www.rogala.pl
Pomocny Poprzez Edukowanie
6 obserwujących
380 notek
274k odsłony
  299   0

Dlaczego nie jestem ateistą

11 lat temu ukazała się moja książka pod pseudonimem. Nie miałem odwagi, aby podpisać się swoim nazwiskiem. Ale minęło tyle lat. To fragment mojej książki:

Bardzo lubię chodzić do kina. Ostatnio modna stała się tematyka

„końca czasów”, co jest zapewne związane z rozreklamowaną

przepowiednią Majów dotyczącą 2012 roku.

Kiedyś zastanawiałem się nad tym, jaki film zrobiłby największe

wrażenie na niewierzących, „sprzedałby” najskuteczniej wiarę

w Boga, obrzydził ateizm. Na co powinno się położyć nacisk

w takim filmie? Czy, jak to jest robione najczęściej, na wieczną

szczęśliwość w raju: uśmiechnięte twarze, piękne widoki

i obecność Jezusa u boku? Chyba nie. To są obrazy skierowane

do już przekonanych, a wywołujące uśmiech na twarzach

drugiej strony. Taki film mógłby się skupić właśnie na

POMYŁCE ateisty – na jej przerażających konsekwencjach.

Cała akcja powinna przygotowywać widza – osobę wątpiącą,

osobę pośrodku, a także ateistę – do emocjonalnego przeżycia

końcowej sceny filmu. Oczywiście, dla większego efektu

zakończenie powinno być zupełnym zaskoczeniem.

Mamy okres wyjątkowej aktywności wojujących ateistów,

karmiących nas i siebie ideologią walki o prawdę, o dobro,

a przede wszystkich o godność człowieka; bycie ateistą staje się wręcz trendy – tak powiedziałby mój syn. Film może opowiadać

o takim pasjonacie. To powinien być bardzo pozytywny bohater,

niemal bez skazy. Naukowiec – biolog lub fizyk, który jest

autorem bestsellerów – przekonuje z pasją, jak nikt inny,

że życie skończone jest piękne, że do szczęścia nie trzeba wiary

we wróżki. Widzimy sceny z licznych wykładów, wywiadów

i późniejsze gratulacje, listy z podziękowaniami, uwielbienie

słuchaczy i czytelników. Obserwujemy rosnącą pasję bohatera

i coraz większe przekonanie, że walka z zabobonami, z wiarą

w „czajniczki na orbicie” ma wielki sens i staje się coraz

bardziej pasjonująca dla bohatera, który nawraca na „drogę

prawdy” tysiące ludzi. Także widza. W połowie filmu, a nawet

do ostatnich pięciu minut, widz w pełni utożsamia się

z bohaterem: nie tylko go podziwia, ale się z nim zgadza. Widz

ateista mówi do siebie: No właśnie, tak trzymać, też taki będę,

widz wątpiący przestaje wątpić: Teraz już jestem pewien,

w jakim kierunku mam się udać. Obok jednak jest drugi bohater,

postać raczej drugoplanowa, ale na końcu najważniejsza –

małżonka naukowca: osoba głęboko wierząca, zupełnie inna od

większości tzw. wierzących, których krytykuje główny bohater

filmu, mąż. Obok tego spektakularnego sukcesu na polu zawodowym,

w którym zwycięstwo goni zwycięstwo, w którym

każdy oponent ponosi spektakularną porażkę (obserwujemy

z napięciem wygraną debatę telewizyjną z uznanym teologiem),

rozgrywa się rodzinny dramat dwojga ludzi. Żona wierzy

w Boga, nie w krasnoludki, nie w bananowy księżyc. Wierzy

szczerze i głęboko. Jej wiara przynosi wspaniałe owoce i kobieta

walczy z taką samą pasją jak mąż, ale nie o zbawienie ludzkości,

tylko o własne dzieci, o ich wiarę, a nawet o nawrócenie męża

– z wielkiej do niego miłości. Tych dwoje ludzi wiąże wspaniałe

i głębokie uczucie. Odnoszą się z ogromnym szacunkiem do dokonanych

zupełnie odmiennych wyborów: żona szanuje męża,

bo wie, jak bardzo ją kocha, bo wie, że wierzy w swój Tak samo mąż szanuje swoją żonę, przede wszystkim kocha jej

dobroć i oddanie dla rodziny. Gdy koledzy naukowcy zaczepiają

go, mówią trochę ironicznie: Na drogę prawdy każdego

potrafisz nawrócić. A czy nawróciłeś tę najważniejszą osobę,

swoją małżonkę? I gdy naśmiewają się z żony, z jej światopoglądu,

on, kochający mąż, zaczyna jej bronić, wręcz broni jej

wiary. To jest film o miłości dwojga ludzi i o ich przekonaniu co

do słuszności dokonanych wyborów. To jest melodramat. Obok

miłości wzajemnej jest ukazana ich miłość do wspólnych dzieci.

Na tym polu toczy się pojedynek. To główne, a właściwie jedyne

źródło konfliktów między małżonkami. Podczas jednej z wielu

takich konfliktowych sytuacji mąż wypowiada zdanie stanowiące

ukłon w stronę kochanej małżonki: Jeżeli pokażesz mi choć jeden

dowód na istnienie Boga, to ja pierwszy stanę po tej samej stronie,

co ty stoisz. Nie miej co do tego żadnych wątpliwości. Żona

bardzo ceni te słowa. Ale wie, że mąż mówi je tylko dlatego,

aby jej nie zranić, bo bardzo ją kocha. Po wielu bojach małżonka

wydaje się trochę bezradna i trochę zbyt słaba, aby zwyciężyć

w pojedynku o wiarę u swoich dzieci, a właściwie u najstarszego,

już dorosłego syna. Ten właśnie skończył studia i ma za chwilę

stanąć po raz pierwszy u boku swojego ojca do walki o prawdę

dotyczącą człowieka – na wykładzie dla setek studentów. Gdy

widz oczekuje ostatecznego zwycięstwa ojca w walce o najstarszego

syna, gdy ten właśnie przerywa na chwilę wykład,

by oddać głos synowi, nastaje… dzień Sądu Ostatecznego.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo