5 obserwujących
41 notek
37k odsłon
  633   0

WIĘCEJ DEMOKRACJI VIA INTERNET?

 

Wśród wielu dyskusji dotyczących współczesnej polityki i zmieniającej się sytuacji społecznej dwie rzeczy uznaje się za paradygmatyczne dogmaty: po pierwsze, że internet jest kluczem do zrozumienia nadchodzących zmian, a po drugie, że zmiany te nie dotkną postrzegania demokracji jako idei świętej i nadrzędnej.

Teoretycznie internet może sprawić, że każdy podmiot będzie miał możliwość brania udziału w sprawowaniu władzy w sposób bardziej bezpośredni, ale by tak się stało, trzeba zmierzyć się z tym, jaką ten "każdy podmiot" ma możliwość skorzystania ze swojej możliwości.

Jeśli prawo skonstruowane jest tak, że większość obywateli tego prawa z założenia nie rozumie, to nie może być mowy o tym, że ta większość sprawuje władzę. Internet niewiele tu pomoże, bo poza internetem powinna pojawić się wola eksepertów dzielenia się tą wiedzą i wola poznania wśród nieuświadomionych. Wypowiedź Markusa Beckedahla o niemieckiej telewizji (RTL2), której widzowie nie wiedzą, kto jest Kanclerzem Niemiec, jest dobrym przykładem na to, że z tą wolą u uprawnionych do sprawowania władzy może być różnie...

Demokracji via internet może więc nie być więcej, choć będzie ona pewnie inna, bo trzeba zauważyć, że gdy zmieniają się formy komunikacji międzyludzkiej, z koniczności musi się też zmienić sposób sprawowania władzy i w tym tkwi sedno problemu. Przykład widzów RTL2, tak samo jak przykłady wielbicieli Krytyki Politycznej i wielbicieli Frondy, pokazują, że media, w tym szczególnie internet, ułatwiają zrzeszanie się ludzi i tworzenie wyrazistych reprezentacji formacji światopoglądowych. W tym zaś sensie internet sprawia, że demokracji jest więcej.

Zjawisko gromadzenia się w internecie ludzi o podobnych cechach i podobnym światopoglądzie, którzy utworzywszy grupy, radykalizują się, przypomina mi zawsze koncepcję zaświatów stworzona przez Emanuela Swedenborga, a rozwijaną później przez Williama Blake'a. Według tej koncepcji ludzie po śmierci przebywają cały czas w towarzystwie ludzi podobnych do siebie. Na tym polega ich piekło i raj. Na tej samej zasadzie członkowie radykalizujących się grup tworzą swoje piekła i raje.

Największym zagrożeniem jest dla takich grup brak możliwości uczenia się i rozwoju, jaki stwarza kontakt z innymi. Jednak w wielu przypadkach możliwość gromadzenia się ludzi podobnych do siebie daje im też możliwość uzyskania wsparcia i rozwijania tych cech, które przez mainstream zostały zanegowane, a które także wnoszą różnorodność i stymulują rozwój. Stąd argument o braku różnorodności jest obosieczny: mainstream odbierając głos grupom "odmieńców", także radykalizuje się, usztywnia i trwa – taki ma zresztą niespecjalnie skrywany cel... Dlatego największym problemem jest tu raczej pokojowe współuczestniczenie takich grup i skonstruowaniu systemu, w którym żadna z nich nie czuje się wykluczana czy wykorzystywana. Ta pokojowo współfunkcjonująca różnorodność – a nie uczestniczenie w rządach wszystkich jednostek włącznie z widzami RTL2 – wydaje się największym wyzwaniem przyszłej zinformatyzowanej demokracji.

Zmiana w funkcjonowaniu demokracji zachodzi tam, gdzie może utworzyć się inna niż dotąd grupa i jej reprezentacja, a internet proces ten radykalnie ułatwił. Wolna jednostka i jej prawo do anonimowej wypowiedzi nie wystarczą. Warto to podkreślić i zaakcentować, że brak uwzględnienia społecznego charakteru zjawisk politycznych i akcentowanie roli jednostki w debatach na temat demokracji może prowadzić te debaty na manowce... Niezwykłe jest też to, w jakim stopniu dyskusje o demokracji, internecie, wolności jednostki i jej prawu do anonimowej wypowiedzi są zogniskowane nie tylko na euroamerykańskim rozumieniu rzeczywistości, ale też urbanocentryczne: definiowanie podstawowych pojęć (takich jak własność czy anonimowość) odbywa się w oparciu o intuicję ludzi wychowanych w środowisku wielkomiejskim. Łatwo jest odczuć, jak obcą dla tradycyjnej społeczności jest nie tylko anonimowość, ale także indywidualistycznie pojęta wolność, gdy przeniesiemy się z wielkiego miasta do małej miejscowości, gdzie każde posunięcie jej mieszkańca jest obserwowane i kontrolowane przez pozostałych jej członków.

Stąd paradoksalnie anonimowości pojętej jako element realizacji prawa do nieograniczonej wolności wypowiedzi nie ma tam właśnie, gdzie ma ona największą rację bytu i gdzie mogłaby stanowić remedium na społeczną opresyjność. Tam, gdzie system ma prawo do okrutnego karania jednostki za poglądy, indywidualość nie ma większego znaczenia, a jednostkowy światopogląd nie zostaje poddany ochronie jako wartość. W Ameryce mawia się, że wystający gwóźdź zostanie naoliwiony, a w Chinach, że wystający gwóźdź zostanie wbity. Te przysłowia są jednocześnie rażąco kontrastowe i podobne do siebie... Zostając przy tej metaforze, warto na koniec zaznaczyć, że analizując zmiany zachodzące w ramach mechanizmu, warto koncentrować uwagę nie tylko na perspektywie gwoździa.

 

Tekst został napisany po wtorkowej debacie zorganizowanej przez Fundację im. Friedricha Eberta i Krytykę Polityczną.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale