(generalnie o konkluzjach kilku będzie zbiorczych)
sie nie dam,
napisze w jakims notepadzie++,
context, wraz z windą poległ w starciu z wirem, kt sie wladowal do biosu,
tj nie polegl zupelnie, ale czasu nie mam,
ale bios odrestaurowany, sektory startowe dysku i partycji tez (pewnie z parenascie razy)
marudzenie.. związane z bólem brzucha..
ten zaś powstał z nerwów lekturą rp.pl i innych
(jak to zwykle bywa)
najpierw pan transplantolog, a w zasadzie pan z pisu, a w zasadzie media/środki przekazu
(dla mnie rzecz osobliwa, bo z czasem krucho) ale jakis fakt dorzeczny mi się przyplątał
ktoś zapłacił za opinię, kt po wielu korektach sformułowano następująco:
"W czerwcu 2007 roku CBOS przeprowadził badania nt. opinii Polaków o przeszczepianiu narządów. Temat ten był wtedy głośny ze względu na widowiskowe aresztowanie i publiczne oskarżenia wobec jednego z transplantologów. To wzbudziło falę publikacji medialnych na temat przeszczepów. Pojawiły się o informacje spadku liczby zgłoszeń
dawców – i tak zbyt niskiej jak na rzeczywiste potrzeby – co zwiększa zagrożenie dla życia tych, których transplantacja mogłaby uratować.
Z raportu wynika, że zdecydowana większość Polaków (78%, wzrost o 4 punkty w stosunku do roku 2005) deklaruje gotowość do oddania swoich narządów po śmierci. Nieco mniej badanych (69%) przyznaje, że byliby skłonni wypełnić tzw. oświadczenie woli, w którym wyraziliby zgodę na ofiarowanie swoich organów po śmierci.
Jak piszą autorzy raportu w podsumowaniu: Niekorzystny klimat, jaki wytworzył się w tym roku wokół polskiej transplantologii, nie przeniósł się w widoczny sposób na stosunek społeczeństwa do pobieraniai przeszczepiania narządów. Należy jednak mieć na uwadze możliwość nieszczerości pewnej części deklaracji. Sytuacją społecznie trudną jest bowiem wyrażenie swojego negatywnego nastawienia do transplantacji, które w istocie oznacza odmowę i niechęć wobec ratowania życia innych ludzi, a więc postawę wysoce nieakceptowaną społecznie.
"
cyt za http://www.przeszczep.pl/?a=tekst&id=1062
tyle niektórym krytykom
ale pozostał tekst pana galopującego majora i rózne komentarze, do nich chciałem się odnieść
1. kwestia nerkowców itp. wydawałaby się załatwiona - pan minister wytworzył szum dookoła transplantologii, kt niekoniecznie musiał się odbić negatywnie na liczbie przeszczepów
2. pan G. został niesłusznie oskarzony przez pana ministra (ten pan juz nigdy nikogo nie zabije, czy jakos) - nadal licho wie - bazując na przytoczonych tekstach u pana majora (szkoda, ze nie wiem, skad wyciagnac wsie (wszystkie) dokumenty, dot tej sprawy, moze media winny by sie zająć?)
3. pan G. został oskarzony na konferencji prasowej, publicznie, bez mozliwosci obrony
cóż, co do ostatneigo dopisku, nt. mozliwosci obrony, wydaje mi się, że prawo do niej występuje w przypadku ataku - tj rozpoznania oskarzenia przez sąd (ew. aktu oskarżenia) (dowolny sąd, np. zinstytucjonalizowawny, polski)
poki co zas mozemy mowic, ze ew. niesłusznie został pomówiony przez p. ministra
czyzby?
pan minister zdaje sie ma prawo (jako prokurator generalny) wystepowac z oskarzeniami np. w interesie dobra publiczneego, czy cos tam
(choc nie kojarze jakos, czy faktycznie gdzies tak to sformalizowało, moze jestem w błędzie, ://)
jesli tak, to powinien oskrazyc p. G.
ba! pan minister ma chyba nawet obowiązek, cos mi tak przemknęło przy okazji wspomnień dot. dopytywania delikwentów przez komisje śledcze, czy wiedział i czy była szansa, że powiedział komuś tam..
- ma obowiązek wystąpić z oskarżeniem
pamiętamy może sprawę łódzkich kuśnierzy? co to skróy pawulonem zdobywali? czy w tej sprawie też winno się skarżyć po cichu?
co do oskarżenia niesłusznego - jak najbardziej winno się wszcząć postępowanie (przepraszam, winno być wszczęte (i jest) na wniosek (ew.) pomówionego)
4. pan minister, kierując się niskimi pobudkami, rozpędził nagonkę przeciwko panu G.
wydaje mi się, że rzeczywiście nagonki to ustrojstwo niepotrzebne (w jakiejkolwiek kwestii), więcej, winno takowe być zakazane zupełnie
(celem precyzji: nagonka w środkach przekazu - długofalowe, nieobiektywne lub selektywne informowanie nt. podmiotu, kt nagonka ma dotyczyć)
(sjp:
nagonka
1. pot. «zorganizowana kampania przeciwko komuś»
2. zob. naganka
naganka
1. «napędzanie zwierzyny na stanowiska myśliwych»
2. «zespół naganiaczy na polowaniu»)
(no dobra, tak jakoś wydaje mi się, że nagonki słusznej władzy przeciwko prawie poprawnym służbom bezpieczeństwa (np. policja)
w przypadkach innych, niż u leppera, sawickiej, lipca, hehe, a to dobre...
musze się pośmiać
mam na myśli przypadki inne, niż prewencyjne (w takim ujęciu będzie to sprowokowanie początkowo niewinnego delikwenta z ulicy - w zyciu nigdy i na drzewo
oraz inne niz prowokacyjne - zrobimy (udamy) obławę (powiemy w tvn24 ze ten i tamten zaczał sypać), będzie musiał kogoś napaść, bo coś tam, to będziemy wiedzieć, gdzie jest, bywa, robi (zabili mu zone, dziecko sie ostalo))
hmm.. ale przeciwko zorganizowanej (i np. smiertelnej w skutkach, hehe) nagonce wobec palaczy w knajpach, oraz chuji pierdolonych, kt jako właściciele knajpy napierw zakładają wentylacje, potem wyłączają wenty (i kurwa nawet zamykają przeplyw powietrza w wywiewnikach (choćby i grawitacyna)) nie mam absolutnie nic
ciekawe, czy znam jakąśkolwiek knajpę bez smrodu.., gdzie ktoś policzył wymamianę nie potu biurowego, a dymu i smrodu z sali ćwiczeń i pozostawił went poprawnie działającą..
fatalny klimat, no nie ?
:||
czy pan minister rozpędził nagonkę?
ileż ona trwała?
kilka/naście dni (owszem, tak tylko zarejestrowałem, nie sprawdziłem) (mam na myśli n. zgodną z moją def.)
jaki miała skutek?
powstanie kontrnagonki, bardzo szerokie komplikacje w zyciu pana G., ew. zachwianie zaufania do konkretnego środowiska lekarskiego
kontrnagonka?
od jakiego czasu słyszymy, że z pl transplantologią nie jest źle, ze to zemsta za śmierć ojca pana ministra
komplikacje w zyciu pana G?
oskarżeń/zarzutów jest chyba około czterdziestu
myślę, że zarzucanie przyjęcia kilkudziesięciu win, drogich piór, innych prezentów, niestety winno mieć miejsce
oraz winno być przedmiotem oskarżenia, nie zaś powodem niszczenia życia lekarzowi, niezależnie od tego, kim by on nie był
natomiast ocena przyjęcia takich czy innych prezentów, giftów, etc, winna należeć do sądu
dlatego myślę, że pan minister zrobił dobrze, że cba winno atakować i aresztować tak, jak to zrobiło
więcej, oczyszczanie z zarzutów pana G. nie jest porażką dla pana ministra
dalej - areszt pana G. w przypadku, gdyby sprawa tyczyła się wyłącznie podarków byłby całkowicie nieuzasadniony
uzupełniając - całkowicie rozumiem sytuację, kiedy pół rodziny (np 50 osób) trzyma kciuki za operację babci, ciotki, dziadka,
zaś miesiąc później, kiedy delikwent chodzi już po domu, wystosowują przedstawiciela z drobnym giftem
zrzuca się sporo osób, z każdej ktoś rzuci pare groszy i rzeczywiście kupią flache za pół tysiąca
jaki problem?
powtarzalne to i powszechne
nie powinno mieć miejsca w naszym systemie opieki zdrowotnej, tyle tylko, że trochę tego nie rozumiemy
albo zrozumiemy, albo może rozwiążmy sprawę - dyplomaci, politycy miewają podobnie, prawda?
problem jakiś przyjmować podarki (nawet) osobiście w asyście przełożonego i zaprowadzić rejestr?
>> w sprawach innych pan doktor/odrynator przyjmuje w piewrsze poniedziałki miesiąca w godzinach 1530 - 1630 <<
(na każdej komendzie/komisariacie jest coś takiego, ale i tak problem się dostać)
a może zmieścić gablotę na którejść scianie spokojniejszego/administracyjnego korytarza - za uratowanie pana mirka, i jeszcze młodej jolki
gifty odbierać po np. 2 latach?
-- koniec bzdetów
5. media przez kilka (raczej kilkanaście) dni powtarzały słowa pana ministra - nagonka
zdaje się najpierw ucichło
potem znalazły punkt zaczepienia dla kontrnagonki
(trzeba chyba będzie sprawdzić, kiedy co się działo)
i się rozpędziło, najpierw całkiem poważnie, potem przyblakło
jednak wciąż powtarzano - pan minister oskrazyl pana G. ze zabił pacjenta
guzik o szczegółach oczywiście
późneij juz calkiem twardo - pan minister winien nawet odpowiadac przed TS
nadal guzik o szczegółach
zatem czy ew. spadek zaufania do transplantologów (albo raczej do poważnych zabiegów) to raczej wina pana ministra, czy tez raczej kretynskich informacji (newsów) w środkach przekazu??
6. ekspertyzy - droga rzecz
ale czy, za panem galopującym majorem, nie należy (zadanie prokuratury) wciąż dopytywać, więcej, żądać interpretacji rozróżnienia kwalifikacji na błąd i zaniedbanie z pominięciem uwarunkowań prawnych? czy to nie obrona winna zająć się podważaniem nieścisłości?
czy niemiecki ekspert reprezetuje jakiś szerszy rynek transplantologii
gdzie takich wykonuje się najwięcej?
kicha, jakoś nic ciekawego (procz stawek chirurgów amerykańskich) nie chce się dać znaleźć
7.cytat za panem infidelem, cokolwiek to jest
"
11. Błąd w sztuce nie jest jednakże przejawem zabójstwa z premedytacją, jak nam imputowali towarzysze z Prawa i Sprawiedliwości.
"
autor na pewno doskonale wie, ze dokonał podobnego nadużycia, jak "towarzysze imputujący", zresztą chyba wcześniej również
8. podsłuchy?
widzieliście stenogramy
czy nie wydaje się wam, że coś w nich nie tak
(naprawdę trza tu konkretów?)
-- starczy
co do pomysłów przejmowania głosów samoobrony itp
bo chyba właśnie zdałem sobie sprawę, że czegoś takiego w ogóle nie widziałem
naprawdę chodziło o głosy i większość parlamentarną?
naprawdę chodziło o głosy posłów, z partii kt wszyscy szydzili, czy jak to zwać?
przecież gdyby nie media, nic byśmy nie wiedzieli o działalności tych partii
więcej, gdyby nie wyrazistość niektórych postaw, te partie byłyby niedostrzegalne (w dłuższym okresie, aniżeli od pilota do pilota)
czy to nie było tak, że media przedłużały im życie?
jeśli częściowo.. to czy więcej nie zyskiwał pis (jako duża partia, tj posiadająco całkiem sporo wyborców) przejmując (asymilując) nowych wyborców
i tolerując ew. zaplecze parlamentarne (+liderów)?
a już .. hehe - szczytując - czy te chwile sojuszu giertycha, leppera (inaczej trochę patrząc - np. takze pana jurka) i pisu ni były ostatnim
momentem dla tych panów, kiedy mogli cokolwiek ugrać?
i czy ci panowie zachwali się podobnie do poprzedników - postkomunistów (takze mam tu na mysli psl) - zajeli sie stołkami?
może, nie zarejestrowałem, czort wie, nie sprawdzalem także
ale istnieli tez za sprawą swoich pomysłów i decyzji
ostatnich, jakie mieli szanse podejmowac (no przepraszam, sprawa kaczmarka trochę tutaj namieszała, ale .. tak bywa w kasynach)
i czy one były złe?
bo myślę że od wiosny .. nienajgorsze
coz zatem mógł zyskać pis, przejmując "plankton" (moze nie do końca)
a) albo siłę przebicia w parlamencie (mając prezydenta i tak sporo potrafił, mógł walczyć) (piszę o "sojuszu", nie zaś wyborach)
a z czego dobrowolnie zrezygnował (wybory)
b) albo raczej konsolidował wyborców, albo raczej .. dążył do .. zdipolowania? społeczeństwa
wydawało mi się takowe bardzo dojrzałym pomysłem
i to pomysłem/ideą realizowaną
np widziałem część/kawałem debat - wtedy wydawało mi się takowe potwierdzać
a.. teraz ktoś (pewien dowcipnis, pan wyłączony) mnie ciut rozstroił
-- starczy
demografiaa
od tego chyba najbardziej brzuch rozbolał
mam coś z tym chyba wspólnego
pomijając geografię/demografię ze szkół czy studiów
piszę pewien dowcipniś w rp.pl:
Europie grozi katastrofa demograficzna
Anna Słojewska, Wojciech Lorenz 10-05-2008, ostatnia aktualizacja 10-05-2008 02:19
http://www.rp.pl/artykul/132329.html
najpierw baardzo brutalnie bym potraktował autora czegoś takiego:
"– Aborcja jest tylko jednym z przejawów hedonistycznego stylu życia, jaki wybrała Europa. Jeśli nie powrócimy do tradycyjnych wartości, takich jak rodzina, to czeka nas katastrofa."
ale kij
skąd bierzemy chleb? mleko? ciuch? samochód? pracę?
co robimy za młodu?
co robimy później?
co robimy na starość?
jak to wygląda finansowo?
każdy w miarę .. swojej "życiowej edukacji" chyba wie coraz lepiej
dowiaduje się m.in. jak trudno mieć cokolwiek do powiedzenia w swojej sprawie, oraz jak łatwo podążać z prądem (no niektórzy jednak wolą albo rybki, albo akwarium)
niby zdaje sobie sprawę z tego, że wsio co ma dookoła, nie dali mu (już) rodzice, ale trochę chińczyk, trochę neimiec, trochę murzyn (tak, tak), ale jakoś do niego takowe de facto nie dociera
autorowi powyższego stwierdzenia wydaje się, że możemy pozmieniać się trochę tu, trochę tam (model rodziny), i będzie jak kiedyś
jestem zupełnie przeciwnego zdania
otóż tenże model rodziny, o kt. autor marzy (spokojne przekwitanie (pośród gromadki wnuków i drobnych interesach z winem), dynamiczna jeszcze, acz juz calkiem stateczna dojrzalosc (dzieciaki trza do szkół posyłać, samochody pożyczać, etc), ubezpieczony wiek szaleństw) odchodzi wraz z nowymi warunkami gospodarczymi
inaczej się finansujemy,
inaczej się żywimi,
zależymy od innych w większym stopniu, aniżeli od pracy własnych rąk
jakoś zawsze, kiedy mnie mania ekonoma zarządcy najdzie, rozpatruję temat od piekarza, do wielkiego elektronika, czywającego nad prawidłowościami operacji na stercie i stosie globalnej gospodarki
wydaje mi się, że, ze nei stać nas juz na popularnosc modelu panstwa corleone, zbyt wielka różnorodność środowisk ma zbyt wiele do powiedzenia
za młodu wykoncypowałem, że lepiej od zarządzeń dowolnej treści będą funkcjonować zarządzenia w postaci zależności (tj - tyle i tyle deszczu spadło tu i tam, nadwyzki tych, ktorzy przekroczyli w dochodzie taki i taki poziom (od czegos zalezny) pojdą na dofinansowanie czyjejś wody)
nikt chyba jeszcze nei zaryzykował, więc trudno wyczuć, na ile takowe niemożliwym
taki .. system wprowadziłbym globalnie
dla łatwiejszego pojęcia sedna wyobraźmy sobie dwa zbiory pojęciowe:
a) naukowcow, decydentow 2 szczebli, oraz najnizsza kadrę pracowniczą, obsługiwaczy maszyn
b) zroznicowaną europe, troche naukową, trochę turystyczną, ew. drobnowytwórczą; przetwórczą afrykę; naukową amerykę; zarządzającą azję
każdy region będzie miał drobne, lokalne zapożyczenia
moze bowiem gospodarczo tak sie fantastycznie rozwinelismy, ze pracuje u nas wylacznie kadra wyzszego szczegla, zas pospolici przedsiebiorcy (piekarz) mąją co najwyżej lokalnie rację bytu (koszty substratów)
moze u nas mogą funkcjonowac .. regiony turystyczne, naukowe, zarządzające (w sensie ze rozwinięte naukowo)
zas gdzie indziej, powiedzmy kraje rozwijajace sie w miare (azja) przeniosą się kadry niższego szczebla
zaś praca wytwórcza/przetworcza (najniższego szczegla) ostatnie (afryka?)
(proszę mnie nie posądzać o dyskryminowanie, byloby to równie bzdurne, jak represje wobec któregoś z protoplastów genetyków z oxfordu, czy skądś, teoretyzującego nt. społecznych dowodów konsekwencji genetycznych i srodowiskowych uwarunkowań ludności afrykańskiej, bzdura tak totalna, że zęby wypadają bez namysłu)
czy z takiego (może błędnego ujęcia), jak wyżej przedstawiłem, nie wynika, iż musimy się ciut przekształcić demograficznie
czy doświadczenia dowolne dot. zmian nieskoordynowanych czy nieprzmyślanych nie dowodzą, że wypadało by rzeczywiście przejąć kontrolę nad takim zjawiskiem i np. (juz o tym niedawno pisalem) skoordynować je z populacją emerytów europejskich?
pryszcz, podobnie jak z kosowem (tez sie mądrowałem), ale chyba co najwyzej dla przyszłych pokoleń (chyba że kontynuując rozważania nt. rosjii, znajdą się tacy, którzy temu podołają za naszymi plecami)
potem może mi powiecie, że sorry, ale nie ma kasy, cobym spokojnie zdychał w odpowiednim domku odpowiedniej starości
takiego wała!!!
pośle was do stwórcy razem z waszymi głupimi maturami
w ogóle, czego się ta dzieciarnia ma nauczyć, skoro w każdym domu tv??
przecież serwują tam tak nieżyciowe podejście..
ze wkrótce będziemy (my, wkrótce emeryci) oglądać (wspólnie z setką innych niedołęgów) jak się nawzajem wyrzynają jakimiś dziwacznymi urządzeniami
(tiaaa, elektronika pójdzie do przodu, :D)
chociaż.. może jakaś wojna przyjdzie.. to się ludki nauczą
-- starczy nt rozkładu demografii
aborcja:
ciężki to temat
teoretycznie .. przydaje się w dojrzewaniu, tj może się przydać, jak i pewnie sporo zchrzanić
wydaje mi się - zwłaszcza w odniesieniu do fragmentu nt demografii - chcemy jednak czegoś innego, niż przyporządkowanie
nawet mając pozorny luz nad głową - dziewczyna, praca po np. studiach, dobra praca, po roku/ew. dwóch kredyt i meiszkanko..
za chwilę maleństwo.. my ciągle się czegoś musimy bać
(albo musieliśmy)
bo owszem.. pokolwnia 70/80 tak chyba były chowane
stąd takie kroki platformy? niech mają spokój? (pomijając antypis)
nei wiem, ja tam niespokojna dusza jestem, nawet z wszystkim ułożonym mogę pójść na miejskiego sylwestra .. i wracając zupełnie ni w pięć ni w dziesięć krwi mnóstwo rozlać.. czasy niespokojne? głupoli pełno? ale przecież ten głupol, każdy z nich, to taki koleś podobny do nas.. młodszy, starszy, dzieciak, ale podobny, na tych samych bzdurach i tych samych szkołach chowany
co zatem z francuzem, walijczykiem, finem, czechem, włochem, portugalczykiem?
niby bardziej rozwinięci
można dowodzić, że wcześniej
i jak.. średnia mała głowa na średnią parę jajników w wieku rozrodczym około 1.xx
to chyba takie - jeszcze nei teraz
juz? na pewno?
a może poczekajmy do wakacji, bo nei chcę latem z brzuchem się męczyć?
nam się cele popaprały
to z brzuchem męczenie, domu, rodziny zakładanie
pomyrdało nam się z rodziny zakładaniem jeszcze lepszym, jeszcze bogatszym
na cos tam chyba pracujemy, coby juz w ogóle super było, ale .. ostatecznie wciąż odwlekamy moment .. realizacji zysków z inwestycji
tiaa... potem nie będzie czym inwestować, zyski spadną na łeb, na szyję
do tego wieczne transformacje (bo to nie tylko u nas), może więc człek wciąż czeka..
ale nie wie na co
kościół miał swoją wersję
ale oczywiście - a to w ogóle jest niezły dowcip - władza klechów najobrzydliwszą z możliwych - więc do kościołów z nimi, niech sobie tam siedzą
uciekłem od tej aborcji.. wrócę do niej pewnie jeszcze nieraz
pokrótce zaś - środek eliminacji niepewności którejś większej inwestycjii?
jedno dziecko - a kogo stać na więcej..
i biegać za nimi
i wywiadówki
a ile problemów
a babcia starsza
a jej/jego dziadek jest .. nieprzyjazny
rany julek
to jest właśnie waszą/naszą miarą, na co nas stać teraz, a nie jakimi stawkami obracamy czy będziemy..
hehe, choć nawet giełda miewa cięższe przewartościowania (zwłaszcza wstępne)
jest jeszcze jedna ważna sprawa
podobnie jak media nei potrafią za wiele powiedzieć, a już z sensem.. (hehe, im nawet dodawanie ulega zagięciu wobec szklanego ciśnienia)
podobnie my.. do piesków preriowych mamy jak stąd do proxima centauri
(tj tyle, że zanim się dogadamy, nie będzie o czym gadać - gdyby ktoś nie wiedział - a w sumie całkiem bliziutko)
to teraz może sobie zaprzeczę:
"Zdaniem Wandy Nowickiej z Federacji na rzecz Planowania Rodziny zachęty finansowe nie wystarczą. – Posiadanie dziecka nie może obniżać wartości kobiety w oczach pracodawcy. Aby z tym skończyć, trzeba wprowadzić partnerski model rodziny, gdzie obie strony dzielą się równo obowiązkami – mówi „Rz” Nowicka."
- kurde, jak raz mi się zdarzyło, to ................ poprawiałem drobnostke, kt z tą kobietą w swoich obliczeniach namotałem
na drzewo
a nawiasem.. moze otworzę ośrodek wsparcia młodych rodzin .. hehe.. zgarnę becikowe na wstępie :D
zaś co do tezy, iż unia wtrącać się nie powinna.. oczywiście jestem przeciwny dotknięciom, zaś popieram ew. działania systemowe
-- starczy
z rzepy jeszcze
http://www.rp.pl/artykul/132309.html
panie Borusewicz
ja się nei znam na recenzowaniu wywiadów, więc proszę wybaczyć
ja naprawdę mam sklerozę rozległą
dlatego dużo wcześniej, aniżeli inni, używałem komputerów
ale zachowanie p. Kwaśniewskiego jeszcze pamiętam.. to z pierwszej i z drugiej kadencji
nawet obrazki z charkowa
i te argumenty za krawczykiem i przeciwko kaczyńskiemu
i ta ustawa "kompetencyjna", te słowa, te emocji..
te odznaczenia
gruzja - to już w ogóle
to nie tak, że pan spał i się panu coś śniło
ani, że pana ktoś zaskoczył
pan o czymś z kimś dyskutował, kogoś do czegoś przekonywał, był pan rozemocjonowany
i przeniósł pan takowe na wywiad dziennikarza, tfu, pani Bernadety
dziwne to to



Komentarze
Pokaż komentarze