... już 15 kwietnia 2010 roku.
W zasadzie nie ma się czym chwalić, bo nie trzeba było być jakimś wielkim jasnowidzem...
W kilku innych rzeczach zresztą pewnie się myliłem, ale post był pisany pod wpływem wielkich emocji, jakie w tamtych dniach nam towarzyszyły...
Na potwierdzenie, treść mojego posta, opublikowanego tutaj 15 kwietnia 2010 r. wklejam poniżej.
Nie trzeba czytać całości, wystarczy Post Scriptum.
El Filozof
31 VIII MMXI
=======================================
Treść posta:
--------------------------------------------------------------------
Współczesna Historia Naszego Świata
Komentarz do dziejów współczesnych i innych.
Quaestiones quodlibetales.
15 kwietnia 2010
Polski Czarny Kwiecień czyli dlaczego Lech Kaczyński spocznie na Wawelu
Nie przymierzając, katastrofa samolotu prezydenckiego pod Katyniem 10 kwietnia 2010 roku jest dla Polaków tym, czym w ostatnich latach 11 września 2001 roku dla Amerykanów lub 7 lipca 2005 roku dla Brytyjczyków. Zdarzenia te mają ze sobą wiele wspólnego w kontekście ich znaczenia dla przebiegu dziejów świata i narodów, lecz można znaleźć także znaczące różnice. O tym jednak innym razem.
Decyzja o pochowaniu tragicznie zmarłego Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego na Wawelu (w krypcie sąsiadującej z kryptą Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego) wzbudziła głosy sprzeciwu, a nawet uliczne protesty.
Pomijając fatalny wydźwięk i sposób, w jaki musiały one zostać odebrane za granicą, gdzie media dopiero co dzień wcześniej jako główną wiadomość z Polski przekazały jedność wszystkich elit i narodu w trudnych chwilach, należy na ile to możliwe "na chłodno" poszukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego Lech Kaczyński powinien spocząć na Wawelu.
Decyzja została już bowiem podjęta. Na uroczystości pogrzebowe do Krakowa przybędą politycznie najwięksi tego świata. Nie jest więc już kwestią wagi najwyższej znalezienie argumentów na rzecz tezy, że prezydent Kaczyński nie powinien być grzebany pod wawelską katedrą, lecz przeciwnie, rzeczą niezwykle ważną jest znalezienie i rozpowszechnienie argumentów na rzecz tezy przeciwnej, korespondującej zresztą z toczącym się właśnie biegiem dziejów.
Jeżeli argumenty przeciwko tej decyzji nie mogą jej już zmienić, tedy właściwą z punktu widzenia nie tylko patriotyzmu, ale także zwykłego rozsądku, wydaje się próba przekonania sceptyków oraz przeciwników do argumentów za, nie zmuszając ich jednakże do odrzucenia argumentów przeciw.
Czyż nie jest bowiem prawdą, z którą zgodzą się wszyscy, że w obliczu niedawnych wydarzeń, które obrazowo nazwać można drugą tragedią albo katastrofą katyńską, priorytetem i ponadpartyjnym celem powinno być łączenie, a nie dzielenie Polaków?
Skoro - jeszcze raz powtórzmy - Lech Kaczyński z całą pewnością spocznie na Wawelu, dobrze będzie, jeśli jak największe grono Polaków będzie wiedziało przede wszystkim, dlaczego Lech Kaczyński powinien leżeć tam, gdzie leży, a w następnej kolejności dopiero, dlaczego ewentualnie nie.
Z innej strony zupełnie lekkomyślnie spoglądając, można odnieść wrażenie, że Warszawa jako miasto i obecna stolica Polski, a przede wszystkim rodzinne miasto Lecha Kaczyńskiego, doznała znaczącej prestiżowej porażki w konkurencji z Krakowem, a właściwie z samym Wawelem.
Mimo wszystkich oczywistych i mniej oczywistych argumentów przemawiających za tym, by prezydent Kaczyński został pochowany w Warszawie, zostanie pogrzebany w Krakowie, na Wawelu, który przez symbolikę historii i martyrologii narodu polskiego jest jedynym i wystarczającym argumentem decydującym.
Lech Kaczyński spocznie na Wawelu z pewnością dlatego, że zginął pod Katyniem. Nie pod Smoleńskiem, lecz pod Katyniem. Nie ulega wątpliwości, że taki właśnie będzie powszechny, społeczny odbiór tego zdarzenia.
Zginął, wraz z dziewięćdziesięcioma pięcioma innymi, najlepszymi synami i córkami polskiej ziemi, w 70. rocznicę mordu najlepszych synów i córek polskiej ziemi tamtych czasów.
Złowieszcza, okrutna symbolika tych wydarzeń nadaje im charakter niezwykły, dla wielu wręcz mistyczny. Dlatego śmierć Lecha Kaczyńskiego nie jest "tylko" śmiercią Prezydenta Rzeczypospolitej.
Jest symbolicznym powtórzeniem niezmierzonej tragedii sprzed siedemdziesięciu lat.
Jest powtórną, a więc już podwójną, niezrozumiałą zbiorową ofiarą na ołtarzu... czego? Prawdy, która dzięki temu przebije się wreszcie do powszechnej świadomości? Polsko-rosyjskiego pojednania? Mentalnego samowyzwolenia się Rosjan? Wszystkich lub niektórych z tych rzeczy, a może czegoś zupełnie innego lub niczego zgoła?
Nie! "Niczego" jest nie do pomyślenia, to niemożliwe, by to co się stało w miejscu, w którym się stało, stało się tam po prostu przypadkiem. Notabene, jest to przykład głęboko zakorzenionej w ludzkiej świadomości skłonności do myślenia teleologicznego, a więc, że katastrofa w Smoleńsku miała miejsce "po coś", nastąpiła w jakimś celu, który dzięki niej może zostać przybliżony lub osiągnięty.
Oczywiście, współczesna filozofia nauki przekonuje, że zdarzenia mają "co najwyżej" swe materialne, naturalistyczne przyczyny, lecz pod względem uprzednio założonego celu są całkowicie przypadkowe. Jeżeli zaś można mówić o jakimkolwiek uprzednio założonym celu następujących wydarzeń, należy domniemywać w nich świadomego, celowego działania człowieka (oraz ewentualnie zwierzęcia, choć to uwaga zupełnie poza tematem).
Ponieważ w przypadku katastrofy pod Smoleńskiem a priori wykluczono celowe działanie człowieka, pozostało do wyboru albo zrozumieć, że katastrofa ta była "tylko" przypadkiem, który tym niemniej niesie ze sobą znaczące konsekwencje, albo uwierzyć, że tragedia ta ma swój głębszy sens i cel, że wydarzyła się, aby coś stało się możliwe.
Miejsce niedawnej tragedii z pewnością odegrało główną, jeśli nie kluczową rolę w decyzji o pochówku na Wawelu.
Spocznie tam nie tylko Prezydent Rzeczypospolitej.
Spocznie tam także symbol drugiej tragedii katyńskiej.
Spocznie tam także symbol pamięci o mordzie w Katyniu.
I podobnie jak Kraków przy wielu argumentach za i przeciw jednym tylko Wawelem przesądził sprawę, tak też samo tylko miejsce i wymowa katastrofy jest argumentem wystarczającym do wyboru katedry na Wawelu jako miejsca pochówku Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, nolens volens symbolu wszystkich, ówczesnych i obecnych ofiar Katynia.
W tym duchu należy też traktować propozycję, aby przy sarkofagach Prezydenta RP i Pierwszej Damy umieścić tablicę bądź nagrobek symbolicznie upamiętniający obie tragedie katyńskie. Miałaby ona także, jeśli nie przede wszystkim, ostudzić krytykę decyzji o wawelskim pochówku, wszak być może można krytykować to, że spoczywa tam Lech Kaczyński, natomiast z całą pewnością nie wolno krytykować tego, że spoczywa tam symbol ofiar Katynia.
Choć od tej pory i tak każdy uważający się za wykształconego Polak będzie zobowiązany do znajomości przynajmniej najważniejszych faktów związanych z tą katastrofą i jej symbolicznym znaczeniem, umieszczenie takiej tablicy na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc, także w przyszłości młodszym pokoleniom, kiedy pamięć o Katyniu i obu tragediach nieuchronnie zwietrzeje i starci na mocy wyrazu, która dziś bucha swym najgorętszym żarem, niczym nagle obudzony wulkan zagrażający, po raz kolejny symbolicznie, samolotom mającym przylecieć na uroczystości pogrzebowe do Krakowa.
W anglosaskiej kulturze Zachodu po wydarzeniach w USA i Wielkiej Brytanii utrwaliły się pewne symboliczne sformułowania, znane powszechnie pod nazwami "9/11" oraz "7/7", które nie są jedynie określeniami daty czy nawet zwykłym określeniem zaistniałych wydarzeń.
"9/11" oraz "7/7" to niosące ze sobą głęboki, patriotyczny przekaz symbole, totemy martyrologii narodu amerykańskiego i brytyjskiego. Oczywiście, przywódcy oraz elita polityczna i intelektualna tych krajów postarali się i starają nadal, aby taką właśnie, utrwalającą patriotyzm i jednoczącą naród w obliczu tragedii i zagrożenia wymowę tym wydarzeniom i ich symbolom nadać.
W polskiej tradycji taka skrótowa nazwa prawdopodobnie się nie przyjmie. O wiele donioślej dla polskiego ucha brzmią hasła takie jak "druga tragedia katyńska" czy "Polski Czarny Kwiecień" i zapewne pod taką lub podobną nazwą obecne wydarzenia utrwalą się w historii Polski i być może świata.
Jednak czy Polska, Polacy, polskie elity polityczne i społeczne będą w stanie szybko i zgodnie wypracować ogólnonarodowy konsensus co do wymowy Polskiego Czarnego Kwietnia, co do znaczenia drugiej już katastrofy katyńskiej?
Znając historyczne doświadczenie, należy się raczej spodziewać, że dopiero nieubłagany czas, który ostatnio tragicznie przyspieszył dla Prezydenta i wszystkich pasażerów TU-154M, pogodzi wszystkich, zaś następcy "zwycięzców" napiszą podręczniki, z których historię poznawać będą kolejne pokolenia.
(elfilozof)
P.S. Biorąc pod uwagę okoliczności oraz opierając się na doświadczeniach najnowszej historii Polski, pomimo, że para prezydencka a także pozostałe ofiary nie spoczęły jeszcze w grobach, należy z dużą dozą prawdopodobieństwa, a także z wielkim ubolewaniem i niejaką grozą spodziewać się przyszłych masowych ekshumacji.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)