Wygenerowany obraz przez SI
Wygenerowany obraz przez SI
Lalup Lalup
79
BLOG

Od Wielkich Indii do Leicester. Fundamenty konfliktu o Kaszmir z lat 1947-1971

Lalup Lalup Społeczeństwo Obserwuj notkę 0
„Jeśli istnieje gdzieś raj na Ziemi, to jest on tutaj” – tak o Kaszmirze już W XVII wieku mówił cesarz Mogołów Dżahangir. Nie był on przypadkowym podróżnikiem. Był cesarzem Imperium Mogołów – jednego z najpotężniejszych państw swojej epoki, znajdującego się wówczas u szczytu potęgi. To właśnie ono przez stulecia kształtowało historię subkontynentu indyjskiego.

Przez dziesięciolecia wydawało się, że konflikt o Kaszmir pozostanie problemem odległych Himalajów. We wrześniu 2022 roku okazało się jednak, że historia potrafi podróżować razem z ludźmi. A zaniechania dawnych kolonizatorów odbijają się czkawką po blisko stu latach. Pozornie uśpiona nienawiść dotarła aż do środkowej Anglii. Jej centrum eksplodowało zamieszkami w spokojnym dotychczas mieście – Leicester. 


Brytyjczycy opuścili Indie, ale pozostawili po sobie problem, którego nie rozwiązali. W poprzedniej części zatrzymaliśmy się w chwili, gdy największa migracja XX wieku zamieniła subkontynent indyjski w morze uchodźców, a przemoc pochłonęła – według różnych badań – od setek tysięcy, do kilku milionów ofiar. Wydawało się, że wraz z wytyczeniem granicy między Indiami i Pakistanem najgorsze już minęło. Był to jednak dopiero początek.


Jedna z ran, powstałych podczas podziału Indii do dziś pozostaje otwarta. Leży wysoko w Himalajach, od blisko osiemdziesięciu lat dzieli dwa państwa dysponujące bronią jądrową i wielokrotnie już stawiała świat na krawędzi wojny. Nosi nazwę Kaszmir.


Żeby jednak zrozumieć, dlaczego właśnie ten region stał się najniebezpieczniejszym punktem zapalnym Azji, trzeba cofnąć się do sierpnia 1947 roku. W chwili, gdy Indie odzyskiwały niepodległość, mapa subkontynentu wciąż nie była kompletna.


Księstwa feudalne – problem, którego Brytyjczycy nie rozwiązali. Podział Indii Brytyjskich nie oznaczał, że cały subkontynent automatycznie został rozdzielony między dwa nowe państwa. 


Oprócz prowincji zarządzanych bezpośrednio przez Londyn, istniały jeszcze zarządzane przez maharadżów, nizamów, nawabów czy innych lokalnych władców księstwa. Takich regionów było ponad 560. Ich włodarze uznawali zwierzchnictwo Korony Brytyjskiej, ale zachowywali daleko idącą autonomię. Wiele z tych państewek posiadało własną administrację, sądy, system podatkowy, a nawet niewielkie armie. Gdy Brytyjczycy wycofali się z Indii, ich zwierzchnictwo – w zderzeniu z potęgą Indii i Pakistanu – przestało istnieć. Każdy z władców musiał podjąć decyzję do którego z tych państw przyłączyć swoje księstwo. W praktyce większość kierowała się położeniem geograficznym czy wyznawaną przez większość mieszkańców religią. Niemal wszystkie szybko się określiły przyłączając do jednego z państw, które powstały po podziale wielkich Indii. W trzech przypadkach okazało się to znacznie bardziej skomplikowane. Były to Dżunagadh, Hajdarabad i Kaszmir. Każde z nich wskazywało inny problem. Dwa pierwsze udało się szybko rozwiązać. Trzecie do dziś pozostaje polem bitwy. 


Dżunagadh – gdy władca wybrał inaczej niż jego poddani

Pierwszym z problematycznych księstw był Dżunagadh, położony na zachodnim wybrzeżu subkontynentu, na półwyspie Kathiawar. Około osiemdziesięciu procent jego mieszkańców stanowili hinduiści, jednak władzę sprawował muzułmański nawab Muhammad Mahabat Khan III. W sierpniu 1947 roku obserwatorzy zakładali, że Dżunagadh stanie się częścią Indii. Tak wskazywało zarówno położenie geograficzne, jak i większość religijna mieszkańców. Stało się jednak coś zupełnie innego. We wrześniu nawab ogłosił, że jego państwo przystępuje do Pakistanu. Decyzja wywołała ogromne zaskoczenie. Dżunagadh nie posiadał nawet wspólnej granicy z Pakistanem. Aby tam dotrzeć, należało pokonać Morze Arabskie lub przejechać przez terytorium Indii. Wybór władcy spotkał się z gwałtownym sprzeciwem znacznej części mieszkańców oraz rządu w Delhi. Narastające protesty szybko przerodziły się w kryzys polityczny. W listopadzie 1947 roku wojska indyjskie wkroczyły na teren księstwa, a sam nawab opuścił kraj i wyjechał do Pakistanu. Kilka miesięcy później przeprowadzono referendum, w którym przytłaczająca większość głosujących opowiedziała się za przyłączeniem do Indii. 


Dla władz w Delhi był to dowód, że o przyszłości państwa powinna decydować przede wszystkim wola jego mieszkańców. Pakistan natomiast od początku twierdził, że skoro Brytyjczycy pozostawili decyzję w rękach władców księstw, Indie nie miały prawa ingerować zbrojnie. Był to pierwszy poważny spór między oboma państwami dotyczący interpretacji zasad podziału subkontynentu. Nie miało to jednak wpływu na ich przyszłe relacje. Znacznie większe znaczenie miały wydarzenia, które rozegrały się kilkaset kilometrów dalej na południu. 


Hajdarabad – najbogatsze księstwo nie chciało wybierać

Jeszcze większym problemem niż Dżunagadh okazał się Hajdarabad. Było to największe i jedno z najbogatszych księstw w całych Indiach. Zamieszkiwało je kilkanaście milionów ludzi. Większość stanowili hinduiści, jednak władzę sprawował muzułmański nizam Osman Ali Khan, uważany wówczas za jednego z najbogatszych ludzi na świecie. 


W przeciwieństwie do nawaba, Dżunagadhu nie zamierzał przyłączać się ani do Indii, ani do Pakistanu. Liczył, że Hajdarabad zachowa pełną niepodległość i pozostanie odrębnym państwem. Dla władz w Delhi taki scenariusz był jednak nie do zaakceptowania. Powstanie niezależnego państwa w samym środku nowego kraju oznaczałby osłabienie jego jedności.


Przez ponad rok trwały negocjacje. Jednocześnie w samym Hajdarabadzie rosły napięcia. Coraz większą rolę zaczęła odgrywać paramilitarna organizacja Razakarów, która opowiadała się za utrzymaniem niezależności księstwa. Coraz częściej dochodziło do aktów przemocy, starć z przeciwnikami nizamatu. Sytuacja była bardzo niestabilna.


We wrześniu 1948 roku rząd Indii ponownie zdecydował się na rozwiązanie siłowe. Rozpoczęto operację wojskową o kryptonimie Polo. Trwała zaledwie pięć dni. Armia Hajdarabadu skapitulowała. Po przegranej nizam w końcu zgodził się na przyłączenie swojego państwa do Indii.


Dla Delhi sprawa została zamknięta. Pakistan uznał jednak, że Indie po raz kolejny siłowo narzuciły swoje rozwiązanie. Spory wokół Dżunagadhu i Hajdarabadu pokazały, że podział subkontynentu nie zakończył wszystkich konfliktów. Nikt chyba się nie spodziewał tego, co dopiero miało nadejść.


Dżammu i Kaszmir leżą wysoko w Himalajach. Większość mieszkańców do tej pory stanowią muzułmanie. Rządził nimi jednak hinduistyczny maharadża, który nie chciał ani Indii, ani Pakistanu. Nazywał się Hari Singh.


Hari Singh – maharadża, który chciał kupić czas

Spośród wszystkich księstw feudalnych to właśnie Dżammu i Kaszmir były najbardziej skomplikowane. Leżało na styku Indii, Pakistanu, Chin i Afganistanu. Kontrolowały strategiczne przełęcze Himalajów, a z jego gór wypływały rzeki mające kluczowe znaczenie dla całego regionu. Kto panował nad Kaszmirem, ten w dużym stopniu kontrolował również bezpieczeństwo północnej części subkontynentu.


Paradoks polegał na tym, że większość mieszkańców stanowili muzułmanie, natomiast władzę sprawował hinduistyczny maharadża Hari Singh z dynastii Dogrów. Zgodnie z logiką podziału Indii wielu oczekiwało, że Kaszmir stanie się częścią Pakistanu. Sam maharadża nie zamierzał jednak podporządkować się ani Delhi, ani Karaczi.


Hari Singh marzył o czymś, co wydawało się coraz mniej realne. Chciał zachować niepodległość swojego państwa. Liczył, że dzięki górskiemu, trudnodostępnemu położeniu w Himalajach oraz dyplomatycznym kontaktom uda mu się utrzymać niezależność. Zwlekał z podjęciem decyzji, próbując utrzymywać poprawne relacje zarówno z Indiami, jak i z Pakistanem. 


Początkowo wydawało się, że taka strategia może się udać. Kaszmir podpisał z Pakistanem porozumienie utrzymujące dotychczasowe połączenia handlowe, pocztowe i komunikacyjne. Z Indiami podobnego porozumienia nie udało się podpisać. Ale liczono, że z czasem również z Dheli się ułoży.


Było odwrotnie, zwłoka ta miała swoją cenę. Każdy kolejny tydzień zwiększał napięcie. W Pakistanie rosło przekonanie, że większość muzułmańskiej ludności naturalnie opowiada się za przyłączeniem do nowego państwa. W Indiach coraz częściej obawiano się, że utrata Kaszmiru może zagrozić bezpieczeństwu północnych granic Indii. Maharadża wierzył, że zyska na czasie. W rzeczywistości czas pracował przeciwko niemu. Jesienią 1947 roku wydarzenia wymknęły się spod kontroli.


Najazd, który zmienił historię Kaszmiru

Skończyła się polityka, a zaczęła wojna. Hari Singh chciał kupić kilka miesięcy. W rzeczywistości dostał konflikt, którego rachunek od blisko osiemdziesięciu lat płacą przede wszystkim mieszkańcy Kaszmiru.


Najazd, który uruchomił lawinę

Jesienią 1947 roku sytuacja w Kaszmirze stawała się coraz bardziej napięta. Pakistan oficjalnie utrzymywał, że decyzja o przyszłości księstwa należy do jego władcy. Jednocześnie wzdłuż granicy narastało przekonanie, że zwłoka Hari Singha działa na korzyść Indii. Coraz częściej pojawiały się głosy, że jeśli maharadża nie zamierza przyłączyć się do Pakistanu dobrowolnie, wydarzenia należy przyspieszyć. 


22 października 1947 roku do Kaszmiru wkroczyły uzbrojone plemiona pasztuńskie wywodzące się głównie z pogranicza dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu. W Pakistanie przez lata podkreślano, że był to spontaniczny zryw ochotników, którzy chcieli wesprzeć muzułmańskich mieszkańców Kaszmiru. Wielu historyków uważa jednak, że wyprawa nie mogłaby dojść do skutku bez cichego wsparcia części pakistańskich wojskowych i administracji. Zakres tego wsparcia do dziś pozostaje przedmiotem sporów.


Początkowo napastnicy posuwali się bardzo szybko. Siły maharadży były nieliczne, słabo uzbrojone i nieprzygotowane do odparcia tak dużego ataku. Kolejne miejscowości wpadały w ręce Pasztunów. Wiele miejscowości spalono, grabino, mieszkańców zabijano. Szczególnie tragiczne wydarzenia rozegrały się w Baramulli, gdzie zamiast kontynuować marsz na stolicę Kaszmiru, część napastników zajęła się grabieżą miasta. Ta kilkudniowa zwłoka miała ogromne znaczenie dla dalszego przebiegu wydarzeń.


Hari Singh zrozumiał, że jego plan zachowania niepodległości się załamał. Nie dysponował armią zdolną powstrzymać atak. Z każdą kolejną godziną napastnicy zbliżali się do Srinagaru – letniej stolicy Kaszmiru. Maharadża musiał podjąć decyzję, której przez wiele tygodni próbował uniknąć.


Podpis, który zmienił historię Himalajów

Jeszcze kilka tygodni wcześniej Hari Singh wierzył, że uda mu się zachować niezależność. Teraz nie miał już wyboru. Pasztuńskie oddziały zbliżały się do Srinagaru, a jego własna armia nie była w stanie zatrzymać ofensywy. Maharadża opuścił letnią stolicę i przeniósł się do Dżammu. Wraz z ucieczką władcy kończyła się także iluzja, że Kaszmir pozostanie państwem neutralnym.


W dramatycznych okolicznościach zwrócił się o pomoc do Indii – skutki tej prośby do dzisiaj są dramatem zwykłych mieszkańców. Wtedy jednak wydawało się, że innego wyjścia nie ma. Odpowiedź władz w Delhi była jednoznaczna. Premier Jawaharlal Nehru i gubernator generalny lord Louis Mountbatten uznali, że wysłanie wojska będzie możliwe dopiero wtedy, gdy Kaszmir formalnie stanie się częścią Indii. Obawiano się, że interwencja bez podstawy prawnej mogłaby zostać uznana za zwykłą agresję.


26 października 1947 roku Hari Singh podpisał dokument nazwany Instrumentem Akcesji (Instrument of Accession). Na jego mocy Dżammu i Kaszmir przystępował do Indii na zasadach podobnych do innych podobnych regionów. Jednocześnie zachowywał szeroką autonomię w sprawach wewnętrznych. Rząd Indii przejmował odpowiedzialność przede wszystkim za obronę, politykę zagraniczną i łączność.


Dzień później pierwsze indyjskie samoloty transportowe wylądowały na lotnisku w Srinagarze, przewożąc żołnierzy mających powstrzymać nacierających napastników. Gdyby lotnisko zostało wcześniej zajęte, historia Kaszmiru mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Indyjskie oddziały zdołały jednak zabezpieczyć miasto i zatrzymać dalszy marsz napastników.


Od tego momentu lokalny konflikt przestał być wyłącznie problemem małego himalajskiego księstwa. Do walki wkroczyły dwa nowo powstałe państwa, które zaledwie kilka miesięcy wcześniej odzyskały niepodległość.


Do dziś właśnie ten dokument pozostaje jednym z najczęściej przywoływanych argumentów w sporze między Indiami i Pakistanem. Indie utrzymują, że podpis maharadży uczynił ich obecność w Kaszmirze całkowicie legalną. Pakistan odpowiada, że decyzja została podjęta pod presją wojny, przez władcę reprezentującego mniejszość religijną, wbrew woli większości mieszkańców.


Ten spór nigdy nie został ostatecznie rozstrzygnięty.


Pierwsza wojna o Kaszmir

Indyjskie oddziały, które pod koniec października 1947 roku wylądowały w Srinagarze, zdołały zatrzymać marsz Pasztunów na stolicę. Wkrótce do walk włączyły się również regularne jednostki obu państw. Lokalny konflikt błyskawicznie przerodził się w pierwszą wojnę między Indiami i Pakistanem.


Walki toczyły się w wyjątkowo trudnym terenie. Żołnierze walczyli nie tylko z przeciwnikiem, ale również z himalajskim klimatem, śniegiem, lawinami i wysokością przekraczającą miejscami trzy tysiące metrów. W wielu rejonach transport ludzi, żywności i amunicji był możliwy wyłącznie przy wykorzystaniu zwierząt jucznych lub pieszo. O wyniku starć często decydowało nie uzbrojenie, lecz to, kto pierwszy zdołał opanować górską przełęcz.


Żadna ze stron nie była jednak w stanie odnieść decydującego zwycięstwa. Front przesuwał się raz w jedną, raz w drugą stronę. Coraz więcej ofiar ponosili również cywile, którzy po raz kolejny stawali się zakładnikami decyzji podejmowanych przez polityków i dowódców wojskowych.


Pod koniec 1948 roku stało się jasne, że wojska trwają w impasie. Indie skierowały sprawę do nowo utworzonej Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dla świata był to jeden z pierwszych poważnych konfliktów międzynarodowych, z którym przyszło zmierzyć się ONZ.


Linia, która miała być tymczasowa (Line of Control)

1 stycznia 1949 roku weszło w życie zawieszenie broni wynegocjowane pod auspicjami ONZ. Po blisko piętnastu miesiącach walk pierwsza wojna o Kaszmir dobiegła końca. Żadna ze stron nie osiągnęła swoich celów. Indie przejęły kontrolę obejmującą okołonad około dwie trzecie dawnego księstwa Dżammu i Kaszmiru, Pakistan natomiast przejął jego zachodnich i północnych część.


Między wojskami wytyczono linię zawieszenia broni. Miała być rozwiązaniem wyłącznie przejściowym. ONZ zakładała, że po wycofaniu wojsk i uspokojeniu sytuacji mieszkańcy Kaszmiru sami zdecydują w referendum, czy chcą należeć do Indii, czy do Pakistanu. Do tego głosowania nigdy nie doszło.


Przez kolejne lata obie strony wzajemnie oskarżały się o niewypełnienie warunków rezolucji. Pakistan twierdził, że Indie celowo odwlekają plebiscyt, obawiając się jego wyniku. Indie odpowiadały, że referendum nie może zostać przeprowadzone, dopóki Pakistan nie wycofa swoich wojsk i wspieranych przez siebie oddziałów z terenów zajętych podczas wojny.


Tymczasowa linia z biegiem lat zaczęła zmieniać się w trwały podział. Po wojnie z 1971 roku i podpisaniu porozumienia w Simli otrzymała nazwę Linii Kontroli (Line of Control – LoC). Choć nie jest uznawaną przez społeczność międzynarodową granicą państwową, w praktyce od dziesięcioleci oddziela obszary administrowane przez Indie i Pakistan.


Dla polityków była kreską na mapie.


Dla mieszkańców Kaszmiru oznaczała rozdzielone rodziny, przecięte wsie, opuszczone gospodarstwa i życie po dwóch stronach tej samej doliny. W wielu miejscach ludzie widzieli światła domów swoich krewnych, ale przez dziesięciolecia nie mogli ich odwiedzić.


Z czasem wzdłuż Linii Kontroli wyrosły umocnienia, bunkry, zasieki z drutu kolczastego i pola minowe. Po obu stronach rozmieszczono setki tysięcy żołnierzy. Do dziś pozostaje ona jedną z najbardziej zmilitaryzowanych linii podziału na świecie. Miała istnieć kilka miesięcy, a przetrwała blisko osiemdziesiąt lat.


Niespełniona obietnica 

Zawieszenie broni zakończyło pierwszą wojnę, ale nie rozwiązano żadnego z problemów, które ją wywołały. Zamiast ostatecznego porozumienia pojawiła się obietnica. Miała zakończyć spór. Nigdy nie została dochowana. Pierwsza wojna o Kaszmir nie przyniosła odpowiedzi na najważniejsze pytanie: do kogo właściwie należy ten region? Zamiast ostatecznego rozwiązania pojawiła się seria politycznych obietnic. Jedna z nich miała uspokoić sytuację na dziesięciolecia. Druga nigdy nie doczekała się realizacji.


ONZ proponowała przeprowadzenie referendum, w którym mieszkańcy Kaszmiru sami zdecydowaliby o swojej przyszłości. Warunki jego przeprowadzenia od początku budziły jednak spory. Pakistan i Indie wzajemnie oskarżały się o niewypełnienie wcześniejszych zobowiązań, a kolejne lata sprawiały, że szanse na przeprowadzenie głosowania stawały się coraz mniejsze.


Równolegle rząd Indii próbował przekonać mieszkańców kontrolowanej przez siebie części Kaszmiru, że ich odrębność będzie szanowana. W 1950 roku do indyjskiej konstytucji wprowadzono artykuł 370, przyznający Dżammu i Kaszmirowi wyjątkowy status. Region zachował własną konstytucję, własną flagę oraz znaczną autonomię w sprawach wewnętrznych. Parlament w Delhi mógł ingerować jedynie w wybrane obszary, takie jak obrona, polityka zagraniczna czy łączność.


Dla władz Indii był to kompromis. Dla wielu Kaszmirczyków gwarancja zachowania własnej tożsamości. Pakistan nie miał w tym żadnej korzyści. Islamabad nadal utrzymywał, że o przyszłości regionu powinni zdecydować jego mieszkańcy w referendum zapowiadanym przez ONZ. Z biegiem lat obie obietnice zaczęły się oddalać. Plebiscyt nigdy nie został przeprowadzony, a autonomia Kaszmiru stopniowo stawała się przedmiotem coraz ostrzejszych sporów politycznych wewnątrz samych Indii. Dla świata konflikt wydawał się zamrożony. Dla mieszkańców Kaszmiru był jedynie przerwą przed kolejną burzą.


Trzy strony tego samego konfliktu

Patrząc na mapę, konflikt o Kaszmir wydaje się prosty. Dwa państwa spierają się o jeden regon. W rzeczywistości od samego początku ścierały się tam trzy różne wizje przyszłości.


Dla Indii sprawa wydawała się zamknięta już w październiku 1947 roku. Maharadża Hari Singh podpisał Instrument Akcesji, a Dżammu i Kaszmir – podobnie jak setki innych księstw feudalnych – został włączony do Indii. Z punktu widzenia Delhi obecność indyjskiej armii była więc obroną własnego terytorium, a nie okupacją. Pakistan patrzył na ten sam dokument zupełnie inaczej. Islamabad podkreślał, że większość mieszkańców Kaszmiru stanowili muzułmanie, a decyzję o przyszłości regionu powinno rozstrzygnąć zapowiadane przez ONZ referendum. W pakistańskiej narracji podpis maharadży nie kończył sporu, lecz otwierał nowy etap walki o prawo mieszkańców do samostanowienia.


Najrzadziej słyszany był jednak trzeci głos – samych Kaszmirczyków.


Część z nich opowiadała się za pozostaniem w Indiach. Inni chcieli przyłączenia do Pakistanu. Byli również tacy, którzy odrzucali oba rozwiązania i marzyli o niepodległym Kaszmirze. Problem polegał na tym, że ich oczekiwania rzadko stawały się przedmiotem rzeczywistych negocjacji. O przyszłości regionu najczęściej decydowali politycy w Delhi, Islamabadzie lub przedstawiciele społeczności międzynarodowej. Z biegiem lat właśnie to poczucie, że o losie Kaszmiru rozmawiają wszyscy poza jego mieszkańcami, zaczęło narastać. Miało ono w przyszłości stać się jednym z najważniejszych źródeł frustracji, protestów i przemocy.


Pokój, którego nigdy nie było

Po zakończeniu pierwszej wojny o Kaszmir świat nie odetchnął z ulgą. Broń zamilkła, ale region się nie uspokoił. Linia Kontroli podzieliła go na dwie części, jednak nie odpowiedziała na pytanie, gdzie ostatecznie powinna przebiegać granica. Przez kolejne lata oba państwa umacniały swoje pozycje. In

Lalup
O mnie Lalup

Afrykanista, nauczyciel w szkole średniej, ur.1971 w Lublinie

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo