Wśród blogerów Salonu24, jest wielu byłych członków tej organizacji, a od kilku dni pisze tutaj również obecny prezes MW, Konrad Bonisławski. To dobrze, mam nadzieję, że uda nam się podyskutować. A oto i apel:
Apel do Młodzieży Wszechpolskiej
Kiedy w 1989 roku reaktywowana została Młodzież Wszechpolska, mało kto przypuszczał, że w ciągu kilkunastu lat stanie się ona jedną z wiodących organizacji młodzieżowych w Polsce. Wpływ na to miała nie tylko siła idei, ciągła aktualność myśli obozu narodowego, ale przede wszystkim gorący patriotyzm młodych ludzi implikujący zdolność do podejmowania nieznanych dotąd wielkich wyzwań. Tym właśnie Młodzież Wszechpolska różniła się od innych organizacji tego typu: w istocie formowała młode charaktery oraz próbowała czynnie wpływać na stan spraw publicznych w Polsce.
Wydawało się, że ścisła współpraca z Ligą Polskich Rodzin może przynieść Młodzieży Wszechpolskiej tylko korzyści. Takie wrażenie można było odnieść patrząc z boku na dynamiczny rozwój karier kilkunastu młodych działaczy. Jednak wśród miażdżącej większości członków stowarzyszenia z czasem narastało poczucie instrumentalnego wykorzystywania organizacji przez polityków, w tym dotychczasowych Waszych liderów. Wielu zaczęło dostrzegać zanik swobodnej wewnętrznej dyskusji. Na jej miejsce wprowadzono bezwzględne posłuszeństwo, ślepe wykonywanie poleceń - wręcz rozkazów płynących z centrali. Tych, którzy mieli odwagę głośno mówić o potrzebie przywrócenia relacji opartych na cywilizacji łacińskiej bądź przeciwstawiali się mało przejrzystym operacjom finansowym - bezwzględnie relegowano z organizacji. Normą w takich przypadkach stało się przyklejanie im etykiet agentów, zdrajców i faryzeuszy.
Znamy to z autopsji. To co zrobiono z Wami, powtórzono w Lidze. I wiemy też, że najbardziej skrzywdzono tych, którzy "dla dobra sprawy" godzili się na patologiczne zjawiska wewnątrz organizacji i szli na etyczne kompromisy. Czy kiedykolwiek jeszcze zdołają komuś zawierzyć i dać ponieść się wielkiej idei? Kto weźmie odpowiedzialność za ich przegraną młodość i start w dorosłe życie z odium moralnej klęski? Może uczynią to byli posłowie i senatorowie Ligi Polskich Rodzin, którym drogę do parlamentu utorowały zdarte buty i ubrudzone klejem dłonie setek często nieletnich działaczy Młodzieży Wszechpolskiej?
Płonne nadzieje. Testem na prawdziwe intencje liderów LPR było ich odcięcie się od Młodzieży Wszechpolskiej wówczas, gdy organizacja ta potrzebowała silnego wsparcia. Kiedy wszystkie liberalne i kosmopolityczne siły zwarły szeregi i wspólnie w nią uderzyły, młodzi narodowcy zobaczyli odwrócone plecy swoich starszych kolegów. Zadowolone media okrzyknęły ten fakt "aksamitnym rozwodem". Bardziej przystające jednak do sytuacji było powiedzenie powszechnie krążące wśród Wszechpolaków o Murzynie, który zrobił swoje...
Dziś Młodzież Wszechpolska w niczym nie przypomina organizacji sprzed dwóch, trzech lat. Zamiera jej aktywność. Sztucznie wykreowana elita dawnych działaczy szuka drogi powrotu do wielkiej polityki poprzez struktury partyjne i ani myśli pomóc dotychczasowym kolegom. Ci, którzy formalnie stoją na jej czele, starają się balansować między poczuciem odpowiedzialności za losy tak zasłużonej dla Polski organizacji a lojalnością wobec tych, którzy ją porzucili. Skutkiem tego Młodzież Wszechpolską dotyka gwałtowny odpływ działaczy. Część porzuca jakąkolwiek działalność na polu publicznym, inni próbują realizować się w innych, podobnych ideowo, organizacjach. Rozumiemy Was. Macie prawo być zawiedzeni i czuć się wykorzystani.
Obserwując tę lawinowo narastającą dekompozycję Młodzieży Wszechpolskiej zwracamy się z gorącym apelem do jej władz i działaczy wszystkich szczebli o dołożenie wszelkich starań, by ta jedyna w swoim rodzaju organizacja zachowała swoje ideowe oblicze i znów stała się kuźnią charakterów młodych Polaków. Zapisaliście piękne karty historii, tej sprzed kilkudziesięciu lat i tej najnowszej. Macie do czego powrócić. Rozumiemy Wasze rozgoryczenie, bo jakże często towarzyszy ono i nam. Jakże często gości ono w sercach tych, którzy podążają po trudnej drodze służby Ojczyźnie. Każdy jednak musi mieć swoje Westerplatte, którego strzeże. Strzeże do końca. Bo przecież razem "idziem w skier powodzi, niechaj wroga przemoc drży! Już zwycięstwa dzień nadchodzi, Wielkiej Polski moc to my! Wielkiej Polski moc to my!"
Za środowisko polityczne „Odpowiedzialność i Czyn”
Marian Brudzyński; Krzysztof Zagozda


Komentarze
Pokaż komentarze (23)