Po ostatniej masakrze na uniwersytecie Virginia Tech w Blacksburg gdzie psychopata zamordował 32 osoby, media całego świata rozpoczęły dyskusję na temat dostępności broni palnej. W ostatnim czwartkowym wydaniu The Irish Times znalazłem artykuł pod tytułem ‘Right to bear arms for US citizens is like a declaration of independence’ (prawo do noszenia broni jest dla obywateli US równie ważne jak deklaracja niepodległości). Autor – William Montgomery - w dosyć syntetyczny sposób wyjaśnia punkt widzenia Amerykanów na prawo do posiadania broni, którzy traktują je zarówno jako część swojej spuścizny historycznej, jaki symbol poczucia własnej wartości i siły. Argumenty użyte przez Montgomery’ego można streścić lapidarnym powiedzeniem „umiesz liczyć – licz na siebie”. Większość obywateli USA nie wierzy, że jeżeli doszłoby do przestępstwa, policja definitywnie będzie im w stanie pomóc. Zwłaszcza w sytuacji, gdy na procedurę wezwania pomocy mamy kilka chwil i liczy się każda sekunda. Montgomery dodaje także, iż prawo do noszenia broni nie polega na manifestacyjnym obnoszeniu się, ale na kreowaniu ogólnego wrażenia, iż każdy jest potencjalnym posiadaczem klamki i może się obronić. Cóż. Jak widać dosyć kiepsko to działa, gdyż w USA nie ma praktycznie dnia bez strzelaniny gdzie giną ludzie


Na koniec krótkie zestawienie a propos tematu. W Stanach Zjednoczonych (~300mln mieszkańców), gdzie z reguły broń jest ogólnie dostępna, codziennie dochodzi do mniejszych lub większych strzelanin. W wyniku tego w skali roku ginie około 10 000 osób, czyli statystycznie 1 osoba na 30 000 mieszkańców. To dużo.
W Irlandii (~4,5 mln mieszkańców), gdzie posiadanie broni jest zabronione i gdzie nawet uliczne patrole Gardy (miejscowej policji) chodzą bez pistoletów dochodzi do około 150 zabójstw rocznie przy użyciu broni palnej. Statystycznie 1 osoba na 30 000. To równie dużo. Dokładnie tyle samo. Dlaczego tak się dzieje?
Wnioski dla was.
Pozdrawiam


Komentarze
Pokaż komentarze (3)