613 obserwujących
1599 notek
9294k odsłony
10209 odsłon

Kwestia trzeciego samolotu i okęckich gości

Wykop Skomentuj248

 

Jak pisałem niedawno, co do (wymaganego przez instrukcję dot. lotów o statusie HEAD) zapasowego statku powietrznego dla tupolewa, wedle ustaleń „komisji Millera”, był przewidziany jak-40 (o n-rze bocznym 044), natomiast sygnalizowany przez Szefa Oddziału Transportu Lotniczego DSP samolot CASA C-259M (jako zastępczy) nie znalazł potwierdzenia w „ustaleniach komisji” (http://freeyourmind.salon24.pl/346023,samoloty-zastepcze-i-inne). Na Okęciu jednak doszło do niezwykłych roszad, albowiem dziennikarze, przekonani, że polecą z Prezydentem tupolewem, zostali skierowani do jaka-40, przy czym zrazu był to  045 (nieposiadający zgody dyplomatycznej na przelot do Smoleńska), a „po awarii” okazał się to  044, powtarzam:  zapasowy dla tupolewa. „Komisja Millera” dodaje, że „Nie istniał żaden plan użycia w razie konieczności samolotu zapasowego uwzględniający znaczną różnicę pojemności pomiędzy samolotem Tu-154M a Jak-40”.
 
Może więc żaden jak-40 NIE był zapasowy dla tupolewa? Wyobraźmy sobie sytuację, w której na warszawskim lotnisku okazuje się, iż rządowy samolot nie może wystartować, bo np. uszkodzenie noska powstałe po zderzeniu z praskim nocnym ptakiem (z 8/9 kwietnia), jak też niepokojąca plama pod jednym z silników stawiają pod znakiem zapytania bezpieczeństwo lotu i delegacji. Poza tym ktoś sobie przypomina, że dwa miesiące temu były problemy z systemem łączności satelitarnej w tymże samolocie (otwarcie o tym pisze „komisja Millera”). Ktoś inny zwraca uwagę, że radiostacja alarmowo-ratunkowa nie działa, a ktoś jeszcze inny stwierdza, że 9-go przyszedł do polskich służb komunikat o możliwym ataku terrorystycznym na jeden z samolotów unijnych. Czy w takim razie powiedziano by zebranym na Okęciu osobom, że powinny się rozjechać do domów, uroczystości nie będzie, bo „nie ma czym polecieć” - w sytuacji, w której parę dni wcześniej orszak Tuska miał rezerwowane 7 samolotów (tupolewa, 3 jaki i 3 CASy)?
 
Wariant alternatywny musiał być, w przeciwnym bowiem razie cały wylot na uroczystości katyńskie zagrożony by był kompromitacją i to zanim by doszło do startu. Wariant alternatywny musiał istnieć, powtarzam, skoro, jak głosił choćby podczas sejmowego przesłuchania przed Zespołem smoleńskim sam złotousty J. Sasin, było nie było, jeden z głównych organizatorów całego wylotu:
 
Na etapie przygotowań, wstępnym etapie przygotowań,  w ogóle nie zakładano dwóch samolotów – zakładano, że będzie jeden samolot, w którym pomieszczą się wszyscy – cała delegacja i towarzyszący dziennikarze (…) Nigdy na żadnym etapie nie była dyskutowana kwestia jakiegoś oddzielnego lotu jakiejkolwiek części delegacji” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/podzia-delegacji.html).
 
Co więcej, tenże Sasin właśnie obawiał się cyrku na Okęciu, jak bowiem opowiadał pod namiotem Solidarnych: „Spodziewaliśmy się, no mając już pewne doświadczenia ze współpracy z rządem p. Tuska, (…) różnego rodzaju spraw, no chociażby takich, że w ostatniej chwili nam samolotu odmówią, tak, okaże się, że  tego samolotu nie ma, bo pilot zachorował albo samolot się zepsuł. I będzie jakby taka próba uniemożliwienia wylotu. W jakiś sposób myśleliśmy, co wtedy zrobić, no...Najgorzej byłoby, gdyby okazało się, że Prezydent przyjedzie na lotnisko i wtedy się okaże, że tego samolotu nie ma. No spodziewaliśmy się tego typu rzeczy.” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/08/brak-wizji-z-okeciem.html).
 
Skoro się spodziewali, to może coś na wypadek takiego czarnego scenariusza wydarzeń przedsięwzięli?Niestety, akurat na ten temat zupełnie nic nie wiemy, bo dalej Sasin powiada już o zabezpieczaniu nagłośnienia w Katyniu, a nie sytuacji na Okęciu, choć zdawać by się mogło, że uniemożliwienie wylotu delegacji prezydenckiej byłoby o wiele poważniejszym problemem  (nie tylko dla organizatorów) aniżeli niedziałający mikrofon lub głośniki w Lesie Katyńskim: „My pojechaliśmy tam też wcześniej na miejsce tych wydarzeń, tych uroczystości planowanych, bo też spodziewaliśmy się, że tam się może coś wydarzyć. Chcieliśmy wszystkiego dojrzeć, być na miejscu. No nie wiem, wyobrażaliśmy sobie, że będzie taka próba ze strony gospodarzy, czyli Rosjan, ale współpracujących tutaj z polskim rządem, do tego, żeby w jakiś sposób tam Prezydenta ośmieszyć, prawda, żeby pokazać, że przyjechał, a tam coś nie tak jest zorganizowane, nie jest w stanie, nie wiem, się ta uroczystość odbyć. Nie wiem, no mieliśmy taką wizję, ja miałem taką wizję, że  nagle Prezydent przyjeżdża, a tam nie działa nagłośnienie, prawda, no jest jakieś zamieszanie powodujące, że Prezydent zostanie ośmieszony”.
 
Musiał więc być jakiś wariant zapasowy, lecz najwyraźniej Sasin albo o nim nic nie wiedział, albo nie chciał powiedzieć, skoro dodawał (w kwestii lotu dowódców): „A jak mieli lecieć? Przecież w Polsce nie było wtedy drugiego tupolewa, a minister Klich nie zaproponował skorzystania z innej wojskowej maszyny, choćby transportowej CASY” (s. 32). Wiemy jednak, że z CASY korzystano 7-go kwietnia, wobec tego właśnie taki alternatywny scenariusz w przypadku niesprawności tupolewa, byłby jak najbardziej racjonalny (w przeciwieństwie do kompletnie irracjonalnego, nonsensownego wariantu z jakiem-40, o którym to wariancie wiemy tylko z „ustaleń” szacownej „komisji Millera”, rzecz jasna), tylko delegację należałoby wtedy podzielić przy wylocie na dwie grupy (stosownie do wykorzystania dwóch CAS lub do dwukrotnego kursu jednej CASy).
 
Nawiasem mówiąc, nie tylko zapasowym samolotem na Okęciu nie zajmował się organizujący uroczystości Sasin, lecz nawet zapasowym lotniskiem, gdyby warunki pogodowe okazały się w Smoleńsku niesprzyjające. Jego relacja z „Mgły” brzmi następująco: Potem okazało się, że faktycznie nie przygotowano żadnych wariantów awaryjnych. Jeśli samolot z prezydentem nie lądowałby tam, w Smoleńsku, to właściwie nie bardzo wiadomo, gdzie miałby lądować.Trudno wyobrazić sobie, że samolot ląduje gdzieś w Witebsku czy na jakimś innym lotnisku, gdzie nie ma żadnego przedstawiciela jakichkolwiek polskich instytucji, a prezydent jest skazany na wiele godzin siedzenia i czekania, aż ktokolwiek się nim zajmie.” („Mgła”, s. 34-35). (Por. też, co mówi Sasin tu: http://www.youtube.com/watch?v=x5sSPbmBJDk&feature=related od 7.28: „W Witebsku nie było tych samochodów (zapewne kolumny prezydenckiej – przyp. F.Y.M.) i to też jest element dyskusji w tej chwili u nas w kraju, dlaczego tak się zdarzyło. Dlaczego te lotniska były wpisane tylko na papierze, a tak naprawdę nie było rzeczywistej alternatywy?”)
 
Sasin to wszystko relacjonuje w trybie zadziwiająco bezosobowym,tak jakby do jego (prezydenckiego ministra w końcu i organizatora uroczystości) obowiązków nie należało jednak zainteresowanie się tą właśnie sprawą, ZWŁASZCZA że (jadąc zabezpieczać nieszczęsne nagłośnienie w Katyniu) spędził przecież osobiście sporo czasu w Mińsku i w związku z tym miał znakomitą okazję do ustalenia tych kwestii z urzędującym tam ambasadorem Polski, czyli po prostu ustalenia zabezpieczenia zapasowego lotniska na Białorusi. Wszak wtedy, tj. w przypadku jakichś istotnych problemów z warunkami na Siewiernym, za pomocą jednego telefonu do ambasadora w Mińsku można byłoby uruchomić kogoś, kto by przygotował odpowiednie (z dyplomatycznego punktu widzenia) powitanie na zapasowym białoruskim lotnisku, by prezydent nie był „skazany na wiele godzin siedzenia i czekania”. Sasin jednakże solennie zapewnia („Mgła”, s. 34), że prezydencka kancelaria „nie przygotowywała tej wizyty od strony technicznej”. Pozostaje w takim razie zagadką, z jakiej więc paki zajmowali się ci panowie nagłośnieniem i krzesełkami, czyli wybitnie technicznymi kwestiami?
 
Wróćmy jednak na Okęcie, Sasin wszak, dopytywany w sejmie przez posła Z. Kozaka, nie był w stanie nic powiedzieć na temat przygotowań 10-go Kwietnia na warszawskim lotnisku, nie miał pojęcia nawet, czy Prezydent był przez kogoś z kancelarii odprowadzany, choć znowu zdawałoby się, iż to można było i nawet należało sprawdzić telefonicznie rankiem owego dnia (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/podzia-delegacji.html), szczególnie że Sasin miał doprawdy olbrzymi zapas wolnego czasu, skoro mógł sobie pozwolić na ok. 45-minutowy spacer po Smoleńsku zanim się udał do Katynia („Mgła”, s. 39)). Na Okęciu jeszcze przed tupolewem szykowane są 2 jaki-40 (045, a następnie 044), ale z relacji dziennikarzy wiemy, iż w rezerwie był (w hangarze) również trzeci (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/gdzie-jest-dyrygent-z-okecia.html). Legenda głosi, że 045 miał awarię, w ostateczności więc wyleciał tylko 044, a jakieś 2 godziny później (mimo że sporo delegatów przybyło „na piątą”), tupolew.
 
Tymczasem z różnych wojskowych źródeł (jak choćby ze słynnej rozmowy w Centrum Operacji Powietrznych (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/czas-na-nowa-narracje.html):
 
1
2
 
czy z informacji adiutanta śp. gen. B. Kwiatkowskiego udzielonej 10-go Kwietnia jego małżonce p. K. Kwiatkowskiej (http://naszdziennik.pl/index.php?dat=20110924&typ=po&id=po29.txt  „Moje obawy całkowicie rozwiał telefon od adiutanta męża, który poinformował mnie, że on najprawdopodobniej poleciał jakiem.”) wynikałoby, że wykorzystany miał być specjalnie dla dowódców jak-40 i to (vide słynna rozmowa w COP) pilotowany przez śp. gen. A. Błasika. Po trzecie, jak doskonale pamiętamy, 10-go Kwietnia z początku mówiło się o „prezydenckim jaku”, nie zaś o tupolewie (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/byy-dwie-maszyny-ktora-sie-rozbia.html).
 
Jak zresztą potem się zaklinali rozmaici pracownicy rządowej telewizji (choć przecież nie tylko ona mówiła o „prezydenckim jaku”), sprawa z „błędną wiadomością o „prezydenckim jaku”” miała wyniknąć stąd, iż J. Kuźniar dostał z wrażenia pląsawicy ocznej i z rozpiski na „tamten dzień” wziął sobie hasło „jak-40” nie zaś „tupolew”. Jest to wyjaśnienie oczywiście czystym absurdem, bo po pierwsze sami ci funkcjonariusze Ministerstwa Prawdy (jak choćby opowiadali w filmie  „Poranek”)  weryfikowali przez niemalże pół godziny te newsy, które dostali już po godz. 8.50 – po drugie zaś, jednym z pierwszych informujących o problemach „prezydenckiego samolotu” był przecież J. Mróz, który znalazł się na Siewiernym po przybyciu tam właśnie jakiem-40  044. Rządowa telewizja gabinetu ciemniaków musiała więc świetnie wiedzieć, że „prezydencki jak” wcale nie znaczy: „jak, którym przylecieli na Siewiernyj dziennikarze”.
 
Na słynnym zdjęciu z okęckiej kamery przemysłowej, które to zdjęcie kiedyś zrobiło furorę podczas pierwszej prezentacji „komisji Millera”, kiedy to mieliśmy okazję usłyszeć ryki szympansów z siewiernieńskiej „wieży”, widać za tupolewem stojącego na płycie lotniska jaka. Czy to jest „zepsuty” 045,  czy ów trzeci wyprowadzony z hangaru i przeznaczony dla dowódców (oczywiście, jeśliby jak z dowódcami wyleciał równocześnie z tupolewem, to nie miałby fizycznych możliwości dolecieć punktualnie, wraz z rozpoczęciem uroczystości, do Smoleńska – kto jednak mówi, że miałby dolecieć na Siewiernyj, skoro warunki tam były „nielotne”)? Jako ciekawostkę dodam, że podobne ujęcie tupolewa a za nim jaka, choć dużo lepszej jakości niż obraz z kamery przemysłowej, znalazło się w neosowieckim filmie propagandowym „Syndrom katyński” (stanowiącym z jednej strony przykład chamskiej moskiewskiej ingerencji w ówczesną prezydencką kampanię wyborczą, ale zarazem wyraz autentycznego kremlowskiego niezadowolenia, że J. Kaczyński nie zginął w zamachu z 10-go Kwietnia; realizatorzy „Syndromu” poza tym już wiedzieli „z sondaży”, kto wygra wybory i pojawi się na placu czerwonym na defiladzie). Kadr ten zamieściłem w poście http://freeyourmind.salon24.pl/346023,samoloty-zastepcze-i-inne) (inne kadry tu: http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/ruskie-kino.html).
 
1
 
2
 
Czy to jest uchwycona ta  sama  chwila (http://www.youtube.com/watch?v=umcexL1Q-vY&feature=related od 1'50''; por. też http://www.youtube.com/watch?v=x5sSPbmBJDk&feature=related od 2'58''; czy te okna tupolewa nie wyglądają dziwnie pustawo?), trudno powiedzieć (ze względu choćby na jakość zdjęcia millerowców), równie dobrze to mogą być jakieś archiwalia użyte do ilustracji.
 
a
 
b
 
c
 
d
 
e
 
f
 
g
 
h
 
Gdyby jednak faktycznie tak było, że w tym neosowieckim pseudodokumencie jest pokazana ta sama mniej więcej chwila ruszania tupolewa (co przecież wcale nie jest wykluczone), to byśmy mieli namacalny dowód, iż ktoś z kamerą był na Okęciu 10-go Kwietnia i miał możliwość sfilmowania wielu wydarzeń związanych z tamtym porankiem. Pytanie tylko, czy był to ktoś z polskich mediów, czy może raczej z... ruskich? Może tamtego dnia na warszawskim lotnisku byli jacyś dodatkowi goście i kręciło się np. jakieś towarzystwo „braci Moskali” bardzo zainteresowanych okolicznościową wizytą polskiej delegacji w neo-ZSSR i chcących uwiecznić historyczny moment wylotu? Wiele wiemy o polskiej „obsłudze medialnej”, która została przesadzona do jaka-40 i przypadkowo nie czekała na przylot delegacji na Siewiernyj tylko od razu musiała się udać do Katynia –  czy zaś cokolwiek wiemy o ewentualnej ruskiej obsłudze medialnej? Nie ma ruskich korespondentów i fotoreporterów w Warszawie? Nie mogło ich być w jakiejś licznej grupie na Okęciu 10-go Kwietnia rano (nawet jeśli ich dziennikarska rabota  miałaby być jedynie przykrywką do pracy dla innych służb), skoro szykowała się tak ważna uroczystość? To pytanie na razie pozostawiam w zawieszeniu.
 
Skąd więc się wziął w relacjach ten „trzeci” samolot, „prezydencki” jak-40? Leciał więc, czy nie leciał? Jeśli zaś poleciał, to dokąd? I jak wrócił? A jeśli jednak nie użyto jaka-40, lecz CASY, bo jak, który planowano dla dowódców, okazał się „niesprawny”, tak jak tamten z nr-em 045? W takim razie musiałaby pilotować go inna załoga niż ta ze śp. gen. Błasikiem na czele. Niestety, na temat rezerwowych załóg na 10-go Kwietnia „komisji Millera” nic się nie udało dowiedzieć.
 
 
 
 
P.S.
http://www.youtube.com/watch?v=umcexL1Q-vY&feature=related („Syndrom katyński”) z niezapomnianą opowieścią Sasina o dzwonieniu komórek podczas wynoszenia ciał ofiar od 5'40'' (niezorientowanym przypomnę, że Sasin nie widział wynoszenia ciał ofiar, bo siedział wtedy w jaku-40 na Siewiernym oczekując na zgodę na wylot; poza tym, gdy „wynoszono ciała” z pobojowiska, to było to już dobre parę godzin „po katastrofie” i mało kto by wtedy dzwonił do członków delegacji, by się „dowiedzieć, co się stało i czy tym osobom, które leciały, nie stała się jakaś krzywda”)
 
tu zaś (http://www.youtube.com/watch?v=N7Vs78vRMA8&feature=related od 3'18'') jeden z najbardziej haniebnych tekstów, jakie na temat śp. L. Kaczyńskiego, wygłoszono, cytat, który nigdy nie powinien zostać zapomniany (nie tylko dlatego, że czyta go znany polski lektor J. Szydłowski) dot. polskiego Prezydenta: „nie odwiedził rosyjskiej stolicy – nawet po śmierci”.
 
1
 
2
 
 
Wykop Skomentuj248
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Inne tematy w dziale