Rok tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty szósty. Czwarty czerwca. Godzina – około dziewiętnastej. Jest jeszcze widno. Słońce tego dnia zajdzie o 19:50. Z bloku przy ulicy Conrada na warszawskim osiedlu Chomiczówka wychodzi piętnastoletnia Viola, uczennica pobliskiej szkoły podstawowej, tzw. sto szóstki. Ma się spotkać ze swoim chłopakiem, szesnastoletnim Mariuszem, uczniem tej samej szkoły, mieszkającym kilkaset metrów dalej, przy ulicy Brązowniczej. Nieopodal, przy ulicy Mistrzowskiej 2, na trzypiętrowym bloku trwa remont dachu. Wejście jest niezabezpieczone, więc każdy może na ów dach wejść, choć zapewne jest to zabronione. Violetta z Mariuszem wchodzą tam jednak. Stają na krawędzi. Tyłem do ściany. W tym miejscu gdzie znajduje się tzw. prześwit, czyli przejście na drugą stronę bloku. Młodzi ludzie trzymają się za ręce. Jeszcze tylko ostatni pocałunek i... . Lot w dół trwa dosłownie sekundę. Po upadku Violetta jeszcze chwilę żyje. Próbuje złapać oddech. Mariusz umiera w karetce. W drodze do szpitala.

1. Poglądowa mapa miejsca, w którym rozegrała się opisywana tragedia
Według relacji świadków w pogrzebie Mariusza i Violetty uczestniczyło ponad tysiąc osób. Co prawda ówczesne media nie rozpisywały się zbytnio o tej tragedii i może właśnie dlatego dziś traktowana jest ona jako jedna z miejskich legend, a nawet, dzięki słynnej piosence Sidneya Polaka pt. „Chomiczówka”, uzyskała status czegoś na kształt tzw. przeżycia pokoleniowego.
Z informacji, jakie można uzyskać z researchu internetowego obraz przyczyn, które skłoniły tych młodych ludzi do samobójstwa, jest bardzo chaotyczny. Praktycznie rzecz biorąc rozbieżności są tak ogromne, że nierzadko wykluczają się wzajemnie. W tym artykule postaram się je prześledzić podając źródła, z których czerpałem wiedzę. Z przyczyn oczywistych nie brałem pod uwagę wszystkich tych postów, które są jedynie przypuszczeniem wypowiadających się internautów.


2. Violetta i Mariusz
Chomiczówka to osiedle zbudowane w latach siedemdziesiątych XX wieku. Zaplanowane zostało jako zielona sypialnia Warszawy i rzeczywiście taką funkcję spełniało. Ogromne przestrzenie między blokami, dużo trawników i drzew sprawiało, że było to miejsce przyjazne człowiekowi. Jeżeli mówi się więc o betonowych blokowiskach PRL-u jako miejscu beznadziei i marazmu, w czym zwłaszcza celują raperzy, to Chomiczówka wyłamuje się z tego schematu. We wspomnieniach piewcy tego osiedla, Sidneya Polaka, jawi się ona jako miejsce, w którym dorastanie było po prostu przyjemne. Mówiąc wprost: Chomiczówka lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX-ego wieku to nowoczesna, sprzyjająca rozwojowi młodego człowieka, przestrzeń miasta.
Z relacji osób bliskich Mariuszowi wynika, że nie był on jakoś szczególnie zamkniętym w sobie młodym człowiekiem. Wręcz przeciwnie. Świadczy o tym wypowiedź jednej z bliskich mu osób, która wspomina, że często grał w siatkówkę na pobliskim boisku. Niestety nic nie wiemy o życiu i zainteresowaniach Violetty. Z wypowiedzi na forach internetowych (oczywiście chodzi tu o wypowiedzi osób, które bądź to mieszkały w tamtym czasie na Chomiczówce lub też po prostu znały zakochaną parę) możemy się dowiedzieć, że oboje pochodzili z tzw. dobrych rodzin. Z drugiej jednak strony dość często przewija się wątek tego, że to rodzice Violetty, a zwłaszcza jej tata byli bardzo przeciwni temu związkowi. Jedna z wypowiedzi mówi wprost o tym, że ojciec w sposób dość apodyktyczny, ocierający się o psychiczną przemoc, zabraniał nastolatkom spotkań. Inne wypowiedzi świadczą o czymś wprost przeciwnym. Osoba przedstawiająca się jako dobrze znająca temat mówi, że obie rodziny były bardzo przychylne i wspierające miłość tych dwojga młodych ludzi. Jeszcze inni jako przyczynę samobójstwa wskazują ciążę Violetty i brak akceptacji tego faktu ze strony rodziców. Z drugiej znów strony jedna z osób, również przedstawiająca się jako dobrze znająca temat, stwierdza kategorycznie, że żadnej ciąży nie było, a samo samobójstwo jest zwyczajnie niewytłumaczalne. Przytoczmy te wypowiedzi.
W dyskusji pod artykułem https://www.wykop.pl/link/4997669/samobojczy-skok-zakochanej-pary-z-chomiczowki-historia-prawdziwa/ internuata nicku ljung napisał:
A chłopak z tego co pamiętam mieszkał gdzieś w okolicy ulicy
Brązowniczej. Tam było boisko do siatkówki gdzie często grywał.
W tej samej dyskusji osoba o nicku kolonko napisała:
Ja jestem z tamtych okolic i wiem, bo znam rówieśników że
bardzo sprzeciwiali się rodzice jednych i drugich do ich związku...
Niestety ale pewnie lęk przed tym że ich rozdzielą był nie do
zniesienia i zrobili taki krok.
Na popularnym niegdyś portalu nasza-klasa.pl, w poście z dnia 14-12-2007, osoba przedstawiająca się jako przyjaciółka Violetty napisała:
Violetta [...] nigdy nie była w ciąży. Miała popapranego ojca który był przeciwny ich związkowi i chciał ją wysłać do szkoły z internatem żeby ich tylko rozdzielić. Ogólnie jej rodzice zabronili im się spotykać bo uznali taki związek w tym wieku za chory i stad wypłynęła ich decyzja o tak drastycznym zakończeniu. To, co pisali później w gazetach to były bzdury, strasznie odchorowałam jej śmierć bo wiedziałam ze chce zrobić cos strasznego, ale nie przypuszczałam że aż tak.
Inaczej sytuację przedstawia użytkownik facebooka, który w poście umieszczonym w dyskusji prowadzonej na profilu Sidneya Polaka, stwierdza:
Jestem dość dorosły i mogłem wówczas być z tą tragedią na bieżąco. Ich rodzice bardzo popierali ten związek (mimo młodego wieku). Żyli ze sobą w dobrej komitywie i wspólnie inwestowali w przyszłe wspólne życie dzieci.
Na co inna użytkowniczka odpowiada:
Nieprawda. Pan Jurek ojciec chłopaka zupełnie co innego opowiadał


3. Miejsce, w którym Violetta i Mariusz popełnili samobójstwo
Mariusz zmarł w drodze do szpitala. Pogrzeb zakochanych odbył się na cmentarzu wawrzyszewskim. Świadkowie mówią, że uczestniczyło w nim ponad tysiąc osób. Będą leżeć obok siebie już na wieki. Podobno na początku mieli oddzielne groby. Po jakimś czasie jednak nagrobki połączono. Dziś jest to jeden grób. Po lewej stronie leży Violetta, a na jej części widnieje napis: „Jedynej najukochańszej córce, siostrze i wnuczce – rodzice, brat i rodzina”. Po prawej stronie leży Mariusz, a na jego tablicy widnieje napis: „Jedynemu najukochańszemu nigdy niezapomnianemu synowi – rodzice”. Jest jeszcze marmurowa belka, łącząca obydwie części nagrobka. Napis, który na niej wyryto głosi: „Ukochani przez Boga umierają młodo”.

4. Grób Mariusza i Violetty na wawrzyszewskim cmentarzu
I to mógłby być koniec tej historii. Jeszcze tylko ból najbliższych. I to retoryczne pytanie: czy można było zapobiec tragedii?
Coś jednak sprawia, że wielu ludzi do dziś do niej wraca, zajmuje się nią i próbuje na własny użytek zrozumieć. Najbardziej oczywistą i uzasadnioną tego przyczyną jest spektakularność samego samobójstwa. I tu na pierwsze miejsce wysuwa się sposób, w jaki tych dwoje młodych ludzi odebrało sobie życie oraz fakt, że było to podwójne samobójstwo. Oczywiście wiek zakochanych oraz przyczyny samobójczego skoku są ważne ale głównym czynnikiem jest właśnie sam skok.
Drugim elementem, dzięki któremu ta historia skłania do rozmyślań, jest jej tzw. literackość albo inaczej rzecz ujmując – epickość. A mówiąc ściślej: romantyczność. Oczywiście w obiegowej opinii romantyczność kojarzy się z czymś ckliwym i przesłodzonym. Prawdziwy romantyzm jednak, rozumiany jako sposób widzenia rzeczywistości, związany jest z czymś groźnym, wzbudzającym trwogę i raczej kończy się tragedią niż happy endem. W tym aspekcie wiek Mariusza i Violetty oraz kontekst samego samobójstwa są czynnikami potęgującymi ów tragizm.
No i wreszcie trzecia rzecz, która łączy te dwie poprzednie, a mianowicie miłość. Najczęściej chyba podejmowany temat w całej literaturze, filmografii, czy w ogóle w kulturze. Historie miłosne kończą się przeróżnie ale chyba najbardziej skrajnym i poruszającym ich finałem jest śmierć. Tym bardziej jeśli jest to samobójcza śmierć obojga zakochanych. I tu dziwi fakt, że żaden z polskich pisarzy czy filmowców nie podjął tego tematu. Czy to się zmieni? Nie wiem. W każdym razie, jakiś czas po pogrzebie ktoś napisał taki wiersz:
Jest takie miejsce, jest taki dom
Kamienna płyta, Ona i On.
Splecione ręce mogli dziś mieć
Mają z granitu splecioną pieśń
Ona i On, kamienny dom
Nie zabrzmi w domu zegara ton
Po co ma im, jak niesie wieść
W domu bez czasu nadzieję nieść.
Kamienna płyta, Ona i On
To takie miejsce, to taki dom.
Ja, ze swojej strony mogę tylko dodać: wieczny odpoczynek racz im dać Panie.
Emill Włodarczyk
Warszawa dn. 06-07.07.2019



Komentarze
Pokaż komentarze (2)