O przyczynach dzisiejszego sukcesu Palikota pisałem już w Dlaczego Palikot wygra wybory?, gdzie prognozowałem Palikotowi 15 procent. Teraz pora na kilka wstępnych spostrzeżeń powyborczych.
W idealnym dla Palikota scenariuszu, oficjalne wyniki wyborów ogłoszone jutro lub pojutrze dadzą koalicji PO-PSL mniej niż 231 głosów, czyli brak większości.
Uważam zresztą, że jest to obecnie scenariusz najbardziej prawdopodobny, i że oficjalne wyniki PO będą trochę gorsze, a Palikota trochę lepsze. Zdziwił mnie dobry wynik PSL-u, który też trzeba uznać - o ile się nie zmieni - za sukces tej partii.
Brak większości 231 mandatów dla koalicji PO-PSL będzie najlepszym rozwiązaniem dla Ruchu Palikota i niego samego, ponieważ da Palikotowi większą siłę, niż będzie to wynikać z arytmetycznej siły ok. 40 mandatów.
W takiej sytuacji PO będzie musiała szukać albo innego, albo dodatkowego koalicjanta do zdobycia sejmowej większości. Możliwości do pomyślenia są takie:
a) Koalicja PO-Ruch Palikota
b) Koalicja PO-PSL-Ruch Palikota
c) Koalicja PO-PSL-SLD (+ ewentualnie Ruch Palikota)
d) Rząd mniejszościowy PO-PSL, przy doraźnym poparciu Ruchu Palikota i/lub SLD
Oceniam, że najbardziej prawdopodobną spośród tych opcji jest stworzenie rządu mniejszościowego PO-PSL, lub większościowego PO-PSL-SLD. I nie chodzi tu nawet o jawnie wyrażaną niechęć Tuska i PO do Palikota i jego Ruchu.
Ruch Palikota dla własnego dobra nie powinien wchodzić do rządu, ani w jakikolwiek sposób oficjalnie popierać rządu (prawdopodobnie) Tuska. Argumentów na rzecz takiej decyzji jest wiele.
Będąc poza mniejszościową koalicją rządową, Palikot i Ruch dysponować będą silną kartą przetargową w rozmowach z rządem, której można użyć na rzecz realizacji własnych postulatów w zamian za poparcie niektórych lub większości inicjatyw rządowych.
Oczywiście, Tusk może jeszcze ratować się poparciem podrygującego w agonii SLD, którego żenująco słaby wynik (notabene - przeze mnie prognozowany) może jednak dać te kilkanaście mandatów potrzebnych Tuskowi i Pawlakowi do kontynuacji rządów.
Gdyby SLD w akcie rozpaczy skusiło się na formalną lub nieformalną koalicję z PO i PSL w zamian za ileśtam posad i innych korzyści, będzie to sukces Palikota i jednocześnie gwóźdź do trumny SLD.
Umiejętne rozegranie najbliższej czteroletniej kadencji będzie dla Palikota kluczem do prawdziwego zwycięstwa w kolejnych wyborach. Dziś zapowiedział on, że wygra wybory za cztery lata - jest to z wielu względów scenariusz realny, powiedziałbym wręcz prawdopodobny.
Za cztery lata Polska będzie po ośmiu latach rządów PO-PSL i znane z historii prawo może spowodować "wahnięcie" tendencji w elektoracie, tym razem z prawej strony na lewą. Palikot i jego Ruch, o ile mądrze rozegrają najbliższe lata, mogą wtedy osiągnąć nie tylko względne (jak dziś) zwycięstwo.
Po dzisiejszym ciosie i ciężkim nokaucie zadanym przez wyborców Sojuszowi Lewicy Demokratycznej, podejrzewam, że SLD już się nie podniesie. Stara, skompromitowana nieróbstwem lewica rozpadnie się, a na jej gruzach wyrośnie nowa silna formacja lewicy, która wyłoni się na bazie dotychczasowego Ruchu Palikota. Umarł król - niech żyje król!
Na lewicy wieje dziś wiatr historii. Nowa silna lewica musi oczywiście przybrać nową nazwę, nowe logo. Bądźmy szczerzy, "Ruch Poparcia Palikota" to marka dziś zwycięska, ale przejściowa. Jeżeli Janusz Palikot myśli strategicznie, długodystansowo, zapewne zastanowi się nad przekształceniem Ruchu w silną, szeroką, nowoczesną, lewicową formację. To jednak już inna, choć nie mniej istitna, kwestia.
Podsumowując - Janusz Palikot, jeśli myśli jak mąż stanu, nie powinien teraz wchodzić do rządu. Alternatywne opcje, czyli rząd mniejszościowy PO-PSL albo koalicja PO-PSL-SLD dają Palikotowi o wiele większe pole manewru, dużą siłę przetargową, a także - co nie mniej ważne - brak odpowiedzialności za błędy rządzących w perspektywie kolejnych wyborów.
Nie można też zapominać o kolejnych wyborach prezydenckich, w których start i dobry wynik Palikota nie jest wcale wykluczony...
Kilka dni temu pisałem, że niedziela będzie dniem względnego zwycięstwa Palikota i bezwzględnej klęski SLD.
Jeżeli Janusz Palikot chce odnieść bezwzględne zwycięstwo za cztery lata, zrezygnuje dziś z (do pewnego stopnia naturalnej) chęci "skonsumowania" zwycięstwa poprzez smak władzy i korzyści, jakie Tusk może mu dziś rzucić jak ochłap z pańskiego stołu.
Wtedy dzisiejszy dzień będzie dla niego i Ruchu początkiem długiej - zapewne krętej i wymagającej wysiłku - czteroletniej drogi do prawdziwego zwycięstwa.
El Filozof, 9 X MMXI


Komentarze
Pokaż komentarze (2)