Mleko w LPR się rozlało. I dobrze. Tylko, co dalej? Nie jest trudno przewidzieć, że na najbliższym posiedzeniu Rady Politycznej LPR może zabraknie quorum.
Wątpię, żeby o władzę w przeżywającej taki kryzys partii, walczyli chociażby urzędnicy TVP czy Polskiego Radia… Nie zaryzykują. Lepsza ciepła posadka, niż niepewna obrona Romana Giertycha. Kogo jeszcze może zabraknąć? Kilka dni temu oficjalnie przyjął legitymację PSL Waldemar Roszkiewicz – wicemarszałek mazowiecki, a moi koledzy - z którymi razem wszedłem do sejmiku - raz są w klubie koalicjanta rządu Donalda Tuska, a innym razem radnymi niezależnymi. Dlaczego nie utworzą koła LPR?
Jak tu zatem budować stronnictwo? Mało tego, przy całym szacunku dla Dobrosza i Chruszcza oraz innych kolegów będących cały czas u steru w LPR, należy zapytać: A dlaczego dopiero teraz? Na dzień dzisiejszy, tak na moje oko, to prężenie muskułów, właściwie sprowadza się to do potyczki o dostęp do piwnicy na ul. Hożej 9, a zamki do drzwi, niestety zdążył wymienić Roman Giertych. Czy dojdzie więc do posiedzenia Rady Politycznej, a jeżeli tak, to na kogo mogą liczyć „reformatorzy”?
Nie stawiałbym, poza małymi wyjątkami, na byłych funkcyjnych pracowników Ligi. Nie stawiałbym na ludzi, którzy niezasłużenie - w ramach partyjnego podziału łupów, za lojalność i wewnętrzne rozgrywki – otrzymywali synekury od Romana Giertycha. Oni zostali zepsuci, a dla „parcia na szkło” i pełnego koryta są w stanie tańczyć dla TVN–owskiej publiki, jeść z ręki liberalnych chłopków i przygrywać komu trzeba na Tuskowego dziadka mandolinie. Większość z nich pójdzie tam, gdzie łatwy chleb. Zostawią z czasem i Giertycha. A co zrobią ci, co zostaną? Przeproszą nas i wycofają się honorowo? Nic z tych rzeczy. Zabraknie im charakteru. Koniec, kropka. Nie ma co ich brać pod uwagę. Powiem więcej: z żelazną konsekwencją należy „dożynać watahy”.
Trochę szkoda, bo to mogła być autentyczna, nowa grupa w polityce, która jak nikt inny dotąd miała szansę przełamać utrwalony monopol starych partii i funkcjonującego wokół nich układu.
Do której grupy należy i jaki może mieć charakter frakcja skupiona wokół Sylwestra Chruszcza i Janusza Dobrosza? Cieszą się w tej chwili dość dużym autorytetem w środowiskach funkcjonujących wokół i po dawnej Lidze Polskich Rodzin. Wystosowany przed kilkoma dniami przez nich list jest z pewnością nową, lepszą jakością. Ale jak dotąd jest to tylko kawałek papieru. To, co istotne, jest jeszcze przed nami. Za mało mamy danych. To, że ktoś wchodzi w spór z Romanem Giertychem, to nie znaczy, że jest od razu moim przyjacielem. A czy można wykluczyć, że w końcu i sam Giertych też zrozumie swoje błędy i zechce je po maleńku naprawiać? Tak więc czekajmy i patrzmy, co z tego wyniknie.
Jaka jest strategia Chruszcza i Dobrosza, jakie są ich wybory personalne, gdzie i w kim upatrują sojuszników – pokażą już najbliższe tygodnie. Obnoszenie się teczką prezesa upadłej partii splendoru nie przysparza, to prawda. Ale dorobić się dobrej marki – nie jest łatwo. Co im radzę? Ocalić więc Ligę! Nie wychodzić z niej za żadne skarby. Odzyskać ją i nie oddać za nic w świecie obcym. Dopiero z takiej pozycji można mówić o IDEOWYM zwycięstwie, dopiero wtedy można myśleć o kongresie programowo – integracyjnym.
Z pewnością duża będzie pokusa, aby iść na łatwiznę i szukać „przyjaciół” wśród tych, co dadzą drobne na zbliżającą się kampanię. Sidła rodzimej rozwietki też nie próżnują i pewnie już w tej chwili szykują na obolałych i rozbitych polityków narodowych – własną, koncesjonowaną grupę. Poklepią, popsioczą na Giertycha i… za kilka miesięcy ślad po Chruszczu i Dobroszu zaginie. Z mojej strony więc deklaracji na tę chwilę nie będzie. Przyjdzie na to czas! Poprzyglądam się życzliwie, ale i z dużym dystansem.
Pewnie padnie zarzut, że nie jestem koncyliacyjny. Trudno, nikt mnie nie zmusi do układania się z politykami, na których ciąży agenturalna działalność, czy niektórymi leniwymi europosłami, którzy nagle zaczynają szukać dla siebie zaplecza. Mniej mi przeszkadza, czy ktoś był w PZPR, ZSL, SD, CHSS czy PZKS - jeżeli oczywiście nie dopuszczał się tam żadnych łajdactw. Ale sprzedawczyki i cwaniacy?! O nie! Nigdy mnie z kimś takim nikt nie zobaczy w jednej drużynie.
Co w takiej sytuacji robić? Po pierwsze, starać się o umiar w deklaracjach i ocenie własnych możliwości. Nie trzeba naśladować tupetu największych partii. Osobiście radziłbym, aby zacząć wymagać od siebie i tak postępować, by posiąść najważniejszy atrybut sukcesu - wiarygodność.
Jak na niego zasłużyć? Dziś zwykłych Polaków, odnoszących się nieufnie do polityków, przy tej ordynacji i tym systemie finansowania partii, na stronnictwo polityczne nie stać. Jeżeli chcemy uprawiać politykę, to za własne pieniądze. Nie jest to jednak problem, jeżeli chce się autentycznie służyć. Współczesną demokrację charakteryzuje pojęcie społeczeństwa obywatelskiego. Oznacza ono to wszystko, co ludzie potrafią zorganizować z własnej inicjatywy. W Polsce w tę przestrzeń wchodzi w dalszym ciągu tylko państwo i… partie. Mam wrażenie, że nie tylko wchodzą, ale jak w systemach totalitarnych - i państwo i partie dążą do maksymalnego stłamszenia inicjatyw oddolnych lub do przejęcia nad nimi kontroli. Czy nie jest to pole do wykazania się dla autentycznego ruchu patriotycznego? Czy to nie MY, powinniśmy być moderatorami dobrowolnych zrzeszeń, opartych na zaufaniu, które będą się starały wypełnić całą przestrzeń aktywności społeczno – kulturalnej?
Taki program dla Polski: nie pierwszej, czwartej, czy siódmej, ale SOLIDARNEJ, powinniśmy realizować w poczuciu odpowiedzialności za to, co się wokół nas dzieje. Pełne usta frazesów konserwatywno – prawicowych, a przy tym brak podstawowego rozumienia, że trzeba jak najszybciej odrzucić dziedzictwo poprzedniego ustroju – tj. oczekiwanie, że ktoś coś za nas załatwi. Taką aktywnością w realnym działaniu ogólnopolskiego ruchu patriotycznego możemy wpływać na kształt otaczającej nas rzeczywistości społecznej, gospodarczej i politycznej. Tylko wtedy obóz prawdziwie patriotyczny może stać się pełnowartościowym uczestnikiem politycznej rozgrywki i uzyskać realny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. Zaczynamy?!
Postscriptum
Oczywiście! Na co mamy czekać? A od czego zaczynać, jeśli nie od sformułowania idei minimum, która pozwoli nam pracować i spotykać się, poświęcać i z podniesionym czołem podpisywać się pod kolejnymi inicjatywami? Jak się jej dopracować, a następnie ponieść do Polaków? Cztery warunki: informacja, formacja, organizacja, akcja…
Informacja: ProPolonia.pl - oczywiście pod warunkiem, że nie będziemy uprawiać tu partyjniactwa, tylko promować obywatelskie inicjatywy patriotyczne.
Formacja: wypracowanie programu – idei minimum, wokół której moglibyśmy się integrować, a tym samym poszerzać oddziaływanie na kolejne środowiska
Organizacja: federacja stowarzyszeń i fundacji, spółdzielni i samorządu gospodarczego. Drugi wariant organizacyjny: patriotyczny ruch obywatelski, z klubami i oddziałami działającymi w całej Polsce. Po co taka organizacja? Ano chociażby po to, żeby występować o granty, subwencje i dotacje. I też po to, aby ktoś, kto doceni naszą pracę, mógł nas wspierać organizacyjnie i finansowo. Również po to, aby można było w każdym województwie zatrudnić po kilka osób, jak to robią inne organizacje poza rządowe.
Akcja: ot, chociażby taka, jaką za kilka dni zaczniemy u siebie na ProPolonii…..


Komentarze
Pokaż komentarze