El Filozof El Filozof
2728
BLOG

Dlaczego Palikot wygra wybory?...

El Filozof El Filozof Polityka Obserwuj notkę 4

 ... Oczywiście, nie w liczbach bezwzględnych, tutaj - według wszelkiego prawdopodobieństwa - wyprzedzą Ruch Palikota PO i PiS.

Oceniam jednak, że Ruch Palikota zajmie pewne trzecie miejsce z dwucyfrowym poparciem w okolicach 15 procent. Kosztem SLD i Platformy, co może oznaczać, że pierwsze miejsce jednak zajmie PiS. Herezja? Wcale nie, realna możliwość, choć czy tak się stanie - zobaczymy. A jeśli tak będzie, to wtedy...

 

Wtedy zacznie się w telewizjach spektakl "ekspertów" - wszystkie mądre profesorskie i doktorskie głowy zaczną nam tłumaczyć, dlaczego Palikot uzyskał tak dobry wynik. "Ekspertami" będą zresztą zapewne te same mądrale, które do niedawna nie dawały Palikotowi żadnych szans na przekroczenie pięcioprocentowego progu, zaręczając swoim autorytetem, że Palikot to śmieszny, niepoważny margines. Cóż, parafrazując tym razem Bronisława Komorowskiego - jakie telewizje, takie autorytety...

Trzecie miejsce Palikota będzie jego wielkim zwycięstwem. Przypadnie mu rola do tej pory tradycyjnie przypisana PSL-owi, czyli koalicyjnego "języczka u wagi". Dzięki temu PSL - partia de facto marginalna i podobnie jak PO miałka ideowo - dotychczas opływała w dostatki i posadki-synekury jak przysłowiowy pączek w maśle. Niestety, tym razem "ludowcom" już się nie uda (ileż razy można?!) ledwo przeczołgać się przez próg i z westchnieniem ulgi nicnierobić (poza "zapewnianiem koalicyjnej stabilności", czyli dostarczaniem większemu koalicjantowi brakujących szabel w głosowaniach) przez kolejne cztery lata...

 

Wybiegnę więc nieco przed szereg i odpowiem już teraz na to pytanie, które w przyszłym tygoniu reżimowym dziennikarzom zapewne trudno będzie przechodzić przez gardło - dlaczego Palikot te wybory wygrał?

 

Przede wszystkim dlatego, że Palikot przejmie głosy tych, którzy tradycyjnie głosują na lewicę z powodów światopoglądowych. To ci wyborcy zapewniali dwa razy zwycięstwo SLD - w 1993 i 2001 roku, naiwnie licząc na realizację lewicowych obietnic typu liberalizacja ustawy antyaborcyjnej, zeświecczenie (czy tak to się pisze?) państwa, ostatnio także legalizacja marihuany czy związków partnerskich. Ani SLD, ani - co bardzo istotne - Kwaśniewski, który oszukał lewicowy elektorat w 1995 roku, nigdy swych obietnic światopoglądowych nie spełnili, chytrze kalkulując, że sympatycy lewicy "z braku laku" i tak na nich zagłosują (były co prawda partie takie jak Unia Pracy czy PPS, a obecnie PPP, jednak bez medialnego przebicia, dotarcia do mas, co mimo pewnego medialnego ostracyzmu ma jednak Palikot). W kwestiach gospodarczych zaś SLD i Kwaśniewski niczym nie różnili się od reszty (bo nie mogli, ale to temat na inną opowieść) - gra zawsze toczyła się więc wokół nośnych spraw światopoglądowych, jednak SLD przypominało sobie o tym tylko w kampanii wyborczej. A Polaków - nawet lewicowców - można oczywiście robić w ..., aliści do czasu.

Cierpliwość lewicowego elektoratu skończyła się ostatecznie w roku 2005. "Mądre głowy" czyli telewizyjni "eksperci" twierdzą, że SLD przerżnęło te wybory przez aferę Rywina. To oczywista bzdura, lecz było to wytłumaczenie najprostsze i dla marnych "ekspertów" najbezpieczniejsze, bo łatwe do "łyknięcia" przez tzw. opinię publiczną. Nie neguję, że afera Rywina miała na porażkę SLD (zauważcie, że nie piszę "lewicy", tylko "SLD") wpływ, jednak nie był to wpływ najistotniejszy, choć być może Michnik chciałby przypisać sobie taką sprawczą rolę, i wielu rzeczywiście mu ją przypisało.

 

SLD przerżnęło wybory w 2005 roku dlatego, że lewicowy elektorat nie dał się nabrać po raz trzeci. Było to - jak mniemam - w głowie tradycyjnego lewicowego wyborcy rozumowanie typu:

"Głosowałem na was i wygraliście w dziewięćdziesiątym trzecim - nie zrobiliście nic.

Głosowałem na Kwacha i wygrał w dziewięćdziesiątym piątym - nie zrobił nic, ale dobrze, że chociaż nie wygrał Wałęsa.

W dwutysięcznym też głosowałem i Kwach wygrał, bo choć wiedziałem, że dla lewicy nic nie zrobił i nie zrobi, to jednak znów był najmniejszym złem - w końcu nie mogłem pozwolić, by wygrał Marian.

Głosowałem na was także jeszcze w dwutysięcznym pierwszym, bo po rządach Buzka i Mariana jednak za wami tęskniłem.

Ale wy nie zrobiliście dla nas - lewicowców - nic, zupełnie nic. Ustawa antyaborcyjna jak była tak jest, Kwachu śmiejąc się nam w twarz zafundował nam konkordat, dziś każde wydarzenie zaczyna się mszą, religia w szkołach, kapelani w wojsku, Kościół chapie szpitale i przedszkola oraz grunty jako mienie odzyskane na niespotykaną skalę - WIĘC DO CZEGO WY, SLD, JESTEŚCIE MI - LEWICOWCOWI - POTRZEBNI? Do tego jeszcze sami też kradniecie i afera goni aferę...

Sami chcieliście - no to macie - pocałujcie mnie w d..., tym razem zagłosuję na Platformę (albo Samoobronę - w końcu ładny socjal obiecują i rozliczenie aferzystów), co prawda nie spełnią naszych postulatów światopoglądowych, ale wy też nie spełnicie, a w gospodarce i tak nikt nic nie zmieni bo ona toczyć się musi mniej lub bardziej wytyczonym już dawno torem..."

 

Być może powyższe "rozumowanie lewicowca" przedstawiłem dosyć chaotycznie, jednak mam podejrzenie graniące z pewnością, że to właśnie ta część elektoratu lewicy, która mniej więcej tak sobie pomyślała, zapewniła w 2005 roku sukces (względny) Platformie (i Samoobronie). Tak zwany "twardy" elektorat lewicy jeszcze był wierny, jeszcze zagłosował, ale tylko dlatego, że dla nich Platforma ani Samoobrona były jeszcze nie do przełknięcia, więc faktycznie "nie było opcji".

Podobnie stało się dwa lata później, w roku 2007, z tym, że rozpętana przez Platformersów histeria pt. "Albo my, albo faszysta Kaczyński" podziałała także na elektorat lewicowy, który gremialnie poparł PO - no i mamy to, co mamy.

 

Lecz tak, jak Tusk wygrał lewicowców w 2007 roku, tak teraz przegra ich na rzecz Palikota. Bo Palikot jest dla wyborców lewicy utęsknionym, z dawna wyczekiwanym mesjaszem - i w przeciwieństwie do SLD jest dla nich wiarygodny (przynajmniej na razie) światopoglądowo. I nie chodzi o penisa czy wódkę - tylko o to, że mówi i robi to, co powinien mówić i robić Napieralski, czyli zachowuje się jak lider lewicy XXI wieku.

 

Tak zwana spiskowa teoria dziejów każe wziąć pod uwagę też taką mozliwość, że Palikot jest od dawna dogadany z Tuskiem i cały konflikt i wojenka między nim a PO jest sprytnie (powiedziałbym - majstersztyk!) zagrana na zgarnięcię głosów SLD. Przeczy temu trochę książka Palikota, która uwiarygadnia go jako niezaleznego od PO polityka, przeczy też temu Ruch Poparcia - autentycznie oddolny, spontanicznie zorganizowany ruch ludzi mających dość - jakby powiedział Korwin-Mikke - "Bandy Czworga", ich irytujących uśmieszków, plecenia farmazonów, bezczelnych kłamstw w żywe oczy.

Notabene, dziś na scenie politycznej jest dwóch polityków, którzy wydają się brzmieć szczerze i wiarygodnie w swojej misji i poglądach - to Palikot i Korwin-Mikke właśnie. Smutne prawidło jak dotychczas pokazuje, że być może jest tak dlatego, że nie byli i nie są dotychczas u władzy (tu nasuwa się jako przykład historia ś.p. Andrzeja Leppera, lecz de mortuis et absentis...) A to jest także kolejny argument na rzecz Palikota oraz częściowo Korwina, który jednak został wy... bez mydła przez PKW - oni brzmią szczerze i wiarygodnie, a to myślący wyborcy lubią. Oczywiście, zgodnie z prawidłem 80/20 tych myślących wyborców jest znacznie mniej, a spośród nich jedynie część podziela poglądy jednego czy drugiego, więc nie będzie to czynnik o wyniku wyborów decydujący.

Być może więc Palikot jest jedynie komandosem Tuska, lecz jeśli tak jest - wywiązuje się ze swojej misji rewelacyjnie. Napieralski to przy nim leszcz, całkowicie sztuczny i niewiarygodny. Nie jest to do końca osobista wina Napieralskiego - on po prostu musi ponieść porażkę za nieróbstwo, kłamstwa i oszukiwanie swoich wyborców przez SLD w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Inna sprawa, że SLD i Napieralski nie mają za grosz pomysłu na kampanię - ktoś kto przygotował spoty i hasła SLD w tych wyborach jest niewątpliwie sabotażystą. Za to spoty Palikota - zwłaszcza ten o religii w szkołach - dla lewicy palce lizać!

 

Podsumowując, bezwzględna klęska SLD i względne zwycięstwo Palikota w nąjbliższą niedzielę jest nieuchronne. Ale jaja, nie? Będzie się działo, oj będzie... Ale - być może się mylę...

A co dalej? Jakie możliwości po wyborach? O tym w którymś z kolejnych wpisów, żeby nie przedłużać - przy okazji dziękuję tym, którzy doczytali ten przydługi wywód do końca...

 

El Filozof, 5 X MMXI

El Filozof
O mnie El Filozof

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka