać. Osobiście jestem wielbicielem, nie Strajku Kobiet, rozróby na ulicach mnie nie cieszą, ale szczerze lubię oglądać w telewizji przedstawicielki Strajku Kobiet; ichnia wierchuszkę, ten komitet wykonawczy i politbiuro nowej, a jakże starej w istocie, partii postępu. Siedzi kilka kobiet za stołem, zamaskowane, z powodu epidemii w maskach czarnych z czerwonymi błyskawicami, niby tajne zebranie gangu sycylijskich złodziei w Corleone. I wysuwają swoje żądania, czy postulaty. Żądania jak z bajki Król Maciuś I, o chłopcu, co został królem i wprowadził rządy dzieci. Rządy dzieci nazywano pajdokracją, jak nazwać rządy feministek: idiotkokracja? Paniom ze Strajku Kobiet dobrze w maskach. Osmielę się rzec, iż przewodnicząca Strajku Kobiet, pani L. – zawodowa feministka i lesbijka, a więc kobieta do potęgi drugiej – o wiele lepiej wygląda w masce niż bez niej. Nie tylko pani L zyskuje na zamaskowaniu fizjonomii. Kolejny plus pandemii.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale