67 obserwujących
69 notek
438k odsłon
  16330   0

Szkielet w białym kitlu w PRL-owskiej szafie

Naturalnie – odwrotnie niż obecnie – na początku jej kariery bardziej jej się obawiano, niż szanowano. Jej pozycja i zachowanie, jak również fakt, że wyjechała na stypendium do USA, którego odmówiono Marianowi Grzybowskiemu i – przede wszystkim – objęcie Kliniki po aresztowaniu i śmierci profesora spowodowało, że środowisko niepodległościowe lekarskie zaczęło ją winić za śmierć profesora i czystkę w Klinice: rewolucyjna wymiana kadr, która uderzyła w tym okresie w tradycyjną elitę na całym terenie Polski.

 

A potem były już tylko same sukcesy. 3 marca 1949 r. dr Jabłońska oficjalnie nostryfikowała swój dyplom – na dwa dni przed tym, gdy miała zdać egzamin nostryfikacyjny, zresztą na uniwersytecie, który nie był technicznie przygotowany do nostryfikowania tytułów lekarskich. W maju 1949 wyjechała na stypendium do USA, skąd przywiozła „wystrzałowe ciuchy” i przekonanie o „wstecznym charakterze amerykańskiej nauki lekarskiej "(Służba Zdrowia, nr. 5, 31 stycznia 1950). Z drugiej strony chwaliła „Podstawy rozwoju i osiągnięcia nauk medycznych w Związku Radzieckim” (Życie Nauki, nr. 6, 1951). W przyśpieszonym tempie i znowu przy nagięciu wymogów formalnych dr Jabłońska zdała doktorat w lutym 1950. Habilitację uzyskała w 1951, a profesurę w 1952. Do PZPR wstąpiła w maju 1950 r., protegowała ją rodzina komunistycznego szefa bezpieczeństwa Jakuba Bermana. W międzyczasie dr Jabłońska przejęła Klinikę profesora Grzybowskiego. Jednym słowem: była zaufanym człowiekiem reżimu. I pozostała nim do końca, gdy w 1990 r. jako jeden z najczęściej cytowanych naukowców polskich, wychowawca kilku pokoleń lekarzy, przeszła na emeryturę.

 

Marek Wroński wykonał niesamowicie pożyteczną pracę. Uchylił kurtynę obnażając mechanizmy sukcesu pod okupacją komunistyczną w sowieckiej kolonii zwanej PRL. Paradoksalnie – w normalnym systemie, dr Jabłońska nie musiała uciekać się do rewolucyjnego przyśpieszenia swojej kariery. Była przecież zdolna i pracowita. Dokonała jednak wyboru. Odrzuciwszy naturalny cykl ewolucyjny intelektualnego rozwoju jednostki, profesjonalnie osiągnęła wszystko co było do osiągnięcia w przyśpieszony sposób w spaczonych warunkach komunistycznego totalitaryzmu. I jak jasno wynika w konfrontacji jej wypowiedzi ze współczesnymi dokumentami i zeznaniami świadków, po dzień dzisiejszy nie potrafi sama z sobą dojść do ładu. W tym sensie – i tylko w tym – jest również ofiarą systemu, który utrwalała i który wyniósł ją na naukowe szczyty. Jest ofiarą z wyboru. Bo można było postępować inaczej – jeśli nie tak nieskazitelnie jak profesor Marian Grzybowski, to tak jak choćby dr Marek Edelman. Ile jednak takich szkieletów znajduje się w różnych polskich szafach? .

 

 

_______________________________________

 

Marek Wroński, Zagadka śmierci prof. Mariana Grzybowskiego Warszawa: Artgraf, 2004, II wyd. poszerzone 2007

Do nabycia  via:  zamowienia@aol.com 

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale