Bogusław Mazur Bogusław Mazur
623
BLOG

Wielkie inwestycje pod znakiem zapytania. Powodem - trudna sytuacja branży budowlanej

Bogusław Mazur Bogusław Mazur Budownictwo Obserwuj temat Obserwuj notkę 14

Przed polska branżą budowlaną pojawia się groźba takiego kryzysu, który uczyni plany wielkich inwestycji infrastrukturalnych zbiorem pobożnych życzeń. Powodem są przede wszystkim brak odpowiedniego limitu waloryzacji publicznych kontraktów, jak też niewydolność administracji państwowej.

Budować Centralny Port Komunikacyjny czy rozbudowywać już istniejące regionalne porty? A co z siecią linii kolejowych mających ciągnąć się od i do CPK? Takie dyskusje pochłaniają polityków, ekspertów i komentatorów. Podobnie jak dyskusje o budowie elektrowni atomowej, rozbudowie portów, remontach i budowie dróg i autostrad albo o tworzeniu infrastruktury o znaczeniu militarnym. Te debaty mogą też w przyszłości zgęstnieć od dorzucenia kwestii udziału polskich firm w odbudowie Ukrainy.

Budować, tylko jakimi siłami i w jakim tempie?

Spory skupione wokół osi „budować – nie budować” trwają, tylko jakoś nikt nie stawia pytania, czy będzie miał kto to wszystko budować – i w jakim tempie. Bo branża budowlana znalazła się w dole powstałym w wyniku wybuchu wojny i inflacji.

Mechanizm wybuchu w uproszczeniu wygląda tak: oto firma X zawarła w wyniku publicznego przetargu kontrakt o wartości 10 mln zł i na tej podstawie skalkulowała swój kosztorys. Jednak Covid-19, agresja Rosji na Ukrainę oraz inflacja spowodowały zerwanie łańcuchów dostaw jak też wzrost cen materiałów, transportu i robocizny. W rezultacie firma musi płacić dużo więcej niż zakładała w biznes-planie. Oznacza to, że realizując inwestycję, albo stoi na progu opłacalności albo buduje poniżej kosztów.

Kup pan cegłę - nie kupię, bo podrożała

Aby nie być gołosłownym, spójrzmy na wzrost cen. Ceny oleju napędowego wzrosły o ok. 24 proc; cementu - o 39 proc.; betonu - o 23 proc.; kruszywa - o 21 proc.; transportu kolejowego o 35 proc. a kołowego – o ok. 37 procent.

Tu pojawia się problem waloryzacji zawartych kontraktów. Ustawowy limit waloryzacji wynosił 10 procent. Jednak limit ten w I połowie br. przekroczyła około ok. jedna trzecia kontraktów drogowych, w których oferty były złożone przed wybuchem wojny. W rezultacie problemy finansowe dotknęły zarówno generalnych wykonawców, jak i mniejsze firmy ponoszące zwiększone koszty realizacji robót bez uzyskiwania odpowiedniego wynagrodzenia,  pozwalającego uniknąć strat. Toteż odnotowano rekord liczby niewypłacalności i upadłości - liczba niewypłacalności firm budowlanych w I połowie 2023 r. wzrosła o 59 proc. względem 2022 roku. Bo o ile takie branżowe kolosy jak BUDIMEX czy STRABAG sobie radzą nawet w tak trudnych warunkach, o tyle mniejsze firmy już niekoniecznie.

10-15-20, czyli procenty na wagę przetrwania

Po apelach branży rząd jeszcze w październiku, ale już po wyborach parlamentarnych, zdecydował się na podniesienie poziomu waloryzacji do 15 procent. Decyzję rządu branża przyjęła z zasłużonym uznaniem, w końcu 15 proc. oznacza poratowanie iluś firm przed ostatecznym wypadnięciem z rynku. Jednak z branżowych wyliczeń wynika, że aby móc teraz mówić o przywróceniu sensownej rentowności, potrzebne byłoby podniesienie limitu do 20 procent. Z szczegółami stanowiska branży i innych organizacji pracodawców można zapoznać się na stronie Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Do waloryzacyjnego wątku trzeba jeszcze dodać, że mówimy tutaj tylko o kontraktach które były kalkulowane oraz podpisywane jeszcze przed wybuchem wojny na Ukrainie, czyli że w kontraktach które w tej chwili są ogłaszane, limity nadal pozostają na poziomie 10 proc. waloryzacji. I co równie istotne, waloryzacja, póki co, nie dotyczy choćby kontraktów kolejowych, mimo że inflacja wpływa na nie w taki sam sposób jak na kontrakty drogowe.

Czekanie na papiery z pieczątką

I jeszcze krótko wątek administracyjny. Przedsiębiorcy alarmują, że zaplanowane inwestycje będą z powodów opóźnień administracyjnych oddawane do użytku zdecydowanie później. Powód jest prosty - za ogłaszaniem przetargów i przygotowywaniem inwestycji nie poszły przygotowania na poziomie administracji wojewódzkiej. Czyli po prostu brakuje urzędników którzy sprawnie wydawaliby niezbędne do uruchomienia inwestycji dokumenty. Problem ten dotyczy też niektórych urzędów centralnych i rządowych agencji.

Na koniec trzeba wspomnieć o dużej dowolności kontraktów zawartych z samorządami, co w sumie tworzy przed nowym rządem perspektywę otwarcia tak zwanego szerokiego frontu robót administracyjno-budowlanych, bez wykonania których obfite dyskusje o strategicznych inwestycjach będą przypominać wielki plac budowy, po którym tylko wiatr smętnie gwiżdże.

Poglądy idące w poprzek politycznych podziałów, unikanie zamykania się w bańkach dezinformacyjnych, chętniej konkretne sprawy niż partyjne spekulacje. Dziennikarz, publicysta, bloger, z wykształcenia historyk.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka