Wszyscy się cieszą. Przeciwnicy Kaczyńskiego i przeciwnicy Komorowskiego także. Zwolennicy Napieralskiego również. Podobno odniósł sukces, mówią. Ale najlepiej mają teraz przeciwnicy dwóch dużych partii i dwóch głównych kontrahentów do fotela prezydenta. Jedni nie znoszą biologicznie drugich.
I uwielbiają to uczucie. Jest szansa. By wiwatować z radości i dać do wiwatu. By dokopać lub zapowiedzieć publicznie dokopywanie. By udowodnić i dogryźć. By napluć i wykazać się swoją nienawiścią. By...
Nareszcie się coś dzieje.
Wyborcza bitwa nadaje się do tego wyśmienicie.
Przecież teraz jest właśnie okazja, by napluć, nawrzucać, by obrzucić się nawzajem.
O Polskę, jej kształt i przyszłość w kampanii wyborczej nie chodzi w ogóle. "Dyskusja", która dyskusją nie jest i nigdy nie była, nie toczy się na żadne argumenty. Pokłóconym zwolennikom nawzajem nienawidzących się stronnictw, wystarczy pyskówka, pełna inwektyw. Dają w niej upust swego prawdziwego 'ego'. Dzień bez nakopania komuś, to u nas dzień stracony.
"A to Polska właśnie...", tu "chłop żywemu nie przepuści...".
Do współczesnej, poukładanej Europy stąd ciągle daleko.


Komentarze
Pokaż komentarze