0 obserwujących
89 notek
81k odsłon
  104   0

Non possumus

Na Wyspach po raz kolejny wszczęto alarm o antysemityzmie Michała Kamińskiego. Choć rzecznik brytyjskich konserwatystów stwierdził, iż całe to zamieszanie jest motywowane jedynie bardzo złymi notowaniami Partii Pracy, która próbuje Torysów oskarżyć o cokolwiek, szczególnie w sezonie ogórkowym, nie jest to do końca prawdą. O ile bowiem Joan Smith, na którą powoływała się wcześniej radośnie Gazeta Wyborcza to lewaczka z krwi i kości, która wcześniej m.in ostrzegała przed przyjmowaniem Polski do UE (polskie społeczeństwo jest wg niej zbyt głeboko religijne a UE żyje bez Boga i tak powinno pozostać) to innego brytyjskiego publicystę -  Nicka Cohena, który również wziął się za wiwisekcję Kamińskiego lewakiem nazwać trudno. Chociaż jego publikacja ukazała się w Guardianie, to można jednak nazwać ją konstruktywną krytyką polityki Camerona mającą charakter swoistej sugestii dla jego rządu. Sam Cohen, którego politycznie trudno określić, głośno popierał np Torysów w walce z Czerwonym Kenem (byłym burmistrzem Londynu). Lewica zresztą często "oskarżała" go o sympatię wobec neokonserwatyzmu, co jeszcze bardziej nakazuje mi zabranie głosu w tej sprawie.

Cohen w swoim artykule porusza zresztą bardzo wiele spraw - Prawo i Sprawiedliwość nazywa "ultrasami", wyraża podziw wobec twórczości Tomasza Grossa i gestu Aleksandra Kwaśniewskiego, którego przeprosiny za mord w Jedwabnem były kamieniem milowym dla budowania Polski "gdzie wszyscy, niezależnie od pochodzenia lub wyznawanej religii mogą być równoprawnymi obywatelami".

Obawiam się, że Cohen o Polsce wielkiego pojęcia nie ma, a wiedzę czerpie jedynie z lektury angielskiego wydania "Gazety Wyborczej" - na którą zresztą jako na jedyne źródło informacji powołuje się we wspomnianym tekście. Sam ten fakt, o ile aspiruje on do miana rzetelnego publicysty powinien nakazać mu trzymanie sie z dala od tematu. Opieranie się na publikacjach wyjątkowo zideologizowanej gazety prowadzić może do absurdalnych sądów i wniosków. Równie obiektywne byłoby wyrażanie swojej opinii o polityce brytyjskiej jedynie na podstawie lektury "Guradiana". Ale Kamińskiego krytykowali nie tylko dziennikarze - co pozwoliłoby powyższy problem postrzegać jedynie przez pryzmat walk politycznych pomiędzy dwoma największymi siłami politycznymi w Wielkiej Brytanii. Zaatakował go też wpływowy rabin Barry Marcus i to stanowi najważniejszy element w tej sprawie.

Otóż rabin zarzucił Kamińskiemu antysemityzm z tej przyczyny, iż miał on podobno namawiać mieszkańców Jedwabnego aby nie przepraszali za mord, który został dokonany w czasach II wojny światowej. I właśnie taka postawa wywołuje moje szczere oburzenie. O ile popierałem i popieram zachowanie Aleksandra Kwaśniewskiego, który wyraził przeprosiny, bardzo dyplomatycznie zresztą ujęte "w imieniu swoim oraz tych Polaków, których sumienie jest poruszone tamtą zbrodnią",tak podniesienie tego problemu w formie jak zrobił to rabin Marcus i oskarżenie Kamińskiego o antysemityzm jest zupełnie niedopuszczalne. Ani prawo, ani żaden cywilizowany system wartości nie przewiduje odpowiedzialności zbiorowej  Filozofia, która dopuszcza przypisanie winy całemu narodowi, sąsiadom, lub krewnym do siódmego, dziewiątego lub siedemdziesiątego siódmego pokolenia jest mi całkowicie obca. Stosunek do sprawy Jedwabnego można dziś rozpatrywać wyłącznie na gruncie ludzkiej przyzwoitości. Jako Polak i polski patriota, identyfikujący sie z tym krajem odczuwam również ów moralny przymus, aby dostrzec wszystkie złe rzeczy które miały tutaj miejsce. W moim rozumieniu to właśnie osoby o poglądach radykalnie lewicowych i komunistycznych miałyby moralne prawo widzieć zbrodnię w Jedwabnem jako obcy im problem. Nie identyfikując się z narodem polskim trudno czuć się w jakikolwiek sposób związanym z tamtymi wydarzeniami. Jednak nikt nie ma prawa, aby wskazywać, iż Polacy są zobligowani do poczuwania się współodpowiedzialnymi za Jedwabne. Piszę to właśnie jako członek tego narodu, ponieważ nie godzę się, aby ktokolwiek próbował mi ową współodpowiedzialność graniczącącą z szantażem presją narzucić.

Jedynie od naszego wewnętrznego systemu wartości lub owej przyzwoitości zależy, w jakim stopniu czuliśmy potrzebę wyrażenia przeprosin za Jedwabne oraz za inne antysemickie wydarzenia w Polsce. Próba użycia w tej sprawie argumentu antysemityzmu nie tylko z polskiego punktu widzenia nie może zostać zaakceptowana. Dewaluuje bowiem samo pojęcie antysemityzmu, które już jest coraz częściej wyszydzane i wyśmiewane. Jest to niezwykle niebezpieczne, ponieważ antysemityzm przyczynił się do zbrodni dokonanych na niewyobrażalną skalę. Gdyby antysemickie nastroje zaczęły się naprawdę odradzać, nikt nie będzie już rozumiał, czy mamy do czynienia z rzeczywistym zagrożeniem, czy jedynie z kolejną histerią podobnych rabinowi Marcusowi działaczy lub próbą wykorzystania antysemityzmu do walki politycznej nie mającej ze sprawami żydowskimi nic wspólnego. Choć do elektoratu PiS się bowiem nie zaliczam, to jednak oskarżanie Michała Kamińskiego o antysemityzm jest wyjątkowym absurdem, co chyba przyznaliby nawet jego polityczni oponenci.

Michał Wiśniewski

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale