Wiemy już mniej więcej, po co Prezydent poleciał do Brukseli i o co była ta cała awantura - żeby Lech Kaczyński mógł uścisnąć rękę Sarkozemu, posiedzieć przez chwilę na krzesełku obok Tuska i wprosić się na obiad. Tak jak sądziłem od początku Prezydent sam nie ma pojęcia po co pojechał - nie zna planu, nie ma nic do powiedzenia a negocjować i tak przecież nie będzie bo już przy "joaninie" pokazał, że nie potrafi.
Na prawdę nie rozumiem też po co premier i jego sztab odgradzali Prezydenta murem od sali obrad. Przecież od początku było wiadomo, że siłą nikt go nie zatrzyma. I od początku było wiadomo, że jak się zatnie to wojnę wywoła ale postawi na swoim. Więc po co? Trzeba było jeszcze raz ustąpić - jak nie z powodów piarowych to dla dobra kraju.
Natomiast zaraz po szczycie panowie z PO (o ile mają trochę rozumu w głowie) winni w trybie ekspresowym przygotować takie zmiany w konstytucji, które problem rozwiążą raz na zawsze. Skoro pan Prezydent uparł się udawać osobę niesprawną umysłowo i sabotować polską politykę zagraniczną to trzeba zmienić konstytucję w taki sposób, żeby nawet osoby niepełnosprawne umysłowo nie miały wątpliwości.
Bo przecież nigdy nie wiadomo na jakim jeszcze krzesełku zapragnie posiedzieć sobie pan Prezydent, kogo uściskać i na jaki obiad się wprosić.
e.135335
hmm, skoro pan Odys mówi mi, że przesadziłem to znaczy, że przesadziłem; przepraszam więc wszystkich, którzy poczuli się urażeni tą notką albo moimi komentarzami...


Komentarze
Pokaż komentarze (72)