26 obserwujących
45 notek
179k odsłon
90 odsłon

Jak żyć?

Wykop Skomentuj

Niedługo kolejne wybory, a teraźniejsza kampania wyborcza jest tak nudna, i tak przewidywalna, że nie warto o niej wspominać. Karty zostały rozdane. O ile nic niespodziewanego się nie zdarzy, to wyniki są znane przed głosowaniem. Czym tu się pasjonować? Wybory to święto demokracji. Podobno. Jeżeli to jest święto, to jaki jest dzień powszechny demokracji? Święto świętem, niech będzie, lecz „zwyczajny” dzień, i „zwyczajne” sprawy są ważniejsze. Piszę w cudzysłowem, bowiem każdy tak zwany „zwyczajny” dzień jest w istocie nadzwyczajny i wyjątkowy, a „zwyczajne” sprawy są ważniejsze niźli zwycięstwa, lub klęski królów, czy innych, wielkich i możnych tego świata. O czym innym chcę napisać. O ważnej sprawie. O szukaniu odpowiedzi na proste pytanie: jak żyć?

    Jak żyć? Jak żyć? Po co się pytać o coś, co wszyscy wiedzą! Wszyscy razem, i każdy z osobna jakoś żyją, lepiej lub gorzej, ale jakoś sobie radzą, więc po co o tym gadać? Kilka lat temu z cała ostrością to pytanie postawił ówczesnemu premierowi pewien ogrodnik i to publicznie, w telewizji. Nie pamiętam, czy paliwo podrożało, czy ceny papryki, pomidorów, czy ogórków w skupie spadły, dość, że owo egzystencjalne pytanie padło z cała ostrością. Jak żyć? Panie premierze? Jak żyć? Właśnie, jak żyć? Czy to nie jest ważniejsze pytanie, niż to o wynik tych wyborów i przyszłych, i w ogóle wszystkich możliwych wyborów, jakie by nie były?

    Oczywiście, że temu chłopu nie chodziło tu o filozoficzne, lub teologiczne zagadnienie. Ogrodnik, jak pamiętam duży chłop z wielkim brzuchem, miał żal, bo dochody mu się zmniejszyły. Jak związać koniec z końcem gdy kasy brakuje? Problem, który dotyczy niemal wszystkich, zwłaszcza pod koniec miesiąca. Śmieszne, że pytał o to ten chłopo - ogrodnik, co ma z kilka hektarów pod szkłem, lub folią, a dochody liczy w milionach. Za komuny nazywano ich badylarzami i byli przedmiotem powszechniej zazdrości i/lub zawiści. Paliwo podrożało, nawozy poszły w górę, ceny w skupie spadły, była susza, czy za dużo padało, lub pogoda była świetna… Albo kęska urodzaju, albo nieurodzaju – chłopu zawsze strata w oczy wieje. I zawsze znajdzie się powód by o pomoc wołać donośnie i żałośliwie. Stąd to pytanie: jak żyć, panie premierze? Nie pytanie, lecz prośba, wręcz żądanie: sypnij pan kasy, panie premierze, bo my tu marniejem i ze wszystkim giniem… Nędza ostatnia nastała, głód, poniewierka… Co prawda strata ze dwadzieścia, trzydzieści kilo ciała temu badylarzowi wyszłoby na zdrowie, ale co innego jak się człowieka sam głodzi a nie, gdy nie ma co do garnka włożyć. Z drugiej strony, jak się ma hektary pod szkłem to zawsze jaka marchewka, pietruszka, lub pomidor, czy papryka się znajdzie, garnek zapełni i głód nie grozi. Ale jak długo chłop wyżyje na papryce samej i marchewce? Nie czasy to króla Ćwieczka ale XXI wiek. Więc, jak żyć? Jak żyć?

    Właśnie, jak żyć? Kiedyś pytano: mieć, czy być? Za komuny nie było niczego, więc ludzie zastanawiali się nad takimi głupimi problemami. Jak niczego nie można kupić; gdy nie można mieć, to warto chociaż być. Dzisiaj wiadomo, to wiedza powszechna, że trzeba mieć. Mieć. Mieć. Im więcej mieć, tym lepiej. Warszafski nowy mieszkaniec, co żre sushi i chleje proseco, czuje się niekończenie lepszy od chłopa z pobliskiej mazowieckiej wsi, co zajada golonkę z kapustą i chleje wódkę czystą a zimną zakąszana ogórkiem kiszonym. Dlaczego? Bowiem jego rachunki za żarcie są o wiele wyższe, i wielką częścią radości, jaką sprawia mu owe sushi i proseco to świadomość, że tak wielu innych na takie delicje nie stać. Dobrze mieć za co kupić. Dobrze mieć, co sprzedać.

    W świecie trzeba umieć dobrze się sprzedać. Swoja pracę, swoje talenty, umiejętności, swoja osobę, ciało… Sprzedawanie się kojarzy się ze zdradą, polityką, szantażem, brudnymi sprawami. Sprzedaż ciała kojarzy się z prostytucją, chociaż to o wiele szersze zjawisko. Aczkolwiek, nie darmo prostytucja to najstarszy zawód świata. Panie, te nasze miłe, piękne i dobre panie dobrze wiedzą, jak ważne jest dobrze się sprzedać. Znaleźć i sprzedać się odpowiedniemu nabywcy. Dlatego tak zaciekle rywalizują o najlepszych facetów, i jeszcze po udanym połowie wmawiają tym, co wpadli w pułapkę, że to oni je uwiedli. Że niby one, takie niewinne, są tylko ofiarami męskiej chuci. Czego szukają? Uroda jest ważna, lecz panie wiedząc, jak łatwo o spermę i że ładny talerz jeść nie daje, szukają czegoś więcej. Ważniejsze są pieniądze, stosunki, szanse na przyszłość.… Szanse na to, że z tym osobnikiem da się zbudować dostanie, syte gniazdko, wymarzone miejsce dla niej i JEJ dzieci.

    Ostatnio czytałem o rozwodzie najbogatszego (?) człowieka na świecie. Jeśli nie najbogatszego, to na pewno w piątce najbogatszych. Amerykanin, właściciel i prezes imperium internetowego po dwudziestu latach rozwiódł się z żoną. Czy to ona z nim się rozwiodła? Mniejsza. Po rozwodzie była żona zgarnęła ponad 1/3 majątku, bagatela z 18 miliardów dolarów, zostając bezapelacyjnie najbogatszą kobietą na świecie. Tyle że ten majątek wypracował jej mąż, który od zera stworzył i rozwijał przez te lata swoje przedsiębiorstwo, dziś imperium internetowe. Facet pracował po 12, 14 godzin dziennie; ciągłe w rozjazdach, w stresie, w domu był gościem, a ona… to spa, to zakupy, to obrady z architektem wnętrz, to zakupy, to znów spa, to architekt od ogrodów, to impreza charytatywna, czy relaks na prywatnych, pływających pałacach, czy w najlepszych i najdroższych ośrodkach, które innym nawet się nie śnią. No i seks, sporadycznie, czasem, jak mąż wpadnie, miedzy wyjazdem do Hong Kongu a posiedzeniem Rady Nadzorczej. Wychodzi około miliard za jeden rok współżycia. Gdyby ten prezes co noc urządzał orgie z gromadą najlepszych i najdroższych prostytutek, zapłaciłby z tysiąc zarazy mniej za ich usługi, a satysfakcja byłaby gwarantowana. Ale związek, małżeństwo to nie tylko seks. Prawda. Mężczyźni chcą seksu i czegoś jeszcze, kobiety chcą czegoś i ewentualnie seksu, tyle że to coś kobiet i mężczyzn to często nie to samo coś. Albo inaczej: kobiety i koty zawsze spadają na cztery łapy. Mam nadzieję, że ta najbogatsza dama spotka kogoś, kogo pokocha i poślubi. Że wreszcie spotka prawdziwa miłość, nawet miłość do pieniędzy. Czy trafi kosa na kamień…? Ba, ale ta miliardowa dama na to za sprytna. Ciupcianie miłe, czemu by nie? Ale ślub, bez intercyzy!? Mowy nie ma.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale