0 obserwujących
198 notek
121k odsłon
5639 odsłon

Szczeciński IPN, królestwo niekompetencji i nepotyzmu.

Wykop Skomentuj15

 

Całkowity brak naukowej krytyki publikacji, nominaci „Samoobrony”, masowe zatrudnianie członków rodzin, badania zafałszowujące dotychczasowe ustalenia naukowe, to rzeczywistość szczecińskiego IPN. Tekst poniższy odrzuciły szczecińskie redakcje w związku z czym wrzuciłem go na blog.


Analizując dorobek publikacji szczecińskiego oddziału IPN można dojść do wniosku iż działa on wyjątkowo dysfunkcjonalne. Wynika to z tego iż w tej wyspecjalizowanej instytucji badawczej zatrudniającej 140 osób, nie pracuje ani jeden samodzielny pracownik naukowy, a duża część zatrudnionych to członkowie rodzin zatrudnionych tam pracowników merytorycznych i partyjni nominaci( proszę porównać zbieżność nazwisk http://ipn.gov.pl/portal/pl/55/2288/Oddzialowe_Biuro_Edukacji_Publicznej_w_Szczecinie.html i http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/37/4246/ ). Pierwszym dyrektorem powstałego w 2005 roku szczecińskiego oddziału IPN (umożliwiło to powstanie w Szczecinie Sądu Apelacyjnego), budowanego na bazie Delegatury tej instytucji,został pochodzący z poza Szczecina Kazimierz Wójcicki, i ten fakt miał chyba spowodować iż szczeciński oddział nie zostanie zawłaszczony przez lokalne układy i koterie. Według informacji jednego z pracowników szczecińskiego IPN personalny zaciąg do nowej instytucji prowadziła Małgorzata Machałek,kierująca wcześniej delegaturą. Oczywiście o kluczowych stanowiskach decydowano w innym miejscu. Szefem szczecińskiej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Nardowi Polskiemu został pochodzący z Poznania prokurator Dariusz Wituszko, nie znający szczecińskich realiów historycznych, co odbiło się przynajmniej w jednym wypadku na nierzetelnym przeprowadzeniu śledztwa a następnie jego umorzenia (sprawa śmierci Bogdana Gołaszewskiego w toku której nie przesłuchano najbliższej rodziny oraz ostatniej osoby która widziała nieżyjącego przed śmiercią). Prawdopodobnie preferowanie na kierowniczych stanowiskach ludzi spoza Szczecina wynikało z ideologicznego założenia że nie ma w tym mieście kompetentnych historyków i prawników.

Pan Wójcicki miał wiele dodatkowych spraw oprócz budowania szczecińskiego IPN, w końcu odszedł na U.W gdzie pisze habilitację, pod jego kierownictwem de facto oddziałem zarządzała Małgorzata Machałek i to ona wskazała nowego szefa. Od trzech lat dyrektorem szczecińskiego oddziału IPN jest trzydziestoparoletni dr Marcin Stefaniak, którego zmodyfikowaną wersje doktoratu wydał oczywiście IPN. Dr Stefaniak wkrótce po objęciu aktualnego stanowiska przedstawił w Polskim Radio Szczecin wyjątkowo trudną sytuację podległej mu instytucji, która w odróżnieniu do swoich odpowiedników w innych regionach kraju, po swoim otwarciu w 2005 roku pozbawiona była możliwości korzystania z jakiegokolwiek dorobku historii regionalnej. „U nas takich publikacji nie było, musimy wszytko rozpocząć od początku. Badanie regionalne na uniwersytecie dopiero się rozpoczynają” mówił dr Stefaniak,następnie konstatował „straciliśmy na rzecz Gdańska legendę Grudnia 70 i Stycznia 71 roku, którą to problematyką nikt na poważnie do powstania IPN się nie zajmował”.Czy możliwym jest że pan Stefaniak nie zna ogromnej ilości publikacji dotyczącej lokalnych aspektów „Grudnia” poczynając od ustaleń dokonanych w ramach Ośrodka Badań Społecznych szczecińskiego Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego „Solidarność” z 1980 roku, czy ustaleń prof. Andrzeja Głowackiego a już po zmianie systemu np. dr Michała Paziewskiego?. Czy chodzi raczej o deprecjonowanie dokonań szczecińskich historyków. Dyrektor Stefaniak z dumą opowiadał o dorobku podległej mu instytucji budującej tożsamość szczecinian „na gołej ziemi”, mówił o licznych publikacjach, edukacji szkolnej i wystawach. Sebastian Ligarski wywodzący się z wrocławskiego IPN kierujący szczecińskim OBEP, przyłączył się do krytyki szczecińskiego środowiska historyków i humanistów konstatując iż więcej o najnowszej historii szczecina wiedzą naukowcy z innych regionów Polski, niż ci mieszkający i pracujący w tym mieście. Dr. Sebastian Ligarski, ma znaczny dorobek naukowy, tyle że dotyczący najnowszej historii Wrocławia,ale w związku z tym iż w Szczecinie nie ma kompetentnych historyków kluczowym dla tej instytucji OBEPEm musi kierować wrocławianin.

Zawłaszczenie polityczne.

W Radzie Naukowej IPN region zachodniopomorski reprezentuje prof. Bogusław Polak, który jako były ekspert i współpracownik Samoobrony RP jest nominatem tej partii we wzmiankowanym gremium, na stanowisku wiceprzewodniczącego. Bezpośrednim reprezentantem Samoobrony w szczecińskim oddziale IPN jest mgr Artur Kubaj, były naczelnik szczecińskiego OBEP-u, jeszcze do niedawna kierujący Referatem Badań Naukowych, Dokumentacji i Zbiorów Bibliotecznych (np. decyzje o klasyfikacji danych wrażliwych). W czasie kiedy pełnił omawiane funkcje mógł się pochwalić dorobkiem naukowym składającym się z jednego, miernej wartości „artykułu naukowego” opublikowanego oczywiście w wewnętrznym periodyku IPN. Artur Kubaj w lipcu 2006 roku jako nominat Samoobrony i pracownik IPN wchodzi do Rady Nadzorczej Radia Szczecin. Cztery miesiące temu w listopadzie 2009 roku Artur Kubaj wszedł jako nominat Samoobrony po raz kolejny do Rady Nadzorczej Radia Szczecin, poparty przez Sławomira Kobarynka, byłego asystenta społecznego posła Andrzeja Leppera, szefa Samoobrony. Nazwisko Pana Kubaja widnieje na kilku publikacjach szczecińskiego IPN, jak to się ma do zasady iż naukowiec powinien być niezależny od partii politycznych, ideologii czy wszelkiego rodzaju koterii?.Dyrektor szczecińskiego IPN mimo młodego wieku prowadzi bardzo przemyślaną politykę personalną, zatrudniając na etacie małżonki wysokich urzędników Urzędu Miejskiego, może min. tym należy tłumaczyć pozyskanie przez IPN kolejnego, jednego z najwspanialszych budynków w Szczecinie, byłego konsulatu ZSRR. Czytając tylko upublicznione personalia pracowników szczecińskiego IPN(1/5 wszystkich zatrudnionych) można dojść do wniosku iż jest to wyjątkowo prorodzinna instytucja.

Pseudo-edukacja i manipulacja publikacjami.

Publikacji IPN o historii Szczecina w zasadzie nie można kupić w księgarniach, jego jedynym widocznym działaniem są wystawy które przyjeżdżają do Szczecina z reguły z innych ośrodków. Przykład, prawie pół roku pod Urzędem Miasta wystawiana była prezentacja „Woldenberg” która po takim czasie już nikogo nie interesowała. Jeśli chodzi o dorobek wystawowy szczecińskiego oddziału IPN , to warto wspomnieć choćby ostanie wpadki, wystawa „Papierowa rewolucja” czy gryfińska wystawa fotograficzna „Wrzesień 1939 w oczach wroga”, które nie miały żadnego wprowadzenia oraz opisu fotografii, ale jak twierdzi jeden z pracowników szczecińskiego OBEP „napisy pod zdjęciami są zbędne, wszyscy wiedzą o co chodzi”. W ciągu pięcioletniego okresu funkcjonowania szczecińskiego oddziału IPN wydał on 22 publikacje książkowe, w tym w ciągu ostatnich kilku miesięcy 9, świadczy to o ogromnych możliwościach finansowych tej instytucji, poziom wielu publikacji daje wiele do życzenia a ilość błędów świadczy o braku naukowej redakcji, nie ma również ani jednej monografii napisanej przez pracownika tej instytucji. Publikacje te prezentowane były wielokrotnie w sposób nieprawdziwy przez dyrektora Stefaniaka jako dorobek wyłącznie pracowników szczecińskiego IPN. Również takie wrażenie można odnieść czytając o nich na stronie internetowej szczecińskiego IPN. Jest to moim zdaniem poważne mijanie się ze stanem faktycznym, lub co najmniej gruba nieprecyzyjność. Podobną postawę zaprezentował pan Stefaniak w sprawie procesu nadania honorowego obywatelstwa Szczecina o. Hubertowi Czumie lub kłamiąc na temat zapoznania się ze wszystkimi recenzjami dotyczącymi wznowionej ostatnio książki „Ofiary Grudnia 70”. Obok trzech pozycji zatytułowanych „Twarze bezpieki” będących kartotekami pracowników UB/SB, do którego wydania szczeciński oddział zobligowany był przez swoją centralę, pracownicy IPN z ulicy Janickiego wydali samodzielnie tylko kilka wątpliwej wartości „dzieł”. Przy reszcie publikacji tak beztrosko zawłaszczanych przez pana Stefaniaka, bardzo ważną role odegrali naukowcy którzy według szefa szczecińskiego IPN mają zerowy dorobek w tej materii, co obrazuje cytowana wcześniej wypowiedz dyrektora IPN. Dobrze widać stosowany przez pana Stefaniaka mechanizm w chyba najbardziej udanej publikacji szczecińskiego IPN powstałej w wyniku kooperacji z Uniwersytetem Szczecińskim. Jest to książkowy zapis konferencji z 2007 roku „Między Warszawą a regionem. Opozycja przedsierpniowa na Pomorzu Zachodnim”. W wydanej w grudniu 2008 roku książce na siedemnastu autorów tylko trzech było pracownikami szczecińskiego IPN. Czternastu pozostałych autorów to naukowcy z Uniwersytetu Szczecińskiego lub innych Uniwersytetów, pracownicy Archiwów Państwowych, PAN czy w końcu pracownicy innych oddziałów IPN. Czy zatem mówienie o wyłącznym merytorycznym dorobku szczecińskiego IPN w kontekście tej publikacji jest w takim wypadku niedomówieniem czy manipulacją?. Podobną sytuację mamy w sytuacji jedynej z rzetelniejszych pozycji wydanej przez szczeciński IPN, autorstwa pana Arkadiusza Słabiga, który oczywiście nie jest pracownikiem szczecińskiego IPN, ale tego nie dowiemy się ze strony internetowej. Dyrektor Stefaniak pokazując w ten sposób efekty funkcjonowania szczecińskiego IPN próbuje zakryć oczywistą niekompetencje pracowników podległej mu instytucji, która wynika ze specyficznie prowadzonej polityce kadrowej. Widać wyraźnie iż ten były ekspedient , który aktualnie zarabia 10 tyś złotych i porusza się samochodem służbowym, zleconą mu misję wypełnia z należytym oddaniem.

Szczeciński IPN bada Grudzień 1970.

Instytucja kierowana przez pana Stefaniaka, rozdzierającego szaty nad zatraceniem pamięci Grudnia i za niebyłe uznająca dotychczasowe ustalenia szczecińskich naukowców, bardzo specyficzne dba o tą pamięć. Mimo kilkukrotnych zapytań nie udało mi się uzyskać dokładnej informacji kto personalnie jest odpowiedzialny za prace związane z tym okresem. Pamiętajmy że właśnie w tym roku przypada 40 lecie „Grudnia 70”. Osobiście złożyłem wniosek do Pałacu Prezydenckiego apelujący o odznaczenie kilkuset mieszkańców naszego miasta, członków Komitetów Strajkowych ogarniętych strajkiem zakładów (w Grudniu 1970 było ich 120, w Styczniu 1971 około 40), IPN oczywiście nie był i nie jest zainteresowany tą sprawą. W ramach realizowanego stałego projektu naukowego „Grudzień ‘70 – Styczeń ‘71” wydano : album „Zbuntowane miasto”, tą pozycję zawierającą kilkadziesiąt poważnych błędów merytorycznych trudno posądzić o charakter naukowy, np. dr U.S Eryk Krasucki myli w nimi liczbę i imiona osób które zginęły w Szczecinie 17-18 grudnia 1970 roku, zaprzecza pokojowemu charakterowi demonstracji które rozpoczęły dramat. Ostatnim dokonaniem szczecińskiego IPN w temacie „Grudnia” jest reedycja książki Aleksandra Strokowskiego „Lista ofiar. Grudzień 1970 r. w Szczecinie”, gdzie pracownicy IPN nawet nie wzmiankowali w formie przypisu o milicjantach i żołnierzach którzy również byli ofiarami tego co się wówczas stało, a co wyrzućmy ich poza nawias społeczeństwa . Auto reedycji został potraktowany haniebnie, bez jego wiedzy zmieniono wydźwięk jego książki, pominięto nazwiska ludzi którzy przyczynili się do jej pierwotnego wydania (dziś niechętnych szczecińskiemu IPN). Lokalne media jednak wytrwale milczą na wzmiankowane tematy. Warto zadać pytanie jak to możliwe że publikacje szczecińskiego oddziału IPN nie podlegają krytyce naukowej? Jeden znany mi przypadek zamieszczenia takowej w niszowym piśmie spowodował wściekły atak byłych i aktualnych pracowników IPN zbudowany na oczywistych nieprawdach, wyzwiskach i pomówieniach .

Sebastian Ligarski powiedział w PR Szczecin „My docieramy do ludzi i miejsc gdzie nie dotrą naukowcy z uniwersytetu, nie dotrą inni popularyzatorzy historii, ci którzy tak często i walecznie wypowiadają się przeciwko nam. To właśnie, my tam jeździmy”. Ogromne fundusze IPN nieporównywalne z możliwościami finansowymi Instytutu Historii U.S stwarzają sytuacja w której uniwersyteccy historycy popadają w swoistą zależność od IPN, powoduje to wyeliminowanie merytorycznej krytyki publikacji IPN. Jest również inna przyczyna tego groźnego zjawiska, dziś w zasadzie niemożliwe jest napisanie dobrej książki historycznej bez archiwów IPN a w częściowo nieuporządkowanym,zdekompletowanym,trudnym archiwum przychylność archiwisty jest na wagę złota. Sam się o tym przekonuję kiedy moje „wnioski dziennikarskie” bezskutecznie realizowane są całymi miesiącami ( w Archiwum Państwowym, pół godziny). Czy Szczecin może sobie nadal pozwalać na brak rzetelnych badań historycznych?.Czy budowanie i rozwijanie tożsamości lokalnej można oprzeć na dorobku niemerytorycznych i przypadkowych historyków lub ludzi podających się za historyków? Cześć pracowników omawianej instytucji mimo iż nie jest historykami właśnie tak przedstawia się publicznie. Co by się stało z „naukowcami” którzy w publikacji o Warszawie aleje Jerozolimskie nazwali by ulicą Jerozolimską, ze szczecińskim odpowiednikiem tego typu błędów mieliśmy wielokrotnie do czynienia w ważnej publikacji szczecińskiego IPN. Tempus fugit.

ps. Budżet Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych zarządzającej 400 km akt, to114 mln zł, co przekłada się na ponad 1500 etatów. Roczny budżet IPN zarządzającego 97 km skatalogowanych akt to 280mln i około 2500 etatów. W archiwum szczecińskiego IPN jest 3200 metrów bieżących akt, składają się na nie : archiwa cywilnych organów bezpieczeństwa, elementy archiwów wojskowych, WOP, penitencjarne, z środków odosobnienia, dokumenty zbrodni hitlerowskich, dary prywatnych kolekcji i archiwaliów, pracuje w nim 140 osób w tym w tym kilkunastu pracowników merytorycznych. W Archiwach Państwowych województwa szczecińskiego znajduje się 9800 m dokumentów,pracuje w nim 50 osób w tym 40 jest pracownikami merytorycznymi. Dyrektor tych ostaniach nie komentuje faktu iż w IPN korzystający z archiwów nie mają informacji o możliwości korzystania ze archiwalnych środków ewidencyjnych.

Wykop Skomentuj15
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale