Odpowiedzi na tytułowe pytanie można z grubsza (by wpis ten nie był zbyt długi) udzielić odwołując się do dwóch aspektów:
Primo:
Można zaryzykować stwierdzenie, że Platforma wygrała kolejne wybory dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu. A dokładniej - dzięki strachowi, jaki wśród wielu wzbudzała perspektywa powrotu Kaczyńskiego do władzy. Jest to zresztą opinia dość popularna, więc Ameryki nie odkrywam.
Oczywiście, ten strach przed Kaczyńskim został w dużej części wykreowany sztucznie (i zręcznie) przez platformerskich macherów - tych w polityce i tych w mediach. Całkiem możliwe, że w rzeczywistości diabeł (czyli w tym kontekście Kaczyński) nie jest tak straszny, jak go malują.
Jednak - co z tego? Jarosław Kaczyński to polityk, który według badań ma jeden z największych w Polsce elektoratów negatywnych - przyjmijmy dla równego rachunku, że jest to połowa (50%) elektoratu. A wypracowaną przez lata specyfiką PiS-u jest to, że "PiS to Kaczyński, a Kaczyński to PiS". Ma to wady i zalety. Jedna z wad jest taka, że NIKT, KTO NIE LUBI KACZYŃSKIEGO, NIE ZAGŁOSUJE NA PiS!!! Nie mają tego problemu inni - można nie lubić Tuska i głosować na Platformę, można nie lubić Napieralskiego i głosować na SLD, inaczej jest z Palikotem, gdyż w tym przypadku identyfikacja lidera z ugrupowaniem jest może nawet silniejsza, jednak to zupełnie inny przypadek i etap politycznej kariery.
To, że politolodzy i generalnie interesujący się bardziej dogłębnie polityką ludzie (bynajmniej nie tylko zwolennicy PiS-u) wiedzą, że ta negatywna, straszna gęba przyprawiona Kaczyńskiemu jest fałszywa, nie ma żadnego znaczenia. Bo wyborów w Polsce (i w ogóle nigdzie raczej) nie wygrywa się dzięki poparciu ludzi "mądrych", których z natury jest znacznie mniej (a i oni mają bardzo różne sympatie polityczne), lecz dzięki poparciu mas, które ze swej natury są, hm, powiedzmy proste i podatne na manipulacje, by tak rzec i nikogo nie obrazić.
Dlatego tak ważna jest umiejętność politycznej manipulacji i stosowania różnych metod socjotechnicznych, którymi wpływa się na to, jak głosują masy. A dla mas nie liczy się program, liczy się kilka słów-kluczy, kilka wyraźnych, wyrazistych przekazów, które wpływają na ich postrzeganie polityki i polityków. Na to zaś wpływ największy mają media - z tego właśnie m.in. powodu słusznie nazywane czwartą władzą.
Obraz Kaczyńskiego w mediach jest zaś taki, że w jego konsekwencji prezes PiS-u ma 50-procentowy elektorat negatywny, czyli - na wszelki wypadek wyjaśniam - POŁOWA LUDZI GŁOSUJĄCYCH W WYBORACH NA PEWNO NA NIEGO NIE ZAGŁOSUJE. A ponieważ dla mas "Kaczyński to PiS a PiS to Kaczyński", to już na starcie PiS z prezesem Kaczyńskim na czele może pożegnać się z co najmniej połową wszystkich głosów wyborców, które rozłożą się mniej lub bardziej równomiernie wśród pozostałych ugrupowań.
No dobrze - powie ktoś - ale przecież zostaje te drugie 50%, a zdobywając 50% głosów można wygrać wybory i rządzić samodzielnie. To oczywiste nieporozumienie, gdyż nie jest możliwe, by wszyscy, którzy nie uważają Kaczyńskiego za potwora czy faszystę od razu na niego głosowali. A jeśli nawet większość z nich zagłosuje, to PiS ma szansę na zebranie ogółem ok. 25-35 procent głosów (i takie wyniki osiąga), co jednak nie może dać takiego zwycięstwa, o jakim zwolennicy PiS-u i sam Jarosław Kaczyński zapewne marzą. Przy dobrym układzie można przejąć władzę (vide romans z LPR i Samoobroną), jednak nie jest to zwycięstwo komfortowe, umożliwiające spokojne rządzenie i realizację własnego programu i postulatów (jeśli cokolwiek idealistycznie i dość naiwnie założymy, że partie po to wygrywają wybory, by realizować swój program...).
Secundo:
Jak już pisałem w jednym z wcześniejszych wpisów, a także w związku z uwagami poczynionymi powyżej, obecnie walka polityczna w Polsce nie toczy się na płaszczyźnie postulatów gospodarczych. Jest kilka powodów takiego stanu rzeczy, lecz faktem jest, że nie to elektryzuje polityków i wyborców. Walka rozgrywa się na gruncie światopoglądowym, czyli w istocie filozoficznym. Więcej czy mniej Kościoła w państwie? Więcej czy mniej wolności osobistej? Więcej czy mniej Unii Europejskiej? Oto dzisiejsza płaszczyzna sporu, oto dzisiejszy grunt dyskusji politycznych. Można (z grubsza znów) zaszufladkować te spory jako spór pomiędzy (polskim) konserwatyzmem a (polskim) liberalizmem.
Otóż, w tym kontekście zasadnicze znaczenie ma czas. Czas biegnący nieubłaganie, nieubłaganie dla PiSu, którego konserwatywny światopoglądowo elektorat to ludzie raczej starsi, niż młodsi. Oczywiście, także wśród młodych są zwolennicy PiS, lecz jednak w proporcjach jednoznacznie niekorzystnych. Młodzi ludzie z natury swej są bardziej liberalni, nie boją się Europy ani nawet trawki, z którymi stykają się na codzień, jeśli nie osobiście to w grupie rówieśniczej - trudno więc ich straszyć stereotypami, które sprawdzały się i przemawiały do starszych pokoleń.
Niestety dla PiS-u, "klasyczny" pisowski elektorat będzie kurczył się stopniowo z powodów czysto biologicznych, zaś z tych samych powodów coraz więcej będzie pojawiało się nowych, młodych wyborców, dla których podejście PiS-u do spraw światopoglądowych i obywatelskich wolności jest co najmniej staromodne i nieatrakcyjne. Perspektywa jest więc taka, że w obecnym stanie rzeczy PiS-owi z roku na rok wybory wygrać będzie raczej coraz trudniej, niż coraz łatwiej.
Ergo (wnioski):
Jeżeli PiS (o ile się wcześniej nie rozpadnie) chce jeszcze kiedyś wygrać wybory, MUSI podjąć przynajmniej dwie strategiczne decyzje, które co prawda nie zagwarantują sukcesu, ale bez ich podjęcia na pewno wszelkie szanse na przyszły sukces zostaną bezpowrotnie stracone:
a) JAROSŁAW KACZYŃSKI MUSI ODEJŚĆ. Dla dobra partii. Jego olbrzymi (prawdopodobnie przynajmniej 50-procentowy) elektorat negatywny jest faktem, czy to się komus podoba czy nie. Faktów można nie lubić, można się na nie złościć, lecz nie można z nimi dyskutować. Między innymi (jeśli nie głównie) dzięki temu, że Jarosław Kaczyński pozostaje prezesem PiS-u Platforma - bezideowa partia władzy - wygrywa kolejne wybory.
b) PiS MUSI ZNALEŹĆ NOWĄ, ATRAKCYJNĄ FORMUŁĘ, dzięki której pozbędzie się przyprawionej mu (i Kaczyńskiemu) gęby, negatywnego elektoratu Jarosława Kaczyńskiego oraz zwiększy swoje szanse wśród młodszych (niekoniecznie bardzo młodych) wyborców.
Czy powyższe jest możliwe? Być może. Jak się do tego zabrać? Mam (jak to filozof) kilka pomysłów, ale jak już kiedyś wspomniałem nie jestem sympatykiem PiS, więc nie będę tym razem ich (Was) wyręczał - uważam, że wszędzie znaleźć można ludzi zdolnych, błyskotliwych i potrafiących myśleć strategicznie, więc zapewne także i w PiS-ie ich nie brakuje.
W Polsce - szczególnie w Polsce - jest miejsce dla prawdziwej, konserwatywnej (światopoglądowo) prawicy, podobnie jak jest miejsce dla liberalnej (a nawet libertyńskiej!) lewicy. Jeśli więc mogę wyrazić swoje skromne zdanie - jeśli PiS nie dokona wkrótce radykalnych, być może bolesnych i przykrych dla niektórych zmian, swoistej "modernizacji" - to prędzej czy później podąży utartym już przez SLD szlakiem - znajdzie swojego Palikota, zaś Jarosław Kaczyński chcąc nie chcąc będzie musiał zrobić to samo, co wkrótce Leszek Miller. Wyprowadzić sztandar.
El Filozof, 26 X MMXI


Komentarze
Pokaż komentarze (28)