29 obserwujących
40 notek
204k odsłony
  151   0

Nihil novi

Mamy lato, środek sezonu urlopowego. Wszyscy wyjechali na wakacje, jak nie wyjechali to wyjeżdżają, albo przynajmniej myślami są gdzieś… gdzie trawa zielona, morze niebieskie, a piasek żółty i ciepły od słońca. Lecz nie w tym roku, nie w te wakacje. Mimo końca lipca wiele się dzieje w kraju, i na świecie, i w Europie. U nas, w kraju, jako to kiedyś mawiano, po olśniewających sukcesach z zagranicznego turnée powrócił były premier, i były „krul europy”, Herr T., zwany przez złośliwych i zawistnych – a tych nie brak, zwłaszcza u nas – ryżym folksdojczem. Czy te sukcesy były tak wielkie i tak olśniewające, i czy jego koncerty polityczne spotkały się z tak olbrzymim aplauzem publiczności, można by nad tym długo dyskutować. To za jego „panowania” z Unii Europejskiej wystąpiła Wielka Brytania, jeden z największych i najważniejszych krajów Unii. Z drugiej strony wypchnięcie, albo odejście Brytanii, znakomicie umocniło dominację Niemiec w Unii. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Kiedyś w unii rządziły trzy państwa: tzw. Wielka Brytania – mówię tak zwana, bo wcale nie jest wielka, mocno się zbiegła i sfilcowała – oraz Niemcy i Francja. Oczywiście były również inne państwa, ale mówię o tych, co miały realny wpływ. Polityka to nie bajka. Wielka Brytania tradycyjnie nieufna wobec mocarstw europejskich, Francji, a zwłaszcza Niemiec, zawsze była przeciwna pomysłom niemieckim, a szczególnie przeciwko sojuszowi niemiecko – francuskiemu i z upodobnianiem zatapiała ich pomysły ściślejszej integracji. Brytole pozycję mieli silną po dwóch wygranych wojnach światowych, więc Niemcy ustępowali, albo szli na kompromis, pamiętając o przegranych wojnach, a Francuzi, jak to Francuzi, pętli się od jednego do drugiego, usiłując pożywić się resztkami z pańskiego stołu. Objeść się Angoli nie dało, ani zastraszyć, czy zakrzyczeć, zostawała tylko perswazja. Trzeba było wiele czasu i wysiłków różnych kanclerzy i premierów, czy prezydentów, by nieufnych Angoli przekonać, co często się nie udawało, bo zawzięcie pilnowali własnych, brytyjskich interesów. Słowem Brytyjczycy z upodobaniem sypali piasek w tryby i wpychali kij w szprychy europejskiego mechanizmu, znanego unią, i sprawiali, że ten mechanizm przypominał wiatrak. Ale taki wiatrak, co macha skrzydłami i mocno szumi, lecz mąki nie miele. O to już się kolejni angielscy premierzy starali, by z tej mąki chleba nie było. A jeśli już to z zakalcem.

 Mijały lata i dziesięciolecia, minione tryumfy odchodziły w niepamięć, kiedyś wielka… Brytania stawała się coraz mniejsza za to krzepła brukselka oligarchia, i jej wszechpotężna biurokracja. Mnożyły się spory a to o przepisy fitosanitarne, o paszporty dla psów, a to o długość pociągów towarowych, lub o emigrantów, czy o napięcie w gniazdkach, a to o krzywiznę banana… Przedmioty sporów mnożyły się jak króliki, a kłótnie ciągnęły się bez końca. W końcu Brytyjczycy splunęli, powiedzieli, że mają dość kopania się z koniem i że wypisują się z tej całej unii. Splunęli w przenośni, w rzeczywistość powiedzieli nie Unii w referendum 23 czerwca 2016 roku – patrzycie państwo, to już pięć lat minęło! – i opuścili Unię 1 stycznia bieżącego roku kończąc wreszcie, zda się niekończący, się Brexit. Faktycznie od referendum, od 5 lat Brytyjczycy nie uczestniczyli w podejmowaniu decyzji w Unii. Przez te lata Niemcy, niemiecki rząd i kanclerka Makrela, o wyglądzie, nazwisku i cieple wędzonej makreli miała dość czasu, by poczuć smak władzy w Europie.

Brystole mogą trzasnąć drzwiami i wyjść z Unii, bo mieszkają na wyspach. Wyspiarze tak mają. Mają przecież swoje wyspy. Mają gdzie się wycofać. Bezpieczne miejsce. Szczęściarze! Narody kontynentalne nie mają takiej łatwej możliwości wymiksowania się z nieudanego związku, szczególnie my, co zajmujemy korytarz, albo bramę miedzy zachodnią a wschodnią Europą. Nikt nie zwrócił uwagi na ciekawą koincydencję miedzy wycofywaniem się Brytanii z Unii, a walką, jaką Unia prowadziła o „praworządność” w Polsce, z polskim rządem. Temat praworządności w Polsce zaczął się około pięć lat temu, kiedy Brytyjczycy zdecydowali o wyjściu z Unii. Akurat u nas do władzy doszła opozycyjna, konserwatywna partia, która, o zgrozo! nie chciała nadstawiać ucha szeptanym poleceniom Wielkiego Brata zza Odry. Z każdym rokiem konflikt narastał. Dziś, gdy tzw. Wielka Brytania już formalnie jest poza Unia, kwestia „praworządność” w Polsce stanęła na ostrzu noża.

Oczywiście rzekoma troska Unii Europejskiej o praworządność w Polsce to kłamstwo, i to kłamstwo piętrowe. Za ta cała aferą stoją Niemcy, Berlin a nie Bruksela. Unijni, napuszeni komisarze to figuranci, marionetki, którymi pociąga za sznurki kanclerka Makrela. Nie chodzi o żadną „praworządność”, ale o podporzadkowanie Polski nie Unii znowu, lecz niemieckiej Czwartej Rzeszy. Można mieć wiele zastrzeżeń do naszych sądów, czy prokuratury, zwłaszcza tempa ich pracy, ale to ma nic do rzeczy. Praworządność w Polsce jest nie gorsza niż w wielu innych krajach tak wschodniej, jak zachodniej Europy, których nikt się nie czepia. Jak zwykle w polityce, nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale by gonić go. Nie o rządy prawa rzecz idzie i niezależność sędziów, ale o użyteczna pałkę do walenia po głowie niepokorny i nieuległy polski rząd. Gdyby wybory wgrała proniemiecka partia z jej szefem, Herr T-iem., tematu praworządności by nie było. No chyba, żeby Herr T. zaczął fikać wobec swoich niemieckich mocodawców, ale jemu akurat to nie grozi. Trzeba przyznać, że szefowa teatru brukselskich marionetek – kanclerka Makrela znalazła niezwykle sprytną i użyteczna metodę do uderzania w polski rząd. Niemcy mają szczęście do kanclerzy po wojnie, bo też wcześniej mieli wielkiego pecha do swoich fürhrerów. Stąd troska o rządy prawa w Polsce wyrażane miast Niemców – co mogło się źle kojarzyć i przywoływać niemiłe, histeryczne wspomnienia – per procura przez brukselskich najmitów - komisarzy. Świetny wybór. Praworządność! Któż jest przeciw rządom prawa?! Kto sprzeciwia się demokracji i wolnym mediom? Kto nie wesprze Unii w jej walce o praworządność w Polsce? W tym dzikim, strasznym, antysemickim kraju, gdzie tubylcy na rękach mają jeszcze zakrzepłą, żydowską krew!?

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale