0 obserwujących
25 notek
10k odsłon
361 odsłon

Majdan 2.0

Fot. Paweł Laufer
Fot. Paweł Laufer
Wykop Skomentuj4

Mykoła Riabczuk

 

Brak zgody na podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE był wreszcie chwilą prawdy, a Majdan – odpowiednią reakcją na tę prawdę, pożegnaniem się z iluzjami oraz uświadomieniem sobie panującej rzeczywistość. Protest na Majdanie jest spotkaniem dwóch światów, dwóch kultur politycznych, dwóch systemów wartości: „Europy”, którą uosabia UE i „Euroazji”, uosabianej przez Rosję.

 

1.

23 listopada leciałem do Wilna na konferencję, która miała być swego rodzaju prologiem do podpisania przez Ukrainę umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Plany nieco się zmieniły, mianowicie wiadomym już było, że rząd ukraiński nie zgodził się na jej podpisanie, i że ani były prezydent Litwy Valdas Adamkus ani jego kolega Aleksander Kwaśniewski nie pojawią się razem z Wiktorem Juszczenko na mającym otwierać spotkanie panelu prezydenckim. „Wybieraliśmy się na wesele, a dotarliśmy na pogrzeb” – smutnie zażartował kolega, którego spotkałem w samolocie.

Rano zobaczyłem jednak w hotelu Adama Michnika, który wiedział już o masowych protestach studentów na kijowskim Majdanie i nie mógł powstrzymać swojego zachwytu: „Ach, ci Ukraińcy! – Wykrzykiwał entuzjastycznie. – Powoli zaprzęgają, ale jak szybko jadą!”

Nieprawda – zaprzeczyłem, mając w pamięci zarówno stan ukraińskich dróg, jak i wszelakie inne okoliczności lokalne. – Jadą też powoli”.

Temat pogrzebu zamiast wesela postanowiłem na razie przemilczeć.

2.

Dla wielu obcokrajowców oraz polityków ukraińskich – zarówno tych przy władzy, jak i znajdujących się w szeregach opozycji – tegoroczny Majdan jest kopią poprzedniego, z 2004 roku. To samo miejsce i czas, wielotysięczne tłumy, namioty i śnieg, scena z przemawiającymi. Jedynie flagi mają teraz inny kolor i atmosfera daleka od tej, która panowała dziewięć lat temu – zrelaksowana, wolna, niemalże karnawałowa.

Atmosfery nie sposób zobaczyć, trzeba ją poczuć. Zmieniła się ona w momencie, w którym władza użyła rzezimieszków z Berkutu do przeprowadzenia nocnego ataku na protestujących na Majdanie, w cyniczny sposób sprowokowała „krwawą niedzielę”pod budynkiem administracji prezydenta i przerzuciła do stolicy wojska wewnętrzne w celu „oczyszczenia” ulic z barykad. Atmosfera przemocy, agresji i konfrontacji zaczęła kształtować się w polityce ukraińskiej już za rządów Leonida Kuczmy – wystarczy przypomnieć jego wyjątkowo nieczystą kampanię prezydencką z 1999 roku. Jednak wyraźna etnizacja oraz regionalizacja konfliktów politycznych miała miejsce dopiero w latach 2002-2004, kiedy władza zaczęła określać swoich przeciwników przy użyciu takich terminów jak „banderowcy” czy „faszyści”, starając się dyskursywnie zaliczyć ich do typowo galicyjskiej niszy i dokonać marginalizacji politycznej, jako siły całkowicie obcej i wrogiej.

Opozycja odpowiedziała stosowaniem podobnego procesu stygmatyzacji, jednak jego negatywny skutek nie był na tyle destrukcyjny. Jedną z przyczyn był fakt, że miała ona niemal całkowicie ograniczony dostęp do mediów, praktycznie w całości kontrolowanych przez władzę. Ponadto, w odróżnieniu od władzy, której dyskurs propagandowy opierał się na użyciu silnie zakorzenionych w podświadomości sowieckich klisz i stereotypów, opozycja przeważnie przeciwstawiała się dominującemu nurtowi dyskursywnemu, przedstawiając raczej kontra-dyskurs. Co najważniejsze, demonizacja przeciwnika przez opozycję miała raczej społeczny, niż etnokulturowy charakter, (chociaż w kontekście etnizacyjnym, powstałym w wyniku dominującego dyskursu, nawet czysto społeczne etykiety, jak „mafia” czy „bandyci” nabierały charakteru tożsamościowego, tym bardziej, że często były uzupełnianie przymiotnikiem „doniecki” oraz wskazaniem na marionetkową zależność przeciwników politycznych od Kremla).

Powrót do władzy Wiktora Janukowycza oraz Partii Regionów zaostrzył podziały tożsamościowe w Ukrainie oraz zradykalizował dyskursy, w których przyznawanie językowo-kulturowych oraz etno-regionalnych etykiet odgrywa kluczową rolę. Z jednej strony, wyraźnie wzrastał poziom działalności anonimowych, finansowanych przez władzę blogerów na forach internetowych. Z drugiej, obecna w blogosferze mowa nienawiści przeniknęła teraz do poważnych (pozornie) gazet, studiów telewizyjnych, sali deputowanych oraz na fora obywatelskie.

W odróżnieniu od wszystkich swoich poprzedników, którzy starali się prowadzić mniej-więcej zbalansowaną politykę tożsamościową, Wiktor Janukowycz dosyć wyraźnie postawił na swój regionalny, przeważnie rosyjskojęzyczny i sowietofilski, a często i ukrainofobiczny elektorat. Odbywało się to zarówno poprzez kontrowersyjne decyzje kadrowe, łączenie z niechcianą postacią obecnego ministra edukacji Dmytra Tabacznyka jak i w otwartym faworyzowaniu cerkwi prawosławnej patriarchatu moskiewskiego, kosztem wszystkich innych cerkwi ukraińskich, a także w przyjęciu skandalicznej ustawy językowej, która uczyniła język ukraiński praktycznie niepotrzebnym na większej części terytorium Ukrainy. Tak naprawdę, od marca 2010 roku w Ukrainie zachodzi powolna, jednak dość konsekwentna resowietyzacja oraz rusyfikacja przestrzeni symbolicznej, narracji narodowej oraz językowo-kulturowej tożsamości obywateli.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale