Klasyczne kryteria, jakimi posługuje się katolicka nauka społeczna dla usprawiedliwiania działań wojennych, nie znajdują w tym przypadku pełnego zastosowania, a mimo to, po pierwsze, Kaddafiego można nazwać agresorem, który w sposób poważny, trwały i nieuchronny zagraża życiu własnych obywateli oraz bezpieczeństwu innych krajów. Po drugie, w chwili, kiedy jego wojska ostrzeliwują ostatnie wolne miasta, zabijając przy tym cywilów z broni snajperskiej, można również uznać, że wszystkie inne próby powstrzymania Kaddafiego zostały wyczerpane. Po trzecie, precyzyjna broń użyta przez Francję i inne siły NATO pozwala na zminimalizowanie szkód, można się zatem spodziewać, że zło, jakie spowoduje, będzie nieproporcjonalnie mniejsze niż zło, które zdoła powstrzymać. Po czwarte, istnieje realna szansa na powodzenie całej operacji, bo celem tym nie jest zwycięstwo nad Kaddafim, ani nawet odsunięcie go od władzy, jak chce Łoziński, lecz jedynie powstrzymanie jego wojsk przed bestialskim traktowaniem ludności cywilnej i wrogów politycznych reżymu.

Francja i inne kraje zaangażowane w konflikt po stronie libijskich rebeliantów deklarują, że skupią swoje wysiłki na uniemożliwieniu Kaddafiemu użyci lotnictwa przez stworzenie nad Libią strefy zakazu lotów, zgodnie z rezolucją przyjętą przez ONZ, nie będą jednak wysyłać na teren Libii własnych oddziałów ani angażować się w działania ofensywne, interwencji sojuszu nie można zatem utożsamiać z typowymi działaniami wojennymi, nawet tylko w zakresie wojny obronnej, bo mimo ogromnej przewagi militarnej (jakościowej i ilościowej) działania sojuszu nie są nakierowane na pokonanie, osłabienie, czy choćby tylko zniechęcenie przeciwnika do użycia siły, a w konsekwencji zapewnienie jego przeciwnikom zwycięstwa politycznego. W Libii chodzi przede wszystkim o wytrącenie Kaddafiemu z ręki tej broni, która pozwala mu na mordowanie cywilów i politycznych wrogów, których on sam chętnie nazywa terrorystami i z którymi rozprawiał się już w przeszłości w sposób bezwzględny i bezprawny.

Francja i jej sojusznicy pamiętają o bezczynności holenderskich żołnierzy w lipcu 1997 r.  podczas masakry 7 tys. bośniackich Serbów w Srebrenicy dokonanej przez serbskie siły dowodzone przez gen. Radko Mladica. Stacjonujący na miejscu oddział UNPROFOR (United Nations Protection Force) w sile 400 ludzi, złożony i dowodzony przez Holendrów, zobowiązany był do zapewnienia bezpieczeństwa miejscowej ludności na mocy mandatu ONZ, wiedząc o planowanych czystkach, nie stanął jednak na wysokości zadania i dopuścił do zdobycia miasta Srebrenica w Bośni i Hercegowinie przez Armię Republiki Serbskiej, wspieraną przez greckich ochotników oraz członków paramilitarnej grupy Scorpion, należącej do 1991 r. do serbskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, co w konsekwencji doprowadziło do największego ludobójstwa na terenie Europy od czasu drugiej wojny światowej.

Działania prewencyjne nakierowane wyłącznie na obronę ludności cywilnej posiadają inną specyfikę niż klasyczne działania wojenne, zarówno pod względem celów, jak i metody. Pod wieloma względami przypominają działania sił policyjnych lub działania służb specjalnych wymierzone przeciw terrorystom. W konflikcie libijskim, podobnie jak w byłej Jugosławii, przewaga sił pokojowych nad agresorem jest tak znaczna, że każde użycie siły przez sojusz  może być łatwo wykorzystane przez dyktatora do celów propagandowych i dla maskowania własnych zbrodni, fakt ten nie może jednak paraliżować instancji międzynarodowych w niesieniu skutecznej pomocy ludności gnębionej przez swojego dyktatora.