bwalentynski bwalentynski
1353
BLOG

Maturalny blef

bwalentynski bwalentynski Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 12

 30 czerwca po raz kolejny był ważnym dniem dla wielu młodych Polaków. Tego dnia tysiące maturzystów dowiedziało się jak poszedł im podobno najważniejszy egzamin w życiu. Rezultaty uzyskane z egzaminu dojrzałości niektórych ucieszyły, niektórych zasmuciły, a jeszcze innych zaskoczyły. Można być pewnym, że każdy z abiturientów odbierając świadectwo maturalne widział przed swoimi oczami przyszłość – widział możliwości, które się przed nim otwierają lub te które utracił. Wymarzone studia, praca, przyszłość – wydawać by się mogło, że to wszystko zależy tylko od jednego kawałka papieru. Szczególnie w obecnej sytuacji kiedy każdy powinien zdać maturę i każdy powinien iść na studia.

Co ciekawe, w tym roku nastąpił swego rodzaju szok – okazało się, że aż ¼ abiturientów nie zdała matury. Okazało się, że w większości przypadków przyczyną porażki był egzamin z matematyki na poziomie podstawowym. Po raz kolejny pojawiły się kontrowersje czy matematyka powinna być obowiązkowa na maturze skoro przez brak jej znajomości można oblać maturę. Można zaryzykować nawet stwierdzenie, że część społeczeństwa chciałaby żeby matura była skonstruowana tak jak egzamin gimnazjalny – niezależnie od wyniku egzamin ten jest „zdany”. Zdany, zdana, zdane – te przymiotniki ostatnio opanowały naszą rzeczywistość i jak można zauważyć nie odnoszą się one do bardzo dobrych czy wręcz doskonałych wyników – odnoszą się one jedynie do możliwości zapomnienia o danym przedmiocie i pójścia dalej.

Niestety w naszym kraju doszło do pewnego rodzaju paradoksu. W imię stworzenia dobrze wyedukowanego społeczeństwa postanowiono zwyczajnie ułatwić zdobywanie kolejnych tytułów naukowych. Trudno zaprzeczyć temu, że każdy powinien mieć dostęp do wykształcenia. Szkoda tylko, że obecnie trudno już mówić o jakości kształcenia, a coraz częściej należałoby mówić o ilości kształcenia. Zacząć można od samej matury, która zdawana jest masowo i każdy młody Polak czuje wręcz przymus posiadania tego pięknego certyfikatu. To właśnie matura otwiera drogę na studia, a później do pracy. To ona podkreśla wartość człowieka i pokazuje jego dojrzałość. Czy aby na pewno? Czy każdy młody człowiek w tym kraju potrzebuje maturę? W kraju, w którym mówi się, że zaczyna brakować fachowców, a studentów od dawna jest za dużo?

Nie oszukujmy się – formalnie matura umożliwia jedynie podjęcie studiów. Niestety obecnie nawet najniższy wynik umożliwia podjęcie edukacji na uczelni wyższej. Ile razy śmialiśmy się ze specjalistów po wyższych szkołach robienia tipsów, smażenia frytek i marketingu? Ile razy pracodawcy skarżyli się, że studenci nie są w ogóle przygotowani do pracy? Ile razy załamywaliśmy ręce nad stanem polskiej nauki? Ile razy profesorowie narzekali na niski poziom wiedzy studentów? Ile razy gazety pisały o tym, że studenci nie mogą znaleźć pracy po ukończonych studiach?

Tych pytań mogłoby być jeszcze wiele i chyba każde prowadziłoby do jednej odpowiedzi. Polska nie może dalej wesoło dryfować w kierunku obniżania wartości wykształcenia. Wykształcenie powinno mieć coś z diamentu. Każdy powinien doceniać jego wartość jednak jednocześnie wiedzieć, że jest to coś rzadkiego coś co nie jest niezbędne do życia. Całość polskiej nauki jest diamentem – pytanie jest jednak czy ten diament można podzielić na kilka mniejszych by każdy z nich pięknie błyszczał czy zmielić w drobny pył i rozdać całemu społeczeństwu by w imię równości społecznej tak naprawdę nie stanowił już żadnej wartości. Nie ma innych rozwiązań – trzeba sobie uświadomić, że ilość rzadko jest przyjacielem jakości. I może problem szkolnictwa wyższego i średniego nie tkwi w jakości, a właśnie w ilości.

