0 obserwujących
28 notek
48k odsłon
  2799   0

Głos w obronie nacjonalizmu

Szerokim echem odbiła się w Polsce msza dla członków Obozu Narodowo-Radykalnego, którą zorganizowano z okazji rocznicy powstania tej organizacji w 1934 roku. Najbardziej przeraziła się, jak zwykle, Gazeta Wyborcza, która relację z tego wydarzenia nazwała „profanacją katedry”. Na szczęście, post factum Kuria Białostocka przeprosiła za wszystko i napisała, że „nacjonalizm jest jej obcy”. 

Zabrakło, co prawda, listu od papieża Franciszka do Bono, w którym głowa Kościoła raz jeszcze przeprosiłaby za grzechy Polaków i poprosiłaby irlandzkiego muzyka o wybaczenie, ale na szczęście Kuria stanęła na wysokości zadania. Padła na kolana i ukorzyła się po zaproszeniu narodowców do świątyni, oczywiście ku uciesze lewicowo-liberalnych mediów i – co najdziwniejsze – ku zadowoleniu eksponowanemu także przez część tzw. „prawicy”. Nie mogę tego zrozumieć, z wielu względów.

Apeluję - oceniajmy narodowców uczciwie i szanujmy nacjonalizm, wbrew wszystkiemu, co piszą rozdygotane z emocji lewicowe gadzinówki, które straszą nas „brunatną Polską”. Pamiętajmy, że – poza wywodzonym jeszcze z czasów przedwojennych antysemityzmem – ruch narodowy ma mnóstwo cech, które należy oceniać pozytywnie. Lewicowo-liberalna histeria mnie nie interesuje. Nie podoba mi się wizja Polski oddanej w opiekę ponadnarodowej strukturze biurokratycznej, która jawi mi się jako współczesne wypełnienie hasła „proletariusze wszystkich krajów łączcie się”. Znacznie bardziej martwią mnie fobie „prawej” strony sceny politycznej prezentowane wobec narodowców. Wielu prawicowych publicystów niesprawiedliwie i niesłusznie zarzuca im postawę antykatolicką, często nawet antychrześcijańską, a także gloryfikację nazizmu i rasizm.

Żaden z tych zarzutów nie znajduje potwierdzenia w faktach.

Przede wszystkim współczesny ONR odwołuje się do myśli Piaseckiego, nie jest więc – wbrew temu, co próbuje się często sugerować – antykatolicki. Ma za to bardzo długą i chlubną tradycję walki z lewicą, zarówno komunistyczną, jak i z socjalistami i ludowcami (pomimo tego, że sam Piasecki po wojnie współtworzył i kierował tzw. społecznie postępowym ruchem katolików świeckich, popierającym władze komunistyczne).

Często zarzuca się narodowcom rasistowskie i antychrześcijańskie podejście do kwestii uchodźców. Nie jest to uczciwe postawienie sprawy. Nie wiem czy narodowcy będą zbawieni, ale pamiętam, że Królestwo Boże jest nie z tego świata, a Jezus nie chciał zostać przywódcą politycznym. Nie szukajmy więc w religii panaceum na wszystkie doczesne bolączki naszej rzeczywistości. Odwołujmy się do nauki Jezusa w spotkaniu z bliźnim, podczas kontaktu z Innym. To do tego sprowadza się najważniejsze przykazanie, które światu ofiarował Chrystus. Do spotkania z drugim człowiekiem. Myślenie wspólnotowe musi być natomiast myśleniem nacechowanym szczególną troską o dobro narodu. Inaczej – za chwilę narodu nie będzie.

Niesprawiedliwy jest również zarzut gloryfikacji nazizmu. Pamiętajmy, że polski ruch narodowy nigdy nie splamił się współpracą z Niemcami. W czasie wojny prezentował postawę jednoznacznie antynazistowską, walcząc zarówno z NSDAP, jak i z V kolumną. Dla mnie to ważne zasługi i nie zamierzam płakać, bo Gazecie Wyborczej i Newsweekowi nie podoba się wizja Polski prezentowana przez ONR-owców. Ich wykładnia jest jasna – woleliby traktować „polskość jako nienormalność”, a „patriotyzm jak rasizm”. Nie widzę niczego złego w nacjonalizmie rozumianym jako troska o język, historię i kulturę. Obawiam się raczej neomarksizmu i neobolszewizmu, boję się zatracenia i rozmycia wspólnoty, która stanowi trwałą wartość w obliczu coraz wyraźniejszej islamskiej ofensywy w Europie.

ONR ma historyczne zasługi, których nie sposób deprecjonować w imię troski o nowoczesną poprawność polityczną. Propagandowa wersja historii doktryn XX wieku nie może być podstawą do negatywnej oceny nacjonalizmu jako zjawiska. Jeśli poddamy się tej propagandzie, dokonamy oceny niesprawiedliwej, niesłusznej i nacechowanej negatywnymi emocjami wobec samego pojęcia narodu. Właśnie dlatego tak łatwo jest dziś krytykować ONR. Zwłaszcza w Polsce, gdzie historia zagłady Żydów, Polaków i Romów wyryta jest w bolesnej pamięci całej wspólnoty. A przecież wiemy, że to nie Niemcy i Rosjanie mordowali Polaków, Żydów i Romów. To byli naziści i bolszewicy. Zwłaszcza ta pierwsza grupa niebezpiecznie mocno kojarzy się niektórym z naszymi narodowcami. Nie ma jednak żadnych przesłanek historycznych usprawiedliwiających tego typu myślenie.

O ile obawy środowisk lewicowo-liberalnych przed polskością nie są zaskakujące, to lęk części tzw. "prawicy" jest co najmniej niezrozumiały. Te upiorne widma wynikają ze złej egzegezy pojęcia. Ponadto ów strach jest też lokalnym, polskim odbiciem geopolitycznej układanki, w której każdy, kto kwestionuje europejskie myślenie wspólnotowe staje się automatycznie wrogiem publicznym numer jeden. Zdaje się też, że tzw. "prawica" niepotrzebnie przyjmuje lewicową wykładnię tego, czym jest nacjonalizm. Pisze o tym prof. Jacek Bartyzel w książce „Różne oblicza nacjonalizmów. Polityka – Religia – Etos”:

(…) w lansowanym przez współczesne lewicowe oraz skrajnie liberalne kręgi nacjonalizm został desygnowany do roli wroga publicznego (hostis), częstokroć identyfikowanego z faszyzmem oraz rasizmem, który winien być systematycznie monitorowany, i nawet może być kryminalizowany, a w każdym bądź razie podlega bezwzględnej ekskluzji ze sfery akceptowalnego pluralizmu ideologicznego i politycznego.

W istocie, nacjonalizm nie jest, wbrew temu, co próbuje się dzisiaj często udowadniać, słowem pejoratywnym. Jeśli by tak było, to samo słowo naród musiałoby zostać uznane za coś „złego” i „negatywnego”. A z tym przecież już chyba nikt po prawej stronie sceny politycznej nie mógłby się zgodzić. Patriotyzm bez nacjonalizmu nie jest możliwy. Zwłaszcza dziś, gdy doktryna polityczna nacjonalizmu jest, albo raczej powinna być, podstawą tworzenia nowoczesnego państwa opartego o solidarystyczną wspólnotę historii, kultury i idei. Państwa, którego podstawowym zadaniem jest ukierunkowanie polityki na troskę o dobro narodowej wspólnoty. Państwa stojącego wobec licznych zagrożeń zewnętrznych. I jednocześnie – nie może być to nacjonalizm wykluczenia, ksenofobii i arogancji, ale nacjonalizm rozumiany jako szczególna troska państwa o to, co dla narodu najcenniejsze. Nacjonalizm, który w obliczu wielu różnorodnych sił destrukcyjnych stanie się tarczą, która pozwoli na obronę tego, co czyni nas wszystkich wspólnotą. Jeśli odrzucimy tak rozumiany nacjonalizm, staniemy się zbiorowiskiem indywiduum pozbawionych spoiwa, które tę wspólnotę konstytuują. Te spoiwa to: Bóg, honor i Ojczyzna. Za żadną cenę nie wolno nam odrzucać tych wartości w imię politycznej poprawności.

 

Głos w obronie nacjonalizmu. Ruch narodowy ma mnóstwo cech, które należy oceniać pozytywnie

Lubię to! Skomentuj140 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale