Rymanowski pokazał swojemu gościowi film z zegarem, który zamieściłem w poprzedniej notce. I choć cała Polska widziała, że w 6 minut po ogłoszeniu dziesięciominutowej przerwy Sekuła zasiadł za prezydialnym stole i przy pustej sali zarządził zakończenie przesłuchania, krzesła zaś i stół nie wniosły sprzeciwu - przewodniczący mówi, że u niego to było 12 minut. Skoro komisja i tak jest już cyrkiem, może posłowie opozycji przeprowadzą mały happening i zrzucą się na zegarek dla swojego szefa. Zresztą co więcej komisji zostało do roboty, skoro - co jest zdaje się nowością w historii naszych komisji śledczych - prokuratura utajniła dokumenty, na których pracować powinni posłowie. To znaczy mogą na nich pracować, ale nie mogą korzystać z nich podczas przesłuchać i nie mogą się na nie powoływać. Ciekawa sytuacja, prawda? Pech, fatum jakieś. Szef komisji jest legalistą, prawo zaś - jest prawem.
Ech, Sekuła pięknie się stara, tylko nerwy mu czasem puszczają. Występuje w roli prymusa, który bardzo chce podlizać się pani, lekcje ma odrobione i wszystko wie, ale gdy stoi przy tablicy ma świadomość, że koledzy grzebią w jego plecaku i albo podrzucą tam coś brzydkiego, albo, co gorsza, znajdą coś bardzo wstydliwego, co wyniósł z domu i o czym wie tylko on... Boję się, czy wytrzyma odwiedziny premiera Tuska i czy pozwoli zadać mu jakiekolwiek pytanie, czy też zakończy przesłuchanie na dziesięć minut przed rozpoczęciem posiedzenia przy współudziale krzeseł i stołu? Dobrze, że przesłuchiwany ma być też Kaczyński, dzięki czemu Sekuła będzie mógł pokazać, że wcale nie występuje w roli adwokata i niańki świadków. Jeśli 4-go karetka nie wywiezie go z Wiejskiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)