Oblanie przez tylu młodych Polaków matury z matematyki, czyli egzaminu, który szanse zdania miałby całkiem dobry gimnazjalista, doskonale wskazuje na naprawdę poważny problem w obecnym systemie nauczania. I jak to zostało wspomniane powyżej problem ten może się rodzić nie tylko z jakości nauczania w polskich szkołach, ale po pierwsze z liczby młodych Polaków, którzy decydują się na podejście do matury. Ciekawym badaniem byłoby zweryfikowanie ilu maturzystów trafia na uczelnie wyższe i ilu z nich idzie na studia z przekonaniem, że chcą się podczas najbliższych trzech czy pięciu lat rzeczywiście czegoś nauczyć czy dowiedzieć. Najprawdopodobniej okaże się, że większość traktuje studia jako kolejną szkołę, którą trzeba skończyć i z której trzeba dostać papierek potwierdzający ukończenie nauki. Gdzie jednak jest tu rzeczywiście miejsce na naukę?

Rzeczywistość na polskich uczelniach wyższych nie jest różowa. Student najczęściej jest tylko kolejnym numerem indeksu, którego zadaniem jest zdobycie ocen i nie sprawianie problemów. Numer nie ma rozumu, nie ma pamięci, istnieje tylko w komputerowym systemie i jest zupełnie anonimowy. Numer najczęściej nie różni się zbytnio od innego numeru i tak naprawdę mało kto doszukuje się różnic pomiędzy różnymi cyferkami. Numer może kryć za sobą wybitnego studenta, jednak w większości przypadków nie jest to rzecz warta jakiejkolwiek uwagi. Numer nie może być kreatywny, wręcz mu się na to nie pozwala. To wszystko prowadzi do wielu wypaczeń, a same studia stają się ich karykaturą. Dochodzi czasem nawet do paradoksu, w którym można zauważyć, że nasza największa narodowa wada czyli ściąganie jest w pewnym sensie premiowane. Wychodząc z egzaminu częściej niż „ale super mi poszło, tyle udało mi się nauczyć” słyszy się „ale super mi poszło, w ogóle nie pilnował i udało mi się wszystko ściągnąć”. Nie ma się co oszukiwać – masowość polskiego szkolnictwa z roku na rok tylko pogłębia tego typu sytuacje.

Skutki tej sytuacji są doskonale widoczne. Brakuje fachowców, brakuje naukowców, a w pierwszej kolejności brakuje po prostu kompetentnych osób. Nie wiem kiedy pozwoliliśmy sobie wmówić, że każdy potrzebuje dyplomu magistra. Niech nie dziwi więc fakt, że spotykamy magistra na kasie w przysłowiowej Biedronce – może to właśnie tam powinien trafić pięć lat wcześniej, a po pięciu latach pracy awansować na „godną magistra” pozycję. My jako naród, jako Polacy potrzebujemy zarówno dobrych kucharzy i spawaczy jak i profesorów i top-managerów. Nie można pozwolić sobie na to by tracić pięć lat młodości na wegetowanie na uczelni jeżeli w rzeczywistości staje się ona kolejnym urzędem, tylko takim gdzie na wydanie kwitka czeka się kilka lat.

Nie każdy musi mieć maturę i należy sobie uświadomić, że potrzebujemy solidnego kształcenia zawodowego. Takiego żeby młodzież kończąc gimnazjum nie bała się iść do szkoły zawodowej czy technicznej i nie traktowała jej jako karę za słabe napisanie egzaminu gimnazjalnego. Szkolnictwo wyższe i średnie może być tylko wtedy skuteczne kiedy wiedza będzie spływała tam gdzie powinna. Nie dopasowujmy siodła do kolejnej świni i nie udawajmy, że może ona biec w jednym rzędzie z rumakiem. Nie niszczmy naszych szans tylko w imię niemożliwych do spełnienia marzeń. Nigdy nie zbudujemy państwa, po którego ulicach chodziliby sami profesorowie. Albo zrozumiemy czym jest wykształcenie albo nadal będziemy fundować młodzieży liceum trwające do 24 roku życia. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Technologie