521 obserwujących
825 notek
2900k odsłon
  3772   0

O szlifowaniu ludowych płatów czołowych

Proszę mi nie mieć za złe, że odniosę się w tej notce do filmu, którego w całości jeszcze nie obejrzałem, a mowa o „Służbach Specjalnych” Patryka Vegi, który to film, a wnoszę to na podstawie dostępnego 10 minutowego fragmentu i dwóch zwiastunów, stawia dosyć mocne tezy w kontrowersyjnych sprawach śmierci znanych ludzi polityki, skłaniając się do dania wiary wersjom funkcjonującym dotychczas na obrzeżach mainstreamu. Dziesięć ostrzeżeń przed „utożsamianiem postaci i zdarzeń” psu przy tym na budę, bo zbieżność detali nie jest i nie może być przypadkowa.

Mamy w tym filmie postawiony wprost zarzut dokonanego przez służby umyślnego zabójstwa Andrzeja Leppera, Eugeniusza Wróbla, Barbary Blidy. Pokazany jest również mechanizm procederu przejmowania przez funkcjonariuszy służb specjalnych części majątku kościelnego, zrabowanego przez komunistów, a zwracanego przez Komisję Majątkową. Likwidacja Wojskowych Służb Informacyjnych jest przedstawiona jako zamierzony i konieczny etap „przeniesienia” „fachowców” WSI ze zorganizowanych struktur państwowych na ulice, gdzie nie ma konieczności meldowania wyjść i wejść, kwitowania pobranych środków i formalnego przyjmowania poleceń i rozkazów.

Bez tego „wyrzucenia” powstanie quasi-mafijnej struktury służącej rzekomo tworzeniu służb nowych nie mogłoby się udać, tak przynajmniej zdają się sugerować twórcy filmu.

Nie pierwszy to przypadek, kiedy kontrowersyjne elementy rzeczywistości związane z działaniami służb specjalnych zostają przeniesione w świat filmowej fabuły. Nie mniej słynne „Psy” Pasikowskiego pokazywały rzeczywistość, która – jeśli miałaby się okazać prawdą – powinna pozbawić złudzeń najbardziej ociemniałych wiernych państwa prawa, tak uparcie stręczonego nam przez luminarzy Unii zwanej wówczas Demokratyczną, a nieco później „Wolności”, na tej samej zasadzie na jakiej opierały się we wcześniejsze epoce nazwy kin „Wolność” czy „Pokój”.

Zabieg przenoszenia elementów rzeczywistości niejawnej na ekrany nigdy nie jest zabiegiem przypadkowym. Pierwszym jego celem jest „sfabularyzowanie”, a więc zdetonowanie najbardziej niebezpiecznych wątków dla przestępców w mundurach. Każdemu prokuratorowi, który w przyszłości podąży którymkolwiek z tropów opisanych w filmie, mainstreamowa szczujnia przylepi natychmiast etykietę oszołoma dającego wiarę fabule kryminałów. Każdy demaskatorski artykuł niezależnego dziennikarza będzie narażony na kpiny z powielania fantasmagorii scenarzystów.

Innym celem tego typu „fabularnej twórczości demaskatorskiej” jest uczłowieczenie dokonującego przestępstw agenta. Jest to zazwyczaj człowiek z przeszłością, ale jest to jednocześnie człowiek wewnętrznie rozdarty, choć posługujący się obronną maską cynizmu. Jest to bohater, którego – koniec końców – nie sposób nie polubić. Nasza codzienna percepcja rzeczywistości, podobnie jak nasze rozumienie praworządności, zostaje rozmyte poprzez ukazanie ogromu i złożoności łajdactwa, w którym agent specjalny jest zanurzony po uszy, ale nie jest tego łajdactwa ani kreatorem ani świadomym uczestnikiem, tylko ofiarą łajdackiego systemu niewiadomej proweniencji, a jakże cżęsto jedynym sprawiedliwym.

Od czasów słynnego słuchowiska Orsona Wellsa „Wojna Światów” znana jest nieprawdopodobna siła medialnego przekazu. Analiza wielkich polskich produkcji ostatnich lat pozwala na zrozumienie kierunku, w którym ma podążać masowa świadomość mieszkańców kraju nad Wisłą. Nie mogę oprzeć się wrażeniu powtórnego przeżywania znakomitego opisu zmiany sojuszy w „1984” Orwella, kiedy to dawny wróg z dnia na dzień został sojusznikiem, a dawny sojusznik wrogiem.

Ach, łza się w oku kręci na wspomnienie pomysłu reaktywacji Festiwalu Piosenki Rosyjskiej w Zielonej Górze, szkoleń polskiego korpusu dyplomatycznego przez wybitnych specjalistów z Rosji, oraz wspólnych, polsko-rosyjskich warsztatów dziennikarskich, a nie zapominajmy o serii szkoleń członków komisji wyborczych. Czy ktoś pamięta jeszcze wizytę byłego szefa FSB Petruszewa na siatkarskim meczu Brazylia-Rosja w Sopocie w lipcu 2011 roku? Zupełnie przypadkowo zbieżną z prywatną wizytą Angeli Merkel i Bronisława Komorowskiego. Czy ktoś już pisze scenariusz o zadziwiającym międzylądowaniu marszałka sejmu Komorowskiego w porcie lotniczym „Zwartnost”, tuż po pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2010 roku, gdzie miał okazję nie tylko spotkać się z ministrem spraw zagranicznych Armenii, Nalbandianem, ale również otrzeć o delegację wysokich wojskowych rosyjskich, którzy przybyli do Erewania tego samego dnia? Albo rzekomo przybyli, bo służby prasowe Kremla zaprzeczyły takiej wizycie tłumacząc pomyłkę tym, że marszałek sejmu przebywał na lotnisku w mundurze podobnym do munduru, jaki noszą rosyjscy generałowie. Бот и сюрприз! И какая нело́вкость!

Czy ktoś jeszcze chlipnie z rozczuleniem nad wezwaniami do polsko-rosyjskiego pojednania po wydarzeniach z 10 kwietnia 2010 roku?

Czy w kontekście naszej obecnej wiedzy o morderczym charakterze rządu w Moskwie odpowiednie służby nie powinny przyjrzeć się blisko animatorom i uczestnikom tych wydarzeń? Nie podobna bowiem, żeby to sam Wladimir Władimirowicz przemienił się nagle z gołąbka pokoju w krwiożerczą bestię bez udziału jakiegoś psychotropa; jeśli zawsze był krwiożerczą bestią, to należy „przetrzepać” jego polskich przyjaciół, a jeśli był i jest gołąbkiem pokoju, to jakie pieniądze, w jakiej wysokości, i komu płacone za budowanie mu nowego, krwiożerczego emploi?

I to wszystko w zderzeniu ze skrajnie antyrosyjskimi (nie: anty-putinowskimi, ale właśnie anty-rosyjskimi, bo godzącymi w dumę przeciętnych Rosjan) kuriozalnymi oświadczeniami szefa MSZ Schetyny, które nie służą niczemu innemu, jak obsadzeniu Polski w roli państwa frontowego. Na czyje zlecenie?

Jasne, że w Polsce należy prowadzić politykę polską, a częścią tej polityki powinna być daleko posunięta nieufność do współczesnych włodarzy Kremla, ale czemu na Boga służy utrwalanie antypolskich stereotypów w społeczeństwie rosyjskim? I to przez ludzi, którzy przez lata robili za pro-rosyjski czopek znieczulający na bezpośrednich tyłach rosyjskiej administracji?

Te gwałtowne zmiany mogą prowadzić do tylko jednego, racjonalnego wniosku, a mianowicie takiego, że cała ta banda, okupująca gabinety władzy i redakcje kształtujące opinie, jest niczym innym jak zbiorową kurtyzaną do wynajęcia gotową służyć i miłować tego, kto więcej w danym momencie zapłaci. Wysokie mniemanie członków owej bandy o sobie bierze się stąd, że oni robią w tym interesie na w ich mniemaniu zaszczytnym stanowisku burdelmamy, a to my mamy robić za szeregowe pracownice. Obok, rzecz jasna, rajfur zasłużonych ze świata sztuki, filmu, teatru i innej plebejskiej rozrywki последниего сорта.      

 

Lubię to! Skomentuj66 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